Poseł PO Marek Plura działający silnie na odcinku śląskim, wzmacniający śląską odrębność, postanowił zająć stanowisko dotyczące skandalicznym zmian w kanonie lektur szkolnych. Na swoim profilu na Facebooku napisał (pisownia oryginalna):

Tu i ówdzie słyszę głośne żale nad zmianami w kanonie lektur szkolnych, z którego MEN wykreśliło katowanie dzieci w gimnazjum „Panem Tadeuszem”, „Konradem Wallenrodem” i „Trylogią”. Poloniści, na szczęście tylko niektórzy, larum podnoszą, że jakże tu teraz wpajać etos Rzeczpospolitej bez „Ogniem i mieczem”, którym polski możnowładca tłumi wyzwoleńcze powstanie na Ukrainie. Jakże tu teraz kształtować młodego patriotę polskiego, kiedy się mu nie wbije do głowy, że Tatar, Turek, Niemiec, Szwed Rosjanin i Ukrainiec to wróg jest i basta, a Polak to ten, kto za Polskę umiera, a najlepiej u boku Napoleona, pierwszego oprawcy nowożytnej Europy. Jakże’sz pielęgnować młodocianą wrażliwość Polaka, bez obrazków ze szlacheckiego zaścianka, bez pola na Litwie gdzie świerzop i dzięcielina pała, no i bez szlachtowanego niedźwiedzia z białoruskiej puszczy.

Ja tam jestem przeszczęśliwy, że mój Beniaminek zaczyna szkołę bez obciążenia tą paranoją, przynajmniej aż do liceum, gdzie spotka tych szlacheckich supermenów. Z mniejszą też żenadą mogę teraz myśleć jak się czuje mój litewski odpowiednik, tato małego Jagaiłka gdy dowiaduje się, że w Polsce już małym dzieciom wbija się do głowy słowa poety z Białorusi: „Litwo, ojczyzno moja”. Mi do wychowania dziecka na porządnego człowieka, który kocha swój kraj nie potrzeba takiej rewizjonistycznej deklaracji. Polak – Sarmata to dla mojej rodziny twór kulturowo obcy, więc mi się nigdy w wychowawczym kanonie nie mieścił, bo wzorów dla moich dzieci szukam u tych romantyków, którzy uczą miłości, również tej do Ojczyzny, a nie gloryfikują obraz wojny i przemocy.

Dzieciom „każemy” tęsknić wraz z Adamem Mickiewiczem za Litwą, gdzie Polski już nie ma, a nie sięgamy po wielkiego twórcę romantyzmu, którego cała Europa uznaje za klasyka epoki, a który żył tu gdzie i my żyjemy, który kochał tę ziemię, jak i my ją teraz – w Polsce – kochamy. Ten śląski piewca obecnego we wszystkim piękna i szczęścia, jakie ono daje to Joseph von Eichendorff. Nie pojadę z moimi dziećmi śladem Mickiewicza ani na Białoruś, ani na Litwę, ani też do Turcji. Nie będę im tłumaczył jak piękne jest polskie pole nad Niemnem, czy Dniestrem, bo ono polskie nie jest. Mam za to tuż za katowicką miedzą te, wciąż urokliwe, raciborskie lasy i strumyki, którymi chcę moje dzieci zachwycić, jak się Eichendorff zachwycał, bo to po prostu naturalne, bo to wciąż ten sam Śląsk, tyle że po niemiecku opisany. I chciałbym dzieci od niego uczyć patriotyzmu w Łubowicach, gdzie się urodził w raciborskim powiecie, z którego i moja rodzina pochodzi, i w Nysie, w której zamieszkał po 40 latach pięknego małżeństwa, by się opiekować chorą żoną. Patriotyzm Eichendorffa to zbrojna walka z napoleońskim okupantem i solidna praca dla ojczyzny na odpowiedzialnym urzędzie. To także wdrażanie chrześcijańskich wartości, tak w twórczości jak i w codziennym życiu, a nie mesjanizm z gęsiego pióra wyssany.

Eichendorffa jednak w polskiej szkole się nie spodziewam, nawet na Śląsku, mimo iż właśnie obchodzimy jego rok w 225 rocznicę jego urodzin… A może jednak? W końcu nasza szkoła wyzbyła się zaścianka.

Warto pamiętać o tym wpisie Marka Plury, szczególnie, gdy będzie wzywał Polaków do głosowania na siebie. Dla posła PO historia i dorobek polskiej kultury to zaścianek i paranoja. On woli się zachwycać dziełami niemieckiego pisarza.

Tak w PO dbają o dobro wspólne...

KL