wPolityce.pl: Dom przy ul. Noakowskiego 12 ma piękną historię. To właśnie tutaj powstały „Szare Szeregi”, tutaj także mieści się siedziba Stowarzyszenia Weteranów Kawalerii i Artylerii Konnej i kilku innych stowarzyszeń patriotycznych, którymi Pani kieruje. Od jak dawna mieszka Pani w tym domu?

Barbara Błasińska – Butler, były wykładowca akademicki, działaczka niepodległościowa represjonowana w okresie PRL: Nasza rodzina zamieszkała tu po II wojnie światowej, po tym, kiedy ich dom przy ul. Służewskiej 3 został zbombardowany przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego. Moja rodzina tworzyła "Szare Szeregi", mama była instruktorką ratownictwa sanitarnego i Przysposobienia Wojskowego Kobiet "Szarych Szeregów". Mój ojciec, Jan Błasiński, był ostatnim oficerem służby stałej 25. Pułku Ułanów Wielkopolskich, kawalerem Orderu Virtuti Militari. W czasie wojny trafił do oflagu. Z kolei brat stryjeczny ojca, ppłk Karol Błasiński, inspektor lewobrzeżny, był ostatnim dowódcą konspiracyjnego 1. Pułku Strzelców Konnych, a także kawalerem Orderu Virtuti Militari. Poległ w Powstaniu Warszawskim 6 sierpnia 1944 roku, przy rogu ulic Poznańskiej i Hożej. Mama, Irena Błasińska, pseudonim „Rena” absolwentka Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego (dzisiejszego AWF) była natomiast łączniczką batalionu „Zośka” i założycielką szpitala powstańczego przy ul. Dobrej 53. Wychowywała mnie także prababka, Florentyna Elżbieta z Bonewiczów Butlerowa, której ojciec zginął w powstaniu styczniowym. Cała nasza rodzina działała w opozycji antykomunistycznej. Byłam członkiem Komisji Zakładowej „Solidarności” Uniwersytetu Medycznego. Miałam z tego powodu kłopoty w pracy. Tradycje niepodległościowe rodzice kontynuowali także po wojnie. To właśnie mój ojciec wraz z innymi Weteranami Kawalerii i Artylerii Konnej przechował tradycje wojskowe II Rzeczypospolitej i 2 stycznia 1991 roku uroczyście przekazał je na ręce ministra obrony narodowej.


Pani ojciec po powrocie z niewoli niemieckiej nie przystąpił do Ludowego Wojska Polskiego, uważając je za narzędzie sowieckiej dominacji. Panią z kolei za działalność patriotyczną w 1968 roku pozbawiono stanowiska asystenta na Wydziale Romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Dziś z kolei władze Warszawy chcą Panią pozbawić mieszkania, grozi Pani znalezienie się na bruku.

Tak, data rozprawy eksmisyjnej została wyznaczona – nomen omen - na 17 września.

 

Z jakiego powodu grozi Pani eksmisja?

Jest to kontynuacja komunistycznych represji wobec środowiska Żołnierzy Niezłomnych. Wobec oficerów II Rzeczypospolitej i ich rodzin III Rzeczpospolita prowadziła i nadal prowadzi politykę Katynia. Uważam, że kula w łeb byłaby bardziej humanitarna dla moich rodziców i dla mnie niż ta poniewierka, na którą skazała nas III RP. Represje i łamanie prawa trwają już od bardzo dawna. Jeszcze za życia moich rodziców chcieliśmy wykupić zajmowane przez nas mieszkanie. Ówczesny burmistrz Warszawy, Jan Rutkiewicz, z naruszeniem prawa (co zostało zresztą stwierdzone przez samorządowe kolegium odwoławcze i przez sejmik samorządowy) nie wyraził na to zgody, jednocześnie bezprawnie sprzedając mieszkania osobom niebędącymi lokatorami kamienicy. Uznaliśmy to za kontynuację komunistycznych represji wobec żołnierzy Polski Walczącej. Sprawa przez wiele lat toczyła się przed Naczelnym Sądem Administracyjnym i naraziła nas na ogromne straty finansowe. W końcu uległa jednak przedawnieniu. Miasto nas ograbiło, a teraz wyrzuca mnie na bruk. W Polsce mamy niestety sądy niezwisłe od sprawiedliwości. Jest to zemsta dawnego aparatu komunistycznego za wytrwanie w oporze i za niezgodę wobec tej formy transformacji, która została Polsce narzucona po 1989 roku, a która zabiła ideały „Solidarności”.

 

Na przełomie roku lat 2008/2009 czynsz w Pani mieszkaniu wzrósł kilkakrotnie.

