Ostatniego dnia sierpnia, w rocznicę przebicia kompanii Rudy batalionu „Zośka” ze Starego Miasta do Śródmieścia, odbyła się, jak co roku, rekonstrukcja historyczna tego wydarzenia zainscenizowana przez członków Grupy Historycznej Zgrupowanie „Radosław”. Tego dnia nakręcono także pierwsze ujęcia do klipu przygotowywanego przez fundację „Sztafeta” w hołdzie żołnierzom batalionu. Premierę teledysku „Zośka” zaplanowano na 26 września.

W Powstaniu walczyłem w grupie żołnierzy odciętych na Żoliborzu i zebranych w Zgrupowaniu „Żniwiarz”. Przyszedłem tutaj jako przedstawiciel środowiska „Zośki”. Oglądam rekonstrukcję i bardzo się cieszę, że młodzi ludzie pamiętają o historii naszego kraju i chcą ją poznawać

- uśmiecha się Jakub Nowakowski pseudonim „Tomek”.

O członkach grupy „Radosław”, mówi:

Wyglądają mniej więcej tak jak my. Tylko że na Żoliborzu nie było tak dobrze z tymi panterkami. „Zośkowcy” zdobyli je w magazynie na Stawkach. My raczej walczyliśmy w cywilnych ubraniach, tylko nieliczni z nas mieli mundury wojskowe.  W Powstaniu walka wyglądała oczywiście inaczej, wobec ogromnej przewagi Niemców, musieliśmy się chować – strzelaliśmy z okien, z barykad, zza ruin. Gdybyśmy zgromadzili się wszyscy na otwartej przestrzeni, tak jak dziś tutaj, od razu by nas Niemcy wytłukli

- śmieje się kombatant.

Na pytanie o to, czy warto było walczyć, odpowiada krótko:

Powstanie musiało wybuchnąć.

Inscenizacja historyczna przypomina niecodzienne wydarzenie, świadczące o niebywałej odwadze i taktycznych umiejętnościach „Zośkowców”.

Andrzej Romocki „Morro” ze swoją grupą przeszedł górą obok posterunków niemieckich. Przejście to zostało opisane w Pamiętnikach Żołnierzy Batalionu „Zośka”. To była rzecz niecodzienna.

Nie wszyscy warszawiacy znają historię swojego miasta. Tym cenniejsze staje się jej przypominanie w inscenizacjach, piosenkach czy teledyskach.

Ludzie podchodzą do nas i zadają pytania. Niektórzy słyszą o tym wydarzeniu po raz pierwszy. Dziękują nam.

- relacjonuje Jarosław Wróblewski z Grupy Historycznej Zgrupowanie „Radosław”.

Wielką rolę w powodzeniu przebicia Powstańców ze Starówki do Śródmieścia odegrała bez wątpienia odwaga i umiejętności dowódcy kompanii „Rudy”.

Pułkownik Radosław powiedział o  nim „To jest najlepszy oficer Powstania Warszawskiego”. Andrzej „Morro” w szczególny sposób zapisał się w polskiej historii. W liście do matki pisał: „Mamusiu, kolejne pokolenie Romockich ma krzyż Virtuti Militari”

- przypomina Tomasz Karasiński, szef Grupy Historycznej Zgrupowanie „Radosław”.

Powstańcy żyją nie tylko w pamięci członków grupy „Radosław”, ale także stanowią dla nich wzór i punkt odniesienia w życiu codziennym. Kamil Kiełpikowski, diakon, który wcielił się w postać słynnego kapelana powstańczego, księdza Józefa Warszawskiego - Ojca Pawła, przyznaje:

Wybrałem tę postać, ponieważ sam jestem diakonem, za rok będę miał święcenia. Chciałem przypomnieć księży, którzy brali udział w Powstaniu. Ich rola była fundamentalna – odprawiali Mszę Świętą, spowiadali i podtrzymywali ludzi na duchu. Ojciec Paweł to ciekawa postać, był bardzo radykalny – jak na dobrego kapłana przystało.

