Procesowa nieuczciwość jest całkowicie bezkarna. Dlatego tak pleni się w organach ścigania. Demokracja? To chyba żart

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
fot. wPolityce/Polsat News
fot. wPolityce/Polsat News

Powszechnie wiadomo, że ostoją demokracji, jej dwoma filarami, na których się opiera, są wymiar sprawiedliwości i media. Brak w państwie choćby jednego z tych fundamentów lub słabości któregoś z nich powoduje, że demokracja, mimo głoszonych haseł o jej obecności w państwie, w rzeczywistości nie istnieje. Bądź występuje w skarlałej lub co gorsza, karykaturalnej postaci.

Upadek

Niedawny wyrok, uniewinniający dwóch gangsterów od zarzutu udziału w zabójstwie byłego komendanta głównego policji gen. Marka Papały, po raz kolejny ukazuje degrengoladę całego naszego systemu sprawiedliwości. I skłania mnie, abym dziś powiedział kilka zdań, o jednym z tych filarów.

Warszawski sędzia w ustnym uzasadnieniu swojej decyzji w procesie o zabójstwo Papały, wydobył na światło dzienne większość słabości, a także patologii, jakie gnębią od lat polskie organa ścigania. Wszystkie są ciężkiego kalibru, a ich rodowód sięga czasów PRL.

Procesowa nieuczciwość

Z ich długiej listy wymienię najbardziej zasiedziałe. Ignorancja, lenistwo, odfajkowywanie, amatorszczyzna, powierzchowność, manipulacje materiałem dowodowym, włącznie do jego preparowania. W ten sposób, że założonej tezie, czasami będącą jedynie spekulacją, prowadzący śledztwo podporządkowują zeznania świadków. Biorą z ich wypowiedzi tylko te, które wzmacniają tezę-oskarżenie, a świadomie pomijają inne, które je osłabiają. Inaczej mówiąc, tworzą fikcyjną rzeczywistość, przedstawiając ją w sądzie jako prawdziwą.

Ta procesowa nieuczciwość jest całkowicie bezkarna. Dlatego tak pleni się w organach ścigania. Nie słyszałem, aby jakiś policjant lub prokurator został ukarany za manipulacje i oszustwa w śledztwie. Ale też nikt nie poniósł nigdy konsekwencji za zaniedbania, zaniechania czy pomyłki, wynikające z niechlujstwa.

Polityczne wpływy

Prokuratorzy i policjanci prowadzą często sprawy pod zamówienie polityczne aktualnej władzy, jakże często nawet bez żadnych formalnych, a także pozaurzędowych nacisków i sugestii przedstawicieli rządzącej ekipy. Sami policjanci i prokuratorzy wiedzą, co należy robić, by przypodobać się władzy, i wykonują te swoje powinności nadzwyczaj gorliwie.

Niewielu sprawiedliwych

Sędzia Paweł Dobosz, podając powody uniewinnienia, podkreślał, że wyrok jest wyłącznie porażką organów ścigania, a nie wymiaru sprawiedliwości. Że decyzja o uniewinnieniu nie jest osobistą przegraną sędziego, całkowita zgoda. Stała się nawet jego zwycięstwem. Bo oceniał dowody rzeczowo i uczciwie.

Nie ugiął się pod naturalnym naciskiem opinii publicznej (pewnie w jakimś stopniu też tak przebiegało rozumowanie prokuratora), że oto na ławie oskarżonych siedzą dwaj zatwardziali kryminaliści, mający na koncie najcięższe przestępstwa, są więc idealnymi kandydatami do obciążenia ich kolejną zbrodnią i do skazania na wieloletnie więzienie. Co wcale nie znaczy, że polski wymiar sprawiedliwości nie jest równie przeżarty patologiami jak organa ścigania.

Rażąca amatorszczyzna

Sędziowie, podobnie jak prokuratorzy są podatni na wpływy polityczne i nieraz zamieniają się w cichych rzeczników, reprezentujących nie tylko punkt widzenia, ale wręcz interesy władzy. Zewsząd bije amatorszczyzna sędziów, ich brak przygotowania do skomplikowanych spraw. Często za podstawę orzeczeń biorą stereotypy, potoczne wyobrażenia bądź zasłyszane opinie, wypowiedziane przez rzekome autorytety, które nie mają wiele wspólnego ze stanem faktycznym.

To widoczne jest szczególnie w procesach lustracyjnych, w których podejmowane są absurdalne orzeczenia. W których dawni agencji peerelowskich służb dziś po raz drugi prześladują w sądach tych, którzy na podstawie dokumentów przechowywanych w IPN, a wytworzonych przez ich dawnych mocodawców, ośmielili się przypomnieć lub wydobyć na światło dzienne dawną przeszłość kapusiów.

Sędziowska buta

Megalomania sędziów, poczucie ich wszechmądrości powoduje, że ani im w głowie przeczytać prace historyków, znawców problemu, ludzi, którzy badają archiwa po byłej SB. Wystarcza im wiedza zasłyszana na przyjęciu lub zasięgnięta z ich ulubionego organu prasowego, potępiającego, podobnie jak oni sami, wszelkie próby lustracji.

W oczach takich sędziów, niegodziwcem nie jest dawny agent SB, ale człowiek, który o tym napisał. Trzeba go za to ukarać, bo tego domaga się były tajny współpracownik. Rękami sędziego zaspokaja swoją chęć odwetu w państwie zwanym demokratycznym. Takim sędziom niepotrzebne są materiały z IPN. Oni bez dokumentów wiedzą lepiej. Powtarzają w sentencji wyroku to, co przed sądem nałgał im agent.

Redakcja

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych