"Decyzja o interwencji w Syrii to wbrew pozorom problem nie tylko polityczny"

Inspektor ONZ w Syrii podczas rozmowy z ofiarami ataku gazowego, PAP/EPA
Inspektor ONZ w Syrii podczas rozmowy z ofiarami ataku gazowego, PAP/EPA

Decyzja o interwencji w Syrii to wbrew pozorom problem nie tylko polityczny. Musi także  zmieści się w ramach, które tworzy dla niej mocno tu niejednoznaczne prawo międzynarodowe.

 

Suwerenność i jej wyjątki

Informacje o użyciu gazów bojowych w Syrii i śmierci w ich efekcie setek osób wywołały oburzenia światowej społeczności. Pojawiły się liczne komentarze politologiczne i pytania o interwencje wojskową w tym kraju. Warto więc przybliżyć także niedostrzegany prawny aspekt sprawy. Pokaże on nam ramy w jakich podejmowana będzie ta decyzja.

Podstawową cechą państwa jest suwerenność. Dlatego żadne państwo nie może wtrącać się w sprawy należące do kompetencji wewnętrznych drugiego kraju. Obie te zasady potwierdza Karta Narodów Zjednoczonych. Kluczowym problemem jest więc pytanie o to, co to są sprawy wewnętrzne państwa. Pojęcie to w XX w. bardzo się zmieniło. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu suwerenność miała charakter bezwzględny. Dlatego np. świat nie ingerował w postępowanie hitlerowskich Niemców z Żydami. Byli oni obywatelami niemieckimi i prawo ustanowione ustawami norymberskimi było w ówczesnym rozumieniu sprawą wewnętrzną Niemiec. Dziś to szokuje i jest nie do pomyślenia. Zmiana postrzegania wynika z powojennego rozwoju praw człowieka. Mimo wyłączności kompetencyjnej w swoich sprawach wewnętrznych, państwo musi przestrzegać uniwersalnych standardów traktowania jednostki. Z drugiej strony, poza wyjątkami, zakazane jest stosowanie siły w stosunkach międzynarodowych, a w Karcie znajdziemy również nakaz  poszanowania pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego. Ta triada regulacji tworzy ramy, w których interwencja w drugim państwie jest możliwa tylko wyjątkowych sytuacjach. Jakie one są?

 

Dla własnych obywateli

Podstawową formułą jest możliwość interwencji w obronie własnych obywateli. Doznanie przez obywatela krzywdy za granicą upoważnia jego państwo do działania. Powstaje jednak pytanie, czy można to robić przy pomocy siły militarnej i wbrew woli miejscowego suwerena?

W teorii są oczywiście dwa spojrzenia, na tak i na nie. Natomiast w praktyce państw działanie to było zawsze bezdyskusyjnie dopuszczalne. Taką formułą interwencji była znana nam z filmów amerykańska „dyplomacja kanonierek”. Na przełomie XIX/XX w., w. Azji i Afryce, zagrożone życie, zdrowie lub interesy obywateli amerykańskich ratowały wysyłane oddziały wojskowe. Z bliższych nam przykładów znany jest atak komandosów izraelskich, na lotnisku w Entebbe (Uganda), w celu odbicie zakładników uprowadzonych przez Palestyńczyków w samolocie ElA1 (1976). Podobnie amerykańska interwencja w Granadzie (1983). Dziś o prawie do interwencji zbrojnej w obronie obywateli mówi Rosja. Tego rodzaju deklaracja polityczna została ogłoszona po konflikcie rosyjsko-gruzińskim w 2008 r.

Ta możliwość raczej Syrii nie dotyczy. Właściwie nie ma tam już obywateli innych krajów, za wyjątkiem funkcjonariuszy międzynarodowych, dyplomatów i dziennikarzy-korespondentów. Ale oni są tam na własne ryzyko zawodowe, często chronieni immunitetem i siłami wojskowymi.

 

Pokój i bezpieczeństwo

Drugą możliwością interwencji jest działanie w ochronie międzynarodowego bezpieczeństwa i pokoju. To podstawowy cel, dla którego zbudowano ONZ. Dlatego ten sam artykuł Karty, który zakazuje wtrącania się w sprawy wewnętrzne zastrzega, że zakaz ten nie stoi na przeszkodzie stosowaniu środków represyjnych z rozdziału VII Karty. Środki te stosuje Rada Bezpieczeństwa właśnie w sytuacji, kiedy uzna, że państwo zagraża międzynarodowemu bezpieczeństwu i pokojowi.

Pojawia się pytanie, jak walka sił rządowych z powstańcami o przejęcie władzy w Syrii zagraża światu? Bardzo prosto. Dzisiejsze konflikty mają charakter skomplikowany. Walka nie odbywa się wyłącznie na zdefiniowanym jasno froncie. Szczególnie kiedy mamy do czynienia z wojną domową. Dlatego jej efektem są uchodźcy liczeni w tysiącach, rozlewanie się niepokoju w regionie, problemy epidemiologiczne, głód, nielegalne transfery środków, zamachy itp. Uważa się, że to wszystko narusza międzynarodowe bezpieczeństwo. Dlatego właśnie problem Syrii jest pod stałym monitoringiem Rady Bezpieczeństwa. Może ona podjąć decyzje o interwencji, albo nie widzieć takiej potrzeby. Może też stosować inne środki niż wojskowe. Ale prawo do oceny i podjęcia decyzji w tym kontekście należy wyłącznie do jej kompetencji.

