Oburzając  się – skądinąd słusznie – na Jerzego Urbana, palącego godło Polski i parodiującego „Pierwszą Brygadę” warto jednak zastanowić się nad prawdziwą motywacją tego gentelmana.

A jest ona moim zdaniem tyleż prosta, co nie pasująca do demonicznej wizji własnej osoby, jaką Urban stworzył w latach 80 i zakonserwował w 90. Otóż bardzo ważnym, a niezauważanym przez prawicową część opinii (która ma tendencję do przesadnej oceny potęgi swoich wrogów; trochę lubi czuć się jak mysz, zapatrzona w węża) elementem sytuacji jest to, że twórca „NIE” ma już za sobą i czasy, kiedy realnie wpływał na politykę, i w ogóle na cokolwiek.

Co więcej – już jest w sporej części zapomniany, i społeczny proces zapominania o nim posuwa się dalej. Dla osobnika do tego stopnia narcystycznego, do tego stopnia przekonanego o własnej genialności i wielkości, z tak monstrualnym ego, czyli dla kogoś takiego jak Urban to musi być szczególnie bolesne.

Siedzi w tym Konstancinie za wysokim murem okazałej willi, i czeka na chwilę, kiedy świat wróci do normy. Znów rozdzwoni się telefon. Odezwą się Michnik, Miller, Czarzasty, Kwaśniewski… A bramę pałacyku zaczną szturmować gromady dwudziestolatek, zafascynowanych demonicznym image’m czołowego „kruszyciela polskich przesądów”….

Czeka, czeka – i wciąż nic. Przed bramą jak było pusto, tak dalej nie chce być pełno. A telefon milczy. Milczy agresywnie. Tym milczeniem mówi Urbanowi, że jego kumple, z którymi przez dwadzieścia parę ostatnich lat robił politykę, albo sami już znaczą coraz mniej, albo po prostu już go nie potrzebują…

To musi bardzo, bardzo boleć.

Stąd rozpaczliwe gesty. Stąd próby odzyskania, bodaj na parę godzin, celebryckiego statusu. Żałosne, bo redukujące Urbana do poziomu upadającej gwiazdeczki filmów klasy „B”, która na deptaku w Nicei podnosi bluzkę, aby choć na chwilę kamery zwróciły się w jej stronę.

To szczególnie żałosne, jeśli kiedyś przez ogromną część opinii było się postrzeganym – przez jednych z zachwytem, przez drugich z mieszaniną oburzenia i przerażenia - jako niemal sam Książę Ciemności. Władca piekieł jest jednak, czego by o nim nie mówić, postacią poważną… A obecny Urban…?

Tomasz Terlikowski w emocjonalnym tekście wzywa do odebrania Urbanowi obywatelstwa i deportowania go do dawnych towarzyszy na Wschód. Mam inne zdanie. Nie przejmujmy się zanadto. Nie wysyłajmy pikiet do Konstancina.

Niech tam sobie były demon samotnie siedzi za swoim murem. Nie zakłócajmy mu procesu dochodzenia do pełnej świadomości faktu, że jest pod każdym względem – właśnie – były…

 

 

 

-----------------------------------------------------------------

-----------------------------------------------------------------

Do nabycia wSklepiku.pl:"Koncepcje i problemy filozofii zła"


Koncepcje i problemy filozofii zła