Narodowe nieczytanie. Jest w samej akcji "Cała Polska czyta", a patronuje jej Prezydent RP, coś irytującego i fałszywego

Prezydent z małżonką w czasie akcji "Cała Polska czyta" w Łazienkach Królewskich. Fot. PAP / Jacek Turczyk
Prezydent z małżonką w czasie akcji "Cała Polska czyta" w Łazienkach Królewskich. Fot. PAP / Jacek Turczyk

Właśnie skończyła się kolejna akcja „narodowego czytania”. Tym razem cała Polska czytała Fredrę. Taką wiadomość w każdym razie przekazały środki informacyjne. Co do mnie, to – przyznam się od razu – nie czytałem i nie planowałem czytać. I to nie z tego powodu, że nie lubię Fredry i czytania. Fredrę lubię i znam, a na czytaniu spędziłem przynajmniej jedną trzecią czasu życia. Ale jest w samej akcji, a patronuje jej Prezydent RP, coś irytującego i fałszywego. Zresztą wszystko, co robi Prezydent zawiera ponadprzeciętny element pozoranctwa.

Akcja „Cała Polska czyta” dzieje się w czasach, gdy polska szkoła znajduje się w zapaści, a resort oświaty po raz kolejny obniża poprzeczki. Lektur jest coraz mniej, książek do przeczytania w całości prawie już nie ma, klasykę się wyrzuca ze szkół, a zewsząd słychać głosy, że to jeszcze mało. Ostatnio mieliśmy eksplozję głosów poparcia dla wyrzucania Mickiewicza z gimnazjum. Politycy PO oraz różne profesorki, którym feminizm wytrzebił umysły wyrażały dyzgust wobec polskiej klasyki jako niepotrzebnej i szkodliwej. To co kiedyś za komuny robiła zbolszewizowana inteligencja robią teraz neobolszewicy feministyczni, postmodernistyczni i tym podobni, przyklaskując niszczeniu polskiej szkoły przez miernoty rządzące polską edukacją.

Klasyki w teatrze nie uświadczysz, a gdy już jest, to zawsze musi być przerobiona, żeby wyszło na to samo, czyli antysemityzm, pedalstwo, lesbijstwo, antykatolstwo i tym podobne kawałki ulubione przez ćwierćinteligentów, którzy nazywają się reżyserami. Niezależnie, czy jest to Mickiewicz, czy Fredro, czy Sienkiewicz zawsze musi tak samo i o tym samym – trzeba zrobić coś wulgarnego, zdjąć majtki i potępić nietolerancję. Tę wywołującą odruch wymiotny sztampę nazywa się teraz oryginalnością i niepokorą. Aktorzy młodsi już czytać klasyki nie umieją, bo grają w serialach i tylko język serialowy jest na miarę ich możliwości. Proszę podać mi choćby jednego aktora dowolnej płci młodego pokolenia, który potrafi podać tekst Fredry czy Mickiewicza. Proszę podać przykład jednego przedstawienia reżyserów młodszego i średniego pokolenia, gdzie język polskiej klasyki zabrzmiał czysto i urodziwie.

Prezydent zrobiłby lepiej, gdyby włączył się w akcję ratowania polskiej edukacji. Niech potępi to całe szkodnictwo, niech przekona swoich kolegów z PO, żeby nie dewastowali szkoły i niech zaangażuje autorytet swojego urzędu w systemowy program przywracania Polakom książek. Jego obecne zabiegi w rodzaju narodowego czytania przypominają mi niesławne niedzielne czyny społeczne z czasów komuny. Gospodarka upadała, państwo znajdowało się w stanie degeneracji, w sklepach pusto, a władcy PRL robili spektakl polegający na porannym machaniu łopatą przez tysiące towarzyszy i ich rodziny. Teraz jest podobnie. Wśród młodzieży szerzy się analfabetyzm, książki wyrzuca się ze szkół, a prezydent urządza zabawę dla paru tysięcy lizusów. I jeszcze nazywa to „czytaniem narodowym”.

 

 

-----------------------------------------------------------------------

-----------------------------------------------------------------------

Uwaga!

Czwarty numer miesięcznika "W Sieci Historii" z nowy dodatkiem już do nabycia w naszym wSklepiku.pl!

Zapraszamy!

Miesięcznik

 

Klasyki w teatrze nie uświadczysz, a gdy już jest, to zawsze musi być przerobiona, żeby wyszło na to samo, czyli antysemityzm, pedalstwo, lesbijstwo, antykatolstwo i tym podobne kawałki ulubione przez ćwierćinteligentów, którzy nazywają się reżyserami.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...