 

Prawa człowieka

Trzeci przypadek do coraz większa akceptacja możliwości podjęcia działań o charakterze interwencyjnym w celu ochrony obcych obywateli przed ich własnymi władzami w przypadku naruszania prawa człowieka. Nie znajduje ona jednoznacznego formalnego umocowania. Jest efektem niesamowitego awansu, jakiego prawa człowieka doznały w ostatnich dwudziestu latach. Istnieje jednak zgoda, że użycie siły militarnej w takiej sytuacji jest dopuszczalne jedynie w sytuacjach wyjątkowych, przy spełnieniu twardych kryteriów. Chodzi tu o ciężkie i znaczne naruszenie praw człowieka. Natomiast już sam zakres i konkretny rodzaj naruszenia jest sporny. Jest zgoda tylko co do przypadków ludobójstwa, zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. Swobodę akcji ogranicza też zasada proporcjonalności działania, powiązana z koniecznością wcześniejszego wyczerpania środków pokojowych (siła militarna jako ostateczność). Ma to ograniczyć możliwość instrumentalnych nadużyć.

Politologicznie uzasadnił to Jurgen Habermas, jeden z najbardziej cenionych współczesnych filozofów. Uznał on naruszanie suwerenności państwa z przyczyn humanitarnych jako mniej szkodliwe niż jej utrzymanie na rzecz dyktatorów mordujących ludzi. Suwerenność człowieka, pisał również, jest ważniejsza od suwerenności państwa. Dlatego z tej perspektywy, jak widać, istnieje prawna możliwość podjęcia interwencji w Syrii. Ostatnie wydarzenia z użyciem broni chemicznej wobec cywilów są wystarczającym powodem.

 

Legalna i legitymizowana

Pojawia się więc pytanie, dlaczego jeszcze w przypadku Syrii się na to nie zdecydowano? Prócz licznych politycznych powodów, o których możemy przeczytać w różnych innych komentarzach, w grę wchodzi jednak jeszcze przesłanka prawna, o której opinia publiczna raczej nie zdaje sobie sprawy. Jest to pytanie, kto może podjąć decyzję o ataku dla ochrony praw człowieka? Brak jednoznacznej normy wywołuje w tej właśnie kwestii największy spór. Część krajów i polityków stoi na stanowisku, że taka interwencja powinna być sformalizowana i legalna. Oznacza to, że tu również decyzję podejmuje wyłącznie Rada Bezpieczeństwa. Jest to efekt procesu tzw. konstytucjonalizacji porządku światowego. A jak działa Rada wszyscy wiemy. Każdy ze stałych członków ma prawo weta i może zablokować stosowną rezolucje.

Drugie stanowisko opiera się o swobodę decyzji państwowej. Każdy kraj może taką interwencję zarządzić samodzielnie. Legitymizuje ją wystarczająco samo ciężkie naruszenie praw człowieka. W najnowszej historii stosunków międzynarodowych był przypadek działania bez stosownej rezolucji RB ONZ, ale tylko jeden. Chodzi o działania NATO w Kosowie (1999). Wywołał on jednak  potężny spór miedzy Rosją a USA i oskarżenia tego ostatniego kraju o łamanie prawa międzynarodowego. W dzisiejszej sytuacji politycznej Waszyngton średnio może sobie na taką samowolę pozwolić. Tym bardziej, że wszystkie ostatnie interwencje międzynarodowe, a więc akcje przeciwko reżimowi Husajna, Talibów czy Kadaffiego miały podstawę formalną w rezolucji RB ONZ.

Stanowisko takie spotyka się też z licznymi zarzutami o „nowy kolonializm”. Opiera się to o podejrzliwość, że prawdziwym powodem zaangażowania są interesy takiego państwa, a nie ochrona praw człowieka. Podkreśla się też, że następuje wtedy umiędzynarodowienie konfliktu wewnętrznego, co osłabia jego szanse na zakończenia.

Jest w tym wiele prawdy, choć równie często powody, którymi kierują się państwa negujące taką możliwość, są czysto polityczne. Rosja już twierdzi, że ewentualna akcja USA w Syrii bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, będzie naruszeniem Karty NZ. Ile w tym jest rzeczywistego formalizmu, a ile interesu wynikającego ze szczególnych relacji z reżimem Asada?

Z powyższego widać, że kwestia decyzji o interwencji w Syrii nie będzie łatwa. Leży ona gdzieś między koniecznością postąpienia zgodnie z niejasnym prawem, wrażliwością na krzywdę ludzką a interesem politycznym decydującego się na nią kraju. Nie jest to komfortowe miejsce, a skutki mogą być zaskakujące.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...