W rozmowie z portalem gazeta.pl redaktor Jacek Żakowski powiedział następujące słowa:

Gowin to nieprzeciętnie ambitny i bardzo słabo wykształcony, słabo przygotowany intelektualnie polityk, który ma groźny zapał reformatorski. Wydaje mi się, że jest to jeszcze gorszy chwast polityczny niż Jan Rokita czy Zyta Gilowska, którzy symbolizują najgorszy okres PO.

CZYTAJ WIĘCEJ: Redaktor Żakowski w formie: "Gowin to jeszcze gorszy chwast polityczny niż Jan Rokita czy Zyta Gilowska, którzy symbolizują najgorszy okres PO"

 

Panie profesorze, dużo mówi się o "mowie nienawiści" w języku debaty publicznej - czy to jest właśnie jej przejaw, czy może zwyczajna cecha intelektualna środowiska Żakowskiego?

Prof. Andrzej Nowak, historyk: Sądzę, że w metaforze chwastu jest odpowiednik tej dokładnie kategorii odczłowieczania przeciwnika politycznego, jakiej przykłady dała propaganda dr. Josepha Goebelsa, a wcześniej Włodzimierza Ilicza Lenina. Redukowanie człowieka do pozycji chwastu, z którym pewnie najlepiej poradzić sobie za pomocą pestycydu jest obrazem przerażającym i przygnębiającym. Przygnębiającym i przerażającym, jeśli chodzi o poziom tego, który po taką metaforę sięga. A jeszcze bardziej przerażający i przygnębiający, że znajdują się media, które tego rodzaju odczłowieczający wizerunek człowieka kolportują.

 

Jacek Żakowski należy do środowiska, które lubi posługiwać się zdaniem o „zagrożeniu faszyzmem w Polsce”. Może to daje mu – w jego mniemaniu – immunitet na obrażanie innych, wszak na takiej wojnie nie liczą się niuanse.

Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać. To przygnębiający przypadek spełniający kryteria najgorszej nazistowskiej, a nie nawet faszystowskiej, propagandy. Mówienie o przeciwniku politycznym jako chwaście, w domyśle, że należy takiego zlikwidować pestycydem, jest rzeczą której nie da się usprawiedliwić.

 

Panie profesorze, ale to jednak środowisko, które ma usta pełne frazesów i nieustannie poucza na temat tego, jak się zachować. Tymczasem na swoje salony ci ludzie wprowadzają słownictwo, którego nie powstydziłaby się najgorsza pijacka speluna.

Przepraszam, ale o jakim „salonie” pan mówi? Co znaczy słowo „salon” w perspektywie tej zacytowanej wypowiedzi? Dr Joseph Goebels też pewnie obracał się na jakichś salonach. Był człowiekiem wykształconym, ale podobnie jak to bywa z twórcami kultury, znanymi aktorami, nie daje to immunitetu, który chroniłby przed zdziczeniem, po prostu przed chamstwem.

 

Sprawa jest smutna, bo – owszem, można Gowina nie cenić ze względów politycznych – ale to jest, bardzo spokojny, kulturalny i zrównoważony człowiek, np. w porównaniu z prof. Niesiołowskim. Jarosław Gowin nie zasłużył na takie określenia.

Powtórzę raz jeszcze: zacytowane słowa, o których rozmawiamy, wystawiają świadectwo wyłącznie temu, kto je wypowiedział, a nie osobie, do której były one skierowane i którą opisują. Można się z dr. Gowinem całkowicie różnić poglądami, można mieć różne opinie na temat jego postępowania, ale jest człowiekiem z określonym dorobkiem, który można różnie ocenić, ale trzeba go uszanować. Jest autorem ważnej, choć kontrowersyjnej książki o polskim Kościele. Jest wieloletnim redaktorem miesięcznika „Znak”, wieloletnim rektorem małej, ale bardzo dobrej uczelni prywatnej w Krakowie. Jeżeli to wszystko miałoby potwierdzać tezę o braku jakiejkolwiek kwalifikacji intelektualnych, to przepraszam bardzo, ale gdzie znaleźć polityka lepiej przygotowanych intelektualnie do wykonywania swojego zawodu? Myślę, że takich polityków na naszej scenie politycznej, niewielu można znaleźć.

 

Czy po takich słowach Jacek Żakowski powinien być w jakiś sposób zbojkotowany?

Gdyby to była pierwsza tego rodzaju wypowiedź na naszej scenie publicznej, to zapewne miałby pan rację. Ale przecież to jest wypowiedź numer pięćset tysięcy jedenasta – oczywiście to liczba umowna. Codziennie padają takie kompromitujące wypowiedzi z ust komentatorów, tzw. ludzi kultury i nie dzieje się nic.

Padają gorsze nawet wypowiedzi, choćby tej pani dyrektor teatru z Poznania (Ewa Wójciak – przyp. red.). No i potem mieliśmy listę 200 intelektualistów, profesorów, którzy bronili jej prawa do nazywania najwulgarniejszymi określeniami papieża Franciszka. Tak się potem stało, że papież stał się nawet ulubieńcem tych „salonów”, które z taką lubością broniły użycia wulgarnego słowa wobec niego.

To wszystko pokazuje jak bardzo ta wulgaryzacja, znikczemnienie języka, słowa posunęły się te zjawiska do przodu. Są setki wypowiedzi profesorów, choćby przypomnę jednego, nieopierzonego co prawda młodego profesora, który bryluje w mediach związanych z Palikotem i Platformą Obywatelską, który używał wulgarnego słowa w ujawnionym przez siebie esemesie, aby zmobilizować Donalda Tuska do dania odporu przeciwnikom politycznym. Tego rodzaju chamstwo niestety pleni się. Naszą odpowiedzią może być jedynie unikanie schodzenia na tak niski poziom.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki