"Nie sposób krótko opisać jego przygód i hartu ducha. Wierzcie mi, to był wielki człowiek, prawdziwy chłopski przywódca" - tak o Henryku Bąku, bohaterze swojego najnowszego felietonu pisze publicysta Witold Gadowski.
Kilka dni temu byłem na wspaniałej uroczystości poświęconej byłemu wicemarszałkowi Sejmu RP, panu Henrykowi Bąkowi. Od tej chwili, pisząc „Henryk Bąk”, mam ochotę wstać i z uszanowaniem przywitać się ze wspomnieniami po tym niezwykłym człowieku
- pisze Gadowski. Publicysta przyznaje, że gdy sam w latach 90-tych miał okazję spotkać Henryka Bąka nie docenił tej postaci.
Łysiejący, nieco roztargniony, z komicznymi szelkami na brzuchu. Wyglądał bardzo chłopsko i kompletnie nie budził wtedy mojego respektu.
- wspomina.
Dopiero jednak kilka dni temu, słuchając o Henryku Bąku, rozmawiając z ludźmi, którzy go znali, zrozumiałem jakim wtedy byłem wielkomiejskim zadufkiem, jakim głupim szczawiem.
- kaja się publicysta. I w ramach zadośćuczynienia przypomina sylwetkę bohatera:
Ten Henryk Bąk to gigant. Człowiek, który od 1945 roku, nieprzerwanie, z niespożytą energia i pomysłowością, walczył z komunizmem. Stworzył zbrojna organizację: Polską Szturmówkę Chłopską, przez cztery lata – w absolutnej konspiracji – zorganizowani przez Bąka chłopi toczyli nierówne potyczki z czerwonymi. W końcu wpadli, posypały się wyroki śmierci – kilka z nich wykonano. Sam Bąk pięć lat spędził w celi śmierci, z czterema kaesami na karku. Po wyjściu z więzienia wykonał tytaniczna pracę organizując chłopska opozycję w czasach, gdy nikomu jeszcze nie śniło się o „Solidarności”, potem oczywiście tworzył także chłopską „Solidarność”. Nie sposób krótko opisać jego przygód i hartu ducha. Wierzcie mi, to był wielki człowiek, prawdziwy chłopski przywódca. Przyszedł nawet moment, gdy w uwolnionej od PZPR Polsce został posłem i wicemarszałkiem sejmu.
W bogatej dokumentacji, zgromadzonej dziś, na jego temat, w IPN, nie ma ani jednego zdania, ani jednej wątpliwości. Nigdy nie uległ i nigdy przez myśl mu nie przeszło, że mógłby dać się złamać, być kapusiem.
- pisze Gadowski. Dzieli się też następującymi refleksjami.
Kiedy stałem w wiejskim kościele niedaleko Białobrzegów i widziałem tłum ludzi modlących się za jego duszę, a potem w pięknym orszaku maszerujących na jego grób, miałem wrażenie, że oto na chwilę otworzyła się przede mną sekretna księga Prawdziwej Polski, w której nie dzieli się włosa na czworo i nie dekonstruuje rzeczywistości. (...). Tej Polski nie kupi się na plewy, na tanie intelektualne świecidełka.
Zobaczyłem Polskę chłopską, prawdziwą, bez zeteselowskiego lukru i pawlakowej cepelii, taką Polskę, o której nawet pojęcia nie ma wicepremier Piechociński.
- podsumowuje publicysta.
Cały artykuł znajdziesz na portalu Stefczyk.info
ansa/ Stefczyk.info
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/165753-witold-gadowski-na-chwile-otworzyla-sie-przede-mna-sekretna-ksiega-prawdziwej-polski-ktorej-nie-kupi-sie-na-plewy
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.