To nie Wojsko Polskie rzuciło się z „szabelką na czołgi”, tylko tchórzostwo, nieudolność, a w końcu zdrada Zachodu umożliwiły rozprzestrzenienie się wojny

wSieci Historii
wSieci Historii

1 września 1939 roku to nie tylko początek hekatomby na ziemiach polskich, ale także niebywałego bohaterstwa i determinacji w obronie Ojczyzny. Wojna okrutnie wyniszczyła nasz kraj, ale zarazem ujawniła duchową jakość i siłę naszego narodu, potrafiącego z miłości do Polski dokonywać rzeczy uznawanych za niemożliwe.

Skąd zatem biorą się dzisiejsze postawy naszych rodaków - w tym polityków wysokiego szczebla - które można określić mianem zjawiska, kiedy to "cnota u grzechu prosi przebaczenia"? Z jakiego powodu wstydzimy się naszych bohaterów? Dlaczego niektórzy z nas zdają się obawiać wielkości własnego narodu? Na temat drugiej wojny światowej napisano wiele nieprawdy. Warto podjąć walkę ze szkodliwymi stereotypami, aby nie stały się one podbudową pod kolejne kłamstwa osłabiające nasze poczucie tożsamości i dumy narodowej.

Z jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najszkodliwszych mitów o "polskiej kawalerii rzucającej się z szablami na czołgi" rozprawia się w świetnym eseju opublikowanym na łamach miesięcznika "wSieci Historii" Andrzej Rafał Potocki.

Wokół Wojny Polskiej 1939 r. powstało wiele przekłamań i czarnych legend, które wypaczyły jej prawdziwy obraz w oczach wielu ludzi (w tym samych Polaków). Pół wieku komunistycznej propagandy, która większość niepowodzeń zwalała na przedwojenny rząd polskich imperialistów i wyzyskiwaczy, zrobiło swoje. Do tego doszły kłamstwa historyków zachodnich. Broniąc się przed odpowiedzialnością rządów Anglii i Francji za umożliwienie Hitlerowi zrujnowania ich własnych krajów, celowo umniejszali rolę wojny obronnej Polski

- wskazuje publicysta "wSieci Historii".

Korzenie zataczającej szerokie kręgi – niestety także wśród naszych rodaków – propagandy o nieudolności i brawurze polskiego wojska, sięgają zdaniem autora czasów panowania reżimu hilterowskiego:

Hitler skrzętnie ukrywał straty zadane przez polską armię jego wojskom, ponieważ w kreowanym od początku propagandowym obrazie konfliktu wszystko, aż do samego końca miało przebiegać gładko i zgodnie z planem. Większość niemieckiego społeczeństwa obawiała się wtedy nowej wojny i należało ją z nią oswoić, ale stopniowo. Skoro z Polaków zrobiono brawurowych głupków (brawurowych dlatego, że aż tak łatwo przecież nie było), to jako tacy nie mogli oni uczynić zbyt wielkich szkód niemieckiej armii, podczas wzorowo przeprowadzanego blitz’u (wojny błyskawicznej)

- podkreśla autor opracowania "Ocalić Wrzesień", zaznaczając także, iż w ośmieszaniu wizerunku Wojska Polskiego Niemcy mogli liczyć na sojusznicze Włochy:

Usłużni filmowcy włoscy wypożyczeni przez Mussoliniego nakręcili słynny film o szarży polskich ułanów na niemieckie czołgi. Fragmenty tego dzieła używano czasem w zachodnich produkcjach dokumentalnych na Zachodzie. Ale wystarczyło puścić niektóre sekwencje w zwolnionym tempie, by podziwiać wyczyny włoskich kaskaderów walących się na ziemię z siodeł galopujących wierzchowców.

