Łódzki sąd okręgowy utrzymał we wtorek w mocy karę 3,5 roku więzienia dla znanego biznesmena i lobbysty Marka Dochnala oraz 2 lat i 10 miesięcy dla jego współpracownika, Krzysztofa Popendy. Obaj odpowiadali za wręczanie łapówek b. posłowi SLD Andrzejowi Pęczakowi.

Tym samym sąd utrzymał wyrok Sądu Rejonowego w Pabianicach, który w czerwcu ub. roku wymierzył Dochnalowi także 450 tys. zł grzywny, a Krzysztofowi Popendzie (obaj zgodzili się na podawanie nazwiska) grzywnę w wysokości 52,5 tys. zł. Sąd uznał, że Dochnal wręczył Pęczakowi w sumie ponad 545 tys. zł korzyści majątkowych i osobistych, a jego współpracownik - ponad 242 tys. zł. Uzasadnienie wyroku w pierwszej instancji - jak większość procesu - było utajnione.

Apelacje wnieśli obrońcy obu oskarżonych - chcieli zmiany wyroku bądź jego uchylenia i skierowania sprawy do ponownego rozpoznania. Obrońca Marka Dochnala wnosił o umorzenie postępowania wobec niego, bowiem - jak przekonywał - ujawniając w trakcie śledztwa fakt wręczania łapówek funkcjonariuszowi publicznemu nie powinien on podlegać karze.

W ocenie obrońcy Popendy sąd pierwszej instancji, pomimo ujawnienia przez jego klienta okoliczności istotnych dla sprawy, nie zastosował przepisu dotyczącego tzw. małego świadka koronnego i nadzwyczajnego złagodzenia kary. Odrzucenia apelacji chciała prokuratura.

Sąd odwoławczy utrzymując wyrok w mocy uznał obie apelacje za "oczywiście bezzasadne". W jego ocenie sąd pierwszej instancji trafnie ocenił całość postawy procesowej oskarżonych. Zwrócił uwagę, że dało się w niej dostrzec elementy manipulacji, czy też pewnej gry oskarżonych z organami ścigania; sąd przypomniał, że obaj ostatecznie nie przyznali się do winy.

Jak podkreślił sędzia Marek Surmacz oskarżeni faktycznie potwierdzili pewne okoliczności i wręczanie korzyści majątkowych, ale w ostatecznym stanowisku procesowym twierdzili, że wcale nie było ich zamiarem korumpowanie oskarżonego Pęczaka. Mówili, że były to pewne uwarunkowania towarzyskie, a także - jak wyjaśniał Dochnal - forma szantażu ze strony b. posła, który miał grozić mu wyeliminowaniem go z działalności jako finansisty.

Ta gra miała na celu nie zanegowanie pewnych okoliczności faktycznych, ale przedstawienie własnej roli w popełnionych i przypisanych im przestępstwach zupełnie w inny sposób, niż to wynika z prawidłowych ustaleń sądu rejonowego. Skoro tak, to absolutnie nie może być mowy o premii, jakie przewidują przepisy

- argumentował sędzia Surmacz. Sąd odwoławczy nie znalazł też podstaw do zmiany wysokości orzeczonych kar.

Jednocześnie sąd uchylił - ze względów formalnych - postanowienie pabianickiego sądu, który nie uwzględnił wniosków obrony o zniszczenie części materiału dowodowego z podsłuchów i zwrócił tę sprawę do ponownego rozpoznania.

Obaj oskarżeni, których we wtorek nie było na ogłoszeniu wyroku, mają zapłacić po 5 tys. zł tytułem zwrotu części kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze.

Wyrok jest prawomocny. Sąd zaliczył oskarżonym na poczet kary okres, który spędzili w związku z tą sprawą w areszcie, w związku z tym prawdopodobnie nie będą musieli odbywać reszty kary. Jeden z adwokatów Dochnala zapowiedział rozważenie wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego.

Katowicka prokuratura apelacyjna zarzuciła Dochnalowi i jego współpracownikowi wręczenie b. posłowi SLD, b. baronowi Sojuszu w Łódzkiem i jednocześnie ówczesnemu szefowi sejmowej komisji kontroli państwowej Andrzejowi Pęczakowi - w okresie od lutego do sierpnia 2004 r. – korzyści majątkowych i osobistych na łączną kwotę ponad 800 tys. zł. Obaj mieli działać wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

Oskarżeni przekazali Pęczakowi - jak uznały sądy - m.in. 60 tys. dolarów, 10 tys. funtów oraz prawo do korzystania z luksusowego mercedesa oraz pokrywanie wszystkich kosztów związanych z użytkowaniem tego samochodu i pensją dla kierowcy. Wśród korzyści, jakie miał otrzymać Pęczak, były m.in. luksusowy złoty zegarek wart 22 tys. franków szwajcarskich, suknia dla jego córki warta 3,4 tys. zł.

Łapówki miały być przekazywane ówczesnemu posłowi za informacje, bądź działania dotyczące prywatyzacji niektórych polskich przedsiębiorstw. Chodziło o sprzedaż akcji Polskich Hut Stali koncernowi LNM Holdings oraz prywatyzację Grupy G-8 (skupiającej osiem spółek dystrybucji energii elektrycznej) i Huty Częstochowa.  Na ławie oskarżenia zasiadł także Pęczak, który według prokuratury miał żądać korzyści majątkowych i osobistych na łączną kwotę ponad 900 tys. zł i uzyskał ponad 820 tys. zł. Ze względu na stan zdrowia b. posła i wielokrotne odraczanie rozpoczęcia procesu, sąd wyłączył jego sprawę do odrębnego postępowania. Jego proces dobiega końca przed pabianickim sądem. W związku ze śledztwem zarówno Dochnal, Popenda, jak i Pęczak, byli aresztowani.

We wrześniu ub. roku Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł - po skargach oskarżonych – że Polska naruszyła europejską konwencję praw człowieka, stosując wobec Marka Dochnala ponad czteroletni, a wobec Popendy ponad 3,5-letni areszt, a także odmawiając im prawa do widzenia z rodzinami.

Trybunał stwierdził naruszenie przez Polskę m.in. art. 5 par. 3 konwencji, mówiący o prawie do osądzenia w rozsądnym terminie albo zwolnienia na czas postępowania, a także art. 8, który mówi o prawie do poszanowania życia rodzinnego. Zasądził na rzecz Dochnala odszkodowanie w wysokości 8,8 tys. euro oraz zwrot kosztów postępowania, a na rzecz Popendy odszkodowanie w wysokości 1,3 tys. euro oraz zwrot kosztów w takiej samej wysokości.

lw, PAP