Niektórzy rekonstruktorzy aby wziąć udział w warszawskiej inscenizacji, przyjechali specjalnie z Poznania:

Koledzy przyjeżdżają do nas w grudniu, żeby wziąć udział w rekonstrukcji Powstania Wielkopolskiego, a my z kolei odwiedzamy stolicę w rocznicę Powstania Warszawskiego. Chcemy pokazać ludziom – zarówno tym, którzy przyszli specjalnie po to, żeby obejrzeć rekonstrukcję, jak i tym, którzy znaleźli się tutaj przypadkiem – żeby zobaczyli, jak wyglądało wojsko, mundury i uzbrojenie – po to, aby ułatwić im przeniesienie się dzięki wyobraźni do tamtych lat.

- podkreślają Sebastian Mizerski i Robert Wajlonis ze Stowarzyszenia Grupa Rekonstrukcji Historycznej 3 Bastion Grolman.

Inscenizacja przemarszu jest wielkim przeżyciem nie tylko dla tych, którzy biorą w niej udział po raz pierwszy.

Uczestniczę w takiej rekonstrukcji po raz czwarty. Jest to niesamowite przeżycie, szczególnie kiedy po zmroku maszerujemy w zupełnej ciszy przez Park Saski, zapalając po drodze znicze pamięci Powstańcom. Idziemy w takich samych mundurach i tą samą trasą

- podkreśla Natalia Bąk.

Najmłodszy uczestnik Marszu to sześcioletni Mikołaj. Bierze w nim udział po raz kolejny, można zatem powiedzieć, że mimo młodego wieku jest już weteranem

- uśmiecha się dziewczyna.

Udział w rekonstrukcjach pozwala nie tylko na zdobycie wiedzy historycznej, ale i umiejętności praktycznych:

Kolega rzuca właśnie granatem konspiracyjnej produkcji, tak zwaną „sidolówką”. Granaty robiono w puszkach po płynie do mycia podłóg o nazwie sidol – stąd ich nazwa. Tego typu konspiracyjnie przygotowywanych produktów było wiele – jeden z nich lata nam właśnie teraz nad głowami

- śmieje się Natalia. Te właśnie ujęcia znajdą się w teledysku fundacji „Sztafeta” przygotowywanym w prezencie dla „Zośkowców”:

Klip będzie opowiadał Powstaniu, jak i o czasach, które nastąpiły potem, czyli o okresie prześladowań komunistycznych. Jego fabuła opiera się na pomyśle przejścia ze współczesności do przeszłości i z powrotem –

opowiada Przemek Głowacz, reżyser.

Osią teledysku stanie się słynna powstańcza piosenka – „Zośka”, napisana w hołdzie żołnierzom harcerskiego batalionu przez Donata Czerewacza, pseudonim „Sójka”. Muzykę do pieśni „Zośkowców” skomponował Jerzy Zakrzewski pseudonim „Linowski”.

Przygotowany z okazji 69. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego teledysk do piosenki Józefa Szczepańskiego „Ziutka” pt. „Dziś idę walczyć, mamo” okazał się wielkim sukcesem, postanowiliśmy zatem kontynuować nasze działanie

- opowiada reżyser.

Coraz wyraźniej widać, że Warszawa, mimo iż została niemal zrównana z ziemią przez Niemców i Rosjan, posiada swoje „podziemne życie” stanowiące nieprzerwalne źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń.

Mimo iż nie pochodzę z Warszawy, pokochałem to miasto właśnie za jego historię, za jego wewnętrzną siłę, za jego charakter

- przyznaje Jarosław Wróblewski.

Zdawali się to przeczuwać sami Powstańcy. Andrzej Romocki „Morro” niedługo przed swoją tragiczną śmiercią, napisał:

Ja w głębi samego siebie czuję i wiem, że Powstanie było żywiołowym odruchem narodowej potrzeby przeciw terrorowi, przeciw poniewierce, przeciw śmiertelnemu wrogowi, który nas niszczył. I gdyby dziś, po tym wszystkim, co widziały na Woli i Starówce moje oczy, stanęła przed mną znów decyzja: iść do Powstania czy nie, poszedłbym na nowo i wiem, że poszliby inni. Gloria victis – chwała zwyciężonym – będzie kiedyś wyryte także na warszawskich cmentarzach powstańczych, jeśli ulegniemy w tej walce.

Agnieszka Żurek