Przeznaczenie części przychodów z prywatyzacji na istotne cele dla obywateli, w szczególności na Fundusz Rezerwy Demograficznej, nazywany przez nas „bezpieczną emeryturą”, stanie się podstawą odbudowywania społecznego przyzwolenia na prywatyzację.

W kontekście obecnych działań rządu, wydaje się nieprawdopodobne, że te słowa mógł wypowiedzieć Premier Donald Tusk.

Fundusz Rezerwy Demograficznej ma być jednym ze źródeł finansowania świadczeń emerytalnych w warunkach znacznego pogorszenia sytuacji demograficznej, która wynika z systematycznego starzenia się społeczeństwa. Zgodnie z prognozą ZUS, taka sytuacja może mieć miejsce już po 2020 r. Mimo to rząd nadal roztrwania nasze oszczędności emerytalne. Ostatecznie, zanim staną się one realnie potrzebne, politycy którzy dziś są u władzy, nie będą już zapewne pełnić kluczowych roli w państwie i tym samym unikną wszelkich konsekwencji. Zaś rachunek jak zwykle zapłacą obywatele.

Wg danych GUS (z 2011 roku) aktualnie w Polsce w wieku poprodukcyjnym znajduje się 16.9% Polaków. Prognozy na 2035 r. wskazują, że wówczas na jednego emeryta mogą przypadać już tylko dwie osoby w wieku produkcyjnym. Utworzony w 2002 r. Fundusz Rezerwy Demograficznej był odpowiedzią na ten problem. W założeniu miał on gromadzić środki, które zostałyby wykorzystane po 2020 r. w wypadku niekorzystnych zmian na rynku pracy, związanych z sytuacją demograficzną.

Ustawa z dnia 9 stycznia 2009 r. o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych umożliwiła przekazywanie 40% przychodów z prywatyzacji na rzecz Funduszu Rezerwy Demograficznej. Obecnie, poza środkami z prywatyzacji, wpływa tam również część składki emerytalnej (0,35% wysokości składki).

Rząd uznał jednak rozgrabianie Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD) za doskonały sposób na doraźne rozwiązywanie swoich problemów budżetowych. W 2010 r. w tym celu zostało zabrane z FRD 7.5 mld zł. Następnie w 2011 kolejne 4 mld i 2.89 mld zł w roku 2012. W 2013 r. rząd ponownie zabierze środki z FRD uszczuplając je o 2.5 mld zł. Łączna kwota, którą rząd zagrabił z Funduszu Rezerwy Demograficznej w latach 2010 – 2013 osiągnęła już poziom 16.89 mld zł, czyli więcej niż całościowa kwota którą FRD ma dysponować w 2013 r. – 16.8 mld zł.

W sprawie wykorzystania w 2012 roku środków Funduszu Rezerwy Demograficznej poseł Przemysław Wipler wystosował interpelację do Prezesa Rady Ministrów, Donalda Tuska. W piśmie pytał o powody przygotowania projektu rozporządzenia w 2012 roku,  na podstawie których uznano za celowe wykorzystanie środków z FDR-u. Wymagającą wyjaśnień kwestią było również niedołączenie do projektu rozporządzenia informacji na temat prognozy wydatków oraz dochodów funduszu emerytalnego na kolejne lata. Ponadto we wniosku podniesiono zagadnienie rodzaju środków, którymi dysponował Fundusz oraz przyczyn niedołączenia do projektu rozporządzenia informacji dotyczącej zasadności przekazania środków z FRD do FUS w 2012 roku.

W odpowiedzi Minister Pracy i Polityki Społecznej poinformował, że głównym powodem rozpoczęcia prac nad rozporządzeniem były „niekorzystne tendencje demograficzne kształtujące sytuację finansów ubezpieczeń społecznych”. Zniwelowanie spodziewanej nierównowagi finansowej systemu emerytalnego stanowiło w oczach MPiPS kluczową kwestię. W piśmie przekazano, że w związku z powyższym świadczenia emerytalno-rentowe zostały podwyższone o kwotę 71 zł. Jednocześnie bez przedstawienia jakichkolwiek ekspertyz i badań stwierdzono, iż wprowadzenie planowanych zmian pozwoli na stopniowy spadek deficytu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Pismo Ministerstwa zawierało również wykaz działań podjętych w celu uzdrowienia FUS. Należą do nich m.in. likwidacja wcześniejszych emerytur oraz wprowadzenie emerytur pomostowych, podwyższenie składki rentowej, stopniowe podwyższenie wieku emerytalnego, dążenie do zwiększenia liczby osób aktywnych zawodowo po 50 i 60 roku życia. Jednak kluczowe wyjaśnienia w sprawie uzasadnienia przesłania z FRD do FUS 2.89 mld zł w 2012 roku nie zostały przedstawione w żaden sposób w przesłanym piśmie. Ministerstwo uchyla się od odpowiedzi zasłaniając statystykami oraz przewidywaną poprawą sytuacji na skutek wprowadzonej zmiany rozporządzenia.

Prawdziwym problemem nie są wyłącznie monstrualne kwoty, które opuszczają Fundusz Rezerwy Demograficznej. To co powinno nas rzeczywiście martwić to fakt, że obecny rząd traktuje FRD, jeszcze tak niedawno nazywane przez Donalda Tuska „bezpieczną emeryturą”, jako narzędzie do łatania dziur w budżecie. Konsekwencje tych prowizorycznych napraw spoczną jednak jak zwykle na barkach obywateli