Rada Warszawy w latach 2008 – 2009 we wszystkich mieszkaniach komunalnych podniosła czynsz do kwot kilkakrotnie przekraczających pobory mieszkańców. Zgłosiliśmy tę sprawę do prokuratury, ale otrzymaliśmy odpowiedź, iż nie ma dowodów na to, że kilkukrotna podwyżka czynszu szkodzi czyjemuś zdrowiu. Czynsz w naszym mieszkaniu wzrósł z kilkuset złotych aż do dwóch tysięcy zł. W związku tym, zwróciłyśmy się z matką do władz miasta o zamianę lokalu na mniejszy. Miasto, które ograbiło nas z naszej własności i które jest naszym dłużnikiem, winnym nam ogromne odszkodowanie, odmówiło zgody zamiany mieszkania na mniejsze. Nie dostałam w tej sprawie żadnej odpowiedzi. Po dziewięciu miesiącach otrzymałam natomiast wymówienie umowy najmu. Odpowiedź odmowna na pismo z prośbą o zamianę lokalu nadeszła dopiero po 14 miesiącach. Uchwałą Zarządu Dzielnicy Śródmieście uznano, iż prawo do zamiany lokalu nie przysługuje mi, ponieważ nie jestem już jego najemcą. Takie postępowanie jest powodem do ogromnego wstydu. Władze Warszawy organizują pod tablicą „Szarych Szeregów” Bramę Straceń dla szaroszeregowej rodziny.

 

Dowództwo Garnizonu Warszawa chciało zorganizować Pani spotkanie z Hanną Gronkiewicz – Waltz.

Tak, dowództwo Garnizonu Warszawa wyciągnęło do mnie pomocną dłoń chcąc ratować siedzibę Stowarzyszenia Weteranów Kawalerii i Artylerii Konnej. Ze strony pani prezydent spotkało się jednak z odmową podjęcia w tej sprawie działań.

 

Podano powód?

Nie. Zaznaczono tylko, że dowództwo Garnizonu nie jest stroną w sprawie.

 

Przyjaźniła się Pani ze śp. Danutą Orłowską, łączniczką z Powstania Warszawskiego.

Danusia walczyła w „Krybarze”, trzecim zgrupowaniu „Konrada” – tak jak moja mama.

 

Spotkał ją taki sam los, jaki staje się teraz Pani udziałem?

Tak - jeżeli chodzi o politykę miasta, które wyrzuca ludzi z ich domów. Danusia dostała lokal zastępczy, ale wyrzucono ją z mieszkania, w którym mieszkała od dziecka i które należało do jej rodziny od osiemdziesięciu lat. Stołeczne kamienice opróżnia się ze starych warszawiaków. Ta wyprowadzka kosztowała Danusię życie.

 

Pani Danuta otrzymała jednocześnie dwa listy – pismo oddające jej hołd jako łączniczce walczącej w Powstaniu Warszawskim i… nakaz eksmisji.

To jest na porządku dziennym. Moja mama także otrzymywała listy, w których mogła przeczytać: „jest pani chlubą Warszawy, pani heroizm jest dla nas przykładem”. Listy przysyłała pani prezydent, burmistrzowie… A jednocześnie nie zgadzali się na wykup naszego mieszkania, a później - na jego zamianę  na mniejsze. Oboje moi rodzice zmarli w ciągu roku, zostałam na tym froncie sama.

Będzie Pani walczyć do końca?

Praca na rzecz odbudowy wartości, które formują niepodległy byt narodu i wolną wewnętrznie osobowość każdego człowieka wymaga odwagi i wyjścia poza pozór, w którym zanurzona jest nasza obecna rzeczywistość. Zrezygnowanie z pozorów wiąże się z koniecznością podjęcia ryzyka. Na pewno łatwiej jest "podać tył" przy pierwszej napotkanej trudności niż włożyć zbroję Don Kichota z La Manchy i stanąć do walki z wiatrakami. Niech zatem ci, co już podjęli tę walkę, nadal samotnie ją prowadzą. Niech giną, a razem z nimi niech dopełni się ostatni rozdział losów oficerów kawalerii Rzeczypospolitej. Bezpieczniej jest uznać, że nie jest się stroną w sprawie – jak przystało na rycerzy nie błędnych, lecz roztropnych. Wygodniej jest nie ruszać się ze swoich raz już zajętych bezpiecznych pozycji. Łatwiej z tych pozycji godzić się na to, iż pierwsze miejsca będą zajmować ci, którzy z polską tradycją nie mają nic wspólnego. A tym, którzy przechowali tę tradycję i wytrwali w oporze mimo represji i ofiar, przeznacza się najwyższe odznaczenie – Bramę Straceń. Próba realizacji testamentu Polski Walczącej kończy się na bruku. Jeśli rzeczywiście chcemy bronić wartości, musimy podjąć walkę. Chyba że wolimy grę pozorów, to wtedy niech wszyscy się bawią.

 

Rozmawiała Agnieszka Żurek

O sprawie pierwsi napisali "Solidarni 2010". PRZECZYTAJ wiersz "Dwa listy" i ZOBACZ FILM Grzegorza Kutermankiewicza "Łączniczka Danusia" na stronach Solidarnych2010