Prof. Dudek: "To nie jest święto Wałęsy, Gwiazdy czy Borusewicza. To święto wszystkich – tysięcy ludzi, którzy protestowali, a liderzy byli tylko symbolami". NASZ WYWIAD

PAP/Adam Warżawa
PAP/Adam Warżawa

Próba podważania Sierpnia 80. z powodu kłótni i wzajemnych wyzwisk jego twórców jest kompletnie bez sensu. Trzeba tu oddzielić bardzo ważne wydarzenie historyczne, którego autorami było znacznie więcej osób, niż tych kilku kłócących się liderów - mówi prof. Antoni Dudek, historyk, politolog, autor "Historii politycznej Polski 1989-2012”.

 

wPolityce.pl: Obchodzimy właśnie 33. rocznicę Porozumień Sierpniowych. Czym tamte wydarzenia są dla obecnej Polski i jej obywateli?

 

Prof. Antoni Dudek: Powinny być jednym z fundamentów i korzeni dzisiejszej Rzeczpospolitej, jednak możemy dyskutować, czy tak rzeczywiście jest. Nie ulega jednak wątpliwości, że dzisiejsza Rzeczpospolita z jej wszystkimi zaletami i wadami wyrasta m.in. z Sierpnia 80. To jeden z ważniejszych fundamentów tożsamości dzisiejszej Rzeczpospolitej.

 

Czy Sierpień 80. powinien zostać uznany za święto państwowe? Proszę spojrzeć na wszystkie podziały, które obecnie mają miejsce: Solidarność świętuje osobno, a były prezydent Lech Wałęsa prywatnie składa kwiaty pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Może jedno wielkie święto ułatwiłoby dojście do wspólnego dialogu?

Ustanowienie święta państwowego niczego nie zmieni, dalej będą osobne obchody, bowiem to nie wynika z faktu braku święta państwowego, ale z wielkich podziałów ludzi, którzy ten „Sierpień” tworzyli. Zasadniczo nie ma w tym niczego zdumiewającego. To bardzo typowa historia, która często się zdarza – autorzy zwycięscy kłócą się i dzielą. Problem leży gdzieś indziej. Otóż używa się w tych kłótniach zbyt mocnego języka. Podziały pozostaną tak długo, jak długo będą żyli ludzie tworzący tamte wydarzenia. Pytanie brzmi - czy święto państwowe 31 sierpnia mogłoby do reszty nasilić ten konflikt? Jestem sceptyczny w tej sprawie, a jeżeli już rozmawiać o święcie państwowym to wolałbym 4 czerwca.

 

Czy w tym konflikcie Stoczniowcy kontra Wałęsa można przyznać komuś rację?

Wałęsa też był stoczniowcem, więc nie można go od tego odcinać. Wewnątrz komitetu strajkowego mamy co najmniej trzy główne grupy: Wałęsa oraz ludzie, którzy go popierają, uważając za „nadsymbol” tego protestu, oraz grupę, która właściwie już w roku 80. zaczęła kontestować jego przywództwo tj. Andrzej Gwiazda czy śp. Anna Walentynowicz. Pojawia się również grupa stojąca pośrodku, której klasyczną postacią jest Bogdan Borusewicz, który przez dłuższy czas był po stronie Wałęsy, a ostatnio relację pomiędzy nimi znacznie się pogorszyły. Kwestia tego podziału jest więc bardzo skomplikowana. To nie jest Wałęsa i cała reszta – to byłby zbyt prosty obraz.

 

Zatem czy możemy powiedzieć, że widzimy obraz dwóch Wałęsów - tego sprzed 33 lat i tego obecnego?

Ludzie na przestrzeni lat zawsze się zmieniają. Jednak Lech Wałęsa ma znacznie więcej „twarzy” niż tylko dwie. Widzimy obraz Wałęsy z Grudnia 70. i po grudniu uwikłanego we współpracę z bezpieką. Jest twarz Wałęsy, który zrywa tę współpracę i zaczyna działać w Wolnych Związkach Zawodowych, przywódcy strajku sierpniowego, czy przywódcy wielkiego ruchu jakim jest „Solidarność”. Później pojawia się twarz Wałęsy internowanego, później zwolnionego z internowania, który nadal jest przywódcą ruchu, jednak staje się coraz bardziej kontestowany przez jego członków. Wreszcie twarz Wałęsy noblisty, prezydenta i wreszcie byłego prezydenta. Tych twarzy jest mnóstwo i w każdej z nich były prezydent jest inny, choć zachowuje cechy samorodka politycznego. Raz można go oceniać pozytywnie, innym razem negatywnie.

 

Jak polscy obywatele powinni podchodzić do obecnych konfliktów? Czy powinni pamiętać o podziałach czy może walczyć o pamięć tamtych wydarzeń, które rozpoczęły marsz do wolnej Polski?

Próba podważania Sierpnia 80. z powodu kłótni i wzajemnych wyzwisk jego twórców jest kompletnie bezsensu. Trzeba tu oddzielić bardzo ważne wydarzenie historyczne, którego autorami było znacznie więcej osób, niż tych kilku kłócących się liderów. Przecież to nie jest tylko Stocznia Gdańska, która niczego by nie wygrała, gdyby nie tysiące zakładów, które się do niej przyłączyły. To wszystko łącznie stworzyło „Sierpień”, dlatego ci ludzie - ich dzieci i wnuki – powinni czuć dumę. Nie można patrzeć na historię z perspektywy – X powiedział coś o Y, a Y odpyskował do X – ponieważ to niepoważne. Sierpień 80. jest dziedzictwem całego narodu, nie jest własnością ludzi, którzy go tworzyli. To nie jest święto Wałęsy, Gwiazdy czy Borusewicza. To święto wszystkich – tysięcy ludzi, którzy protestowali, a liderzy byli tylko symbolami. Błąd popełniają ludzie, którzy patrzą na tamte wydarzenia tylko przez pryzmat wypowiedzi byłych liderów strajku.

Rozmawiał Łukasz Żygadło

 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...