Po Krynicy. Błędy Jarosława Kaczyńskiego mogą przekonać Donalda Tuska do myśli o szybkich wyborach

fot. PAP / G. Momot
fot. PAP / G. Momot

Kiedy poszybowały w górę sondaże PiS, a kryzys PO stał się kryzysem strukturalnym, przestrzegałem przed przedwczesnym zawrotem głowy. Miałem jednak na myśli głównie polityczne i intelektualne zaplecze pierwszej partii opozycyjnej. Lider zdawał się zachowywać zimną krew, choć objawiało się to głównie w milczeniu.

Dziś widać, że zawrót głowy dotyczy i jego. Powróciła stara dobra tradycja uprawiania słownej publicystyki, w momentach, kiedy przydałyby się dyplomatyczne uniki. Naturalnie entuzjaści (także na tym portalu) wzniosą po raz kolejny okrzyki radości, posypią się brawa. W każdej normalnej demokracji politycy wsłuchiwaliby się nie tylko w głosy swoich bezkrytycznych kibiców. Ale nie w Polsce.

Nie o to chodzi, ile z tego, co powiedział Kaczyński na temat oblicza polskiego biznesu, jest socjologiczną i polityczną prawdą. Z niektórymi twierdzeniami się zgadzam, są zresztą tak dawne, jak jego zaangażowanie w politykę.

Tyle, że on sam kiedyś głosił hasło „Tisze jedziesz, dalsze budiesz”. I miał z nim sam coraz większe kłopoty. Akurat wyprawa do Krynicy, na spotkanie z przedsiębiorcami, było ostatnią okazją do krytykowania środowiska, z którym zwykle było mu nie drodze. Środowiska, które ma dziś mnóstwo pretensji do Tuska i które można pozyskać paroma prostymi obietnicami i gestami. A przynajmniej zapewnić sobie jego neutralność. Ona się nie przelicza tylko na głosy, ale choćby na pieniądze, które będą albo nie będą utopione w kampanii przeciw „złemu Kaczyńskiemu”.

Gdy się wczytać w szczegółowe propozycje prezesa PiS nie wszystko jest tam nawet kontrowersyjne. Obok dziwnych pomysłów (karny podatek od zbyt niskich płac) Jarosław Kaczyński całkiem realistycznie pogodził się ze śmieciowymi umowami, których skasowanie byłoby receptą na skasowanie wielu drobnych firm. Rzecz w tym, że nie to wyeksponował w Krynicy, a zwłaszcza w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” udzielonym w przededniu występu, a tezę, że biznes jest w dużej mierze postkomunistyczny. Dało tu Tuskowi natychmiast okazję do wystąpienia w obronie tegoż biznesu przed „radykałem”. Dawno mu takiego prezentu nie zaoferowano.

Podobnym prezentem jest wybranie sobie akurat forum w Krynicy na miejsce, w którym zapowiada się podniesienie podatków. Może podnieść je trzeba, choć przypomnę, że całkiem niedawno PiS rozliczał z „szalejącego fiskalizmu” obecny rząd. Ale dzielenie przekazu na różne miejsca i okazje to ABC marketingu. Ja wiem, że są entuzjaści prawicy, którzy uważają go za wymysł szatana, albo tajnych służb. Mam dla nich radę: niech się nie zajmują bieżącą polityką, bo przyniesie im ona jeszcze mnóstwo frustracji.

Nie pierwszy to błąd PiS w ostatnich tygodniach. Na przykład forma nagłego zerwania współpracy z „Solidanością” – sms-em lidera. Po tym, jak po dużych wysiłkach udało się Piotra Dudę przyciągnąć. Nie jestem entuzjastą solidarnościowych pomysłów ekonomicznych, z punktu widzenia ludzi o moich poglądach, to może nawet dobra wiadomość.  Ale nie sprawy programowe są podawane jako powód. I w tym przypadku łatwo przedstawić lidera PiS jako aroganta niezdolnego do współpracy z kimkolwiek.
Naturalnie można tłumaczyć: skoro rozstał się z „Solidarnością”, tym bardziej musiał wystąpić jako społeczno-ekonomiczny radykał w Krynicy. Jest w tym jakaś logika. Tyle że ludzie obserwujący politykę kątem oka w przerwie między codziennymi czynnościami,  takich komplikacji nie odnotują. Uznają oni: jednego dnia kłóci się z „Solidarnością”, drugiego dnia – z przedsiębiorcami.

Nie będę oczywiście ogłaszał: wszystko dla PiS stracone! To nonsens. Platforma zadba, aby opozycja miała odpowiednie poparcie. Ale Tusk na samym początku nowego sezonu poznał starą prawdę: Kaczyński tak jak nie był teflonowy, tak i nie jest. Jakie wnioski wyciągnie premier i lider PO?

Ma dziś przed sobą trzy scenariusze. Może podtrzymywać obecny układ na granicy większości, bo wyjście Jarosława Gowina jest już przesądzone. Technicznie to możliwe, wizerunkowo  przynosi sporo szkód.

Może się zdecydować na koalicję z SLD. Wczoraj i on, i Leszek Miller dali jednak sygnał, że nie są tym zainteresowani. Taka koalicja przed wyborami ma jedną wadę: pracuje na rzecz PiS. A patrząc na to oczami Millera, być może i na rzecz jakiejś innej lewicy, w tej chwili bardzo słabej.

Trzecią ewentualnością są szybkie wybory, Ryzykowne, niezgodne z obyczajami Tuska, który od momentu, jak zaryzykował w 2007 roku, stawiał zawsze na unikanie gwałtownych rozwiązań. Pewne sygnały każą jednak myśleć, że obóz rządowy bierze to pod uwagę bardziej serio niż kiedykolwiek.

Jeśli tak, to pierwsze występy Kaczyńskiego mogą utwierdzić Tuska w przekonaniu: jeżeli nie teraz to kiedy? Czas bowiem pracuje generalnie na rzecz opozycji, ale atmosfera  kampanii może sprowokować prezesa PiS do kolejnych porcji publicystyki. Obserwujmy uważnie najbliższe dni i tygodnie.

Autor

Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj! Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj! Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj!
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...