Zabiegi propagandowe umniejszające straty niemieckiej armii były na rękę nie tylko hitlerowcom, ale niestety także i Zachodowi, za wszelką cenę szukającemu usprawiedliwienia dla swojej bierności wobec napaści Niemiec na Polskę:

W puszczanych w kółko filmach dokumentalnych komentatorzy wylewali krokodyle łzy nad losem naszej bohaterskiej armii, dosłownie zmiażdżonej przez Wehrmacht, ani słowem nie wspominając o potężnych stratach agresora, by ukryć fakt, że gdyby dochowali wcześniejszych zobowiązań wobec wschodniego sojusznika, marsz na Berlin rozpoczęty 15 września byłby dla nich spacerkiem.

Jak czytamy na łamach miesięcznika "wSieci Historii", 1 września 1939 r., w chwili napaści niemieckiej,  stosunek sił rzeczywiście przedstawiał się dla Polaków niekorzystnie. Jednak już po kilkunastu dniach, dzięki bohaterskiej walce naszych rodaków, sytuacja uległa diametralnej zmianie. Podjęta w tym czasie interwencja zachodnich sojuszników mogła położyć kres wojnie:

Po dwóch tygodniach, kiedy według traktatów powinna ruszać znad Renu wielka ofensywa francusko-angielska, dowódca walczącej na froncie polskim 4 dywizji pancernej gen. Georg Hans Reinhardt meldował, że posiada tylko 113 czołgów z 324 stanu wyjściowego. W ciągu następnych dwóch dni jednostka ta straciła kolejne 50 wozów bojowych podczas odpierania polskiej kontrofensywy nad Bzurą. Jej zdolność zaczepna spadła do 20 %. Po zakończeniu działań wojennych w Polsce Die Deutsche Wehrmacht dysponował zapasami amunicji tylko na dwa tygodnie walki. W tym czasie na granicy francusko-niemieckiej stało pod bronią 90 dywizji piechoty, 2500 czołgów lepszych jakościowo od niemieckich, 10 tys. dział i… 1800 samolotów, z czego ok. 1000 bombowych. Droga do Berlina, dzięki postawie polskiej armii, stała dla sprzymierzonych otworem. I żadne pseudohistoryczne tezy, znanego skądinąd brytyjskiego historyka wojskowości Liddela Harta, o niegotowości aliantów do ofensywy, tego faktu nie zmienią. Każdy normalnie myślący człowiek, a tym bardziej polityk, nie był wówczas w stanie przewidzieć tak tchórzliwej i prowadzonej wbrew własnym interesom postawy Francji i Anglii, które zresztą zapłaciły za ten błąd bardzo wysoką cenę. To było po prostu nielogiczne, podobnie, jak nielogiczny byłby sojusz Polski z Hitlerem

- konkluduje Potocki.

Polska, która w czasie II Wojny Światowej została – jak powiedział bł. Jan Paweł II, „opuszczona przez sprzymierzone potęgi”, nie zasługuje na to, aby być krajem ośmieszanym i opluwanym - także przez tych, którzy korzystają dziś z dobrodziejstw, za które poprzednie pokolenia płaciły krwią. Naszych „sojuszników”, cynicznie traktujących zobowiązania międzynarodowe, należałoby mierzyć w przyszłości ich własną miarą. Lekcja, jakiej udzielił nam Wrzesień 1939 roku powinna nas nauczyć twardej obrony w pierwszej kolejności interesów własnego narodu. Bohaterom Września’39 winniśmy nie tylko pamięć, ale i prawdę o rzeczywistym wymiarze ich walki. W odróżnieniu od naszych „sąsiadów”, nie musimy fałszować własnej historii. My naprawdę mamy z kogo być dumni.

CZYTAJ WIĘCEJ w najnowszym numerze miesięcznika „wSieci Historii”.

Zapraszamy także na profil "wSieci Historii" na Facebooku!

 

 

 

------------------------------------------------------------------

------------------------------------------------------------------

Nie zdążyłeś nabyć poprzedniego numeru miesięcznika "w Sieci Historii"?

Zajrzyj do wSklepiku.pl!

 

 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...