Zadziwiająco jednoznacznie i, co ciekawe, blisko jednej ze stron politycznego sporu, analizuje polską demokrację prymas Polski abp Józef Kowalczyk w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Zaznacza, że „politycy muszą nauczyć się żyć w demokracji, a więc nauczyć się także żyć w opozycji”.

A żyć w opozycji nie znaczy mówić na wszystko „nie", co czyni koalicja. Natomiast koalicja rządząca nie powinna odrzucać konstruktywnych propozycji przedstawianych przez opozycję.

Opozycja zyskuje szacunek poprzez pozytywne działanie polegające na inteligentnej i obiektywnej krytyce tego, co czynią rządzący lub stanowiący prawo. Koalicja i opozycja muszą prowadzić ze sobą konstruktywny dialog. Bycie w opozycji nie może oznaczać, że jest się wrogiem koalicji rządzącej i neguje się wszystko cokolwiek rządzący zrobią, nazywając ich nieudacznikami. Nie na tym polega działalność opozycji także w parlamencie, który jest ciałem ustawodawczym.

Ostro prymas mówi również o hipotetycznym „wywracaniu do góry nogami” działań poprzedników po przejęciu władzy:

Nie można wszystkiego burzyć i zmieniać. Takie zachowania są niczym innym jak działalnością podobną do działań szczepowych z czasów niezorganizowanych państw, które obecnie daje się zauważyć w niektórych krajach afrykańskich i nie tylko.

O warszawskim referendum Arcybiskup Kowalczyk wypowiada się zaskakująco zgodnie z tym, co słyszymy z ust polityków partii rządzącej. Zapytany, czy zniechęcanie do uczestniczenia w głosowaniu przez prezydenta i premiera mieści się w ramach demokratycznego dialogu, odpowiada:

Warszawskie referendum, na rok przed wyborami, jest aktem politycznym o jednoznacznym celu. Ma obalić panią prezydent wywodzącą się z partii rządzącej, żeby łatwiej było obalić cały rząd. W Warszawie przez ostatnie lata dokonano wiele dobrych poczynań. Kataklizmy zdarzają się za rządów wszystkich koalicji i władz, ale nie można obwiniać za nie władz miasta. Panią prezydent można za wiele dokonań pochwalić. Potknięcia zdarzają się każdemu.

(…) Jeśli zaś referendum staje się narzędziem do rozgrywki politycznej i ma doprowadzić nie do stabilizacji, ale do jej zachwiania, to każdy obywatel ma prawo wyrazić swoje poparcie lub swój sprzeciw.

I sam z siebie dodaje:

Absencja w referendum nie jest grzechem. Jeśli ktoś publicznie wyraża swój głos sprzeciwu względem akcji politycznej, jaką jest, jak się wydaje, warszawskie referendum, to nic złego nie czyni. Podobnie jak ten, kto wyraża swoje wsparcie. W demokratycznym państwie, każdy może publicznie zadeklarować, że w referendum weźmie udział lub nie.

Rz: - Prezydent z premierem dla partyjnych interesów nie występują przeciwko demokracji?

Abp Kowalczyk: - Oni, mam takie wrażenie, korzystają z uprawnień demokracji.

Zdziwienie może też budzić odpowiedź na pytanie o plany PiS wpisania do konstytucji słów „W imię boga wszechmogącego".

W konstytucji RP jest wystarczająco jasne odniesienie do Boga.

- mówi ksiądz prymas.

W wątku wałkowanej przez mainstreamowi media jako rewolucyjnej wypowiedzi papieża na temat homoseksualistów,  abp Kowalczyk przypomina:

Papież nie powiedział niczego nowego czy rewolucyjnego na temat homoseksualizmu i homoseksualistów. Przypomniał nauczanie Kościoła zawarte w katechizmie. Homoseksualizm jest znanym zjawiskiem na przestrzeni dziejów w świecie i w Kościele. Kościół nie będzie się odwracał od homoseksualistów. Są oni jego członkami, jako osoby ludzkie, tak jak wszyscy inni. Nie akceptuje natomiast praktyk homoseksualnych i to uważa za grzech. Skłonność nie czyni nikogo niegodnym człowiekiem, ani człowiekiem gorszym, a tym bardziej nie wykluczają go ze społeczności katolickiej.

Kościół nie odwróci się od środowisk gejowskich. Znam ludzi o skłonnościach homoseksualnych, którzy są bardzo wartościowymi ludźmi, ale nie pochwalam i nie akceptuję praktyk seksualnych osób tej samej płci. Kościół to krytykuje i uznaje za grzech. To właśnie przypomniał papież Franciszek w swojej wypowiedzi.

Ksiądz prymas odnosi się również do sporu ks. Lemańskiego z abp. Hoserem...

Wyrażam zdziwienie, że media tak wiele czasu poświęcają sprawie, która leży w gestii biskupa Hosera, doświadczonego lekarza, kapłana, misjonarza i biskupa diecezjalnego. Nie znalazłem żadnego słowa w mediach, które by zwracały uwagę na jego kompetentne działanie. Natomiast można było domniemywać, że w nagłośnieniu tego problemu chodzi o spotęgowanie konfliktu kapłana z biskupem.

...do postulatów Ojca Świętego, by duchowni żyli w skromności:

W archidiecezji gnieźnieńskiej przeważają małe, wiejskie parafie. Kapłani żyją skromnie. W czasie wizytacji wielu parafii nie zauważyłem przepychu czy wyniosłości kapłanów. Posługę parafialną spełniają w niewielkich wioskach położonych nieraz w odległości kilkunastu kilometrów. Samochód jest więc niezbędny. I to musi być samochód sprawny. Trudno byłoby wypełnić zadania duszpasterskie, posługując się tylko rowerem.

...i do Radia Maryja:

O. Rydzyk wykorzystał doskonale okazję do zapełnienia niezagospodarowanej przestrzeni medialnej dla szerzenia kultu maryjnego. W wymiarze religijno- modlitewnym wykonał wielką pracę i należą mu się słowa uznania. Radio Maryja spełnia również ważną posługę integrującą emigrację polską w świecie.

(…) To nie o. Rydzyk szuka dla siebie miejsca w polityce, ale świeccy politycy zabiegają o względy mediów o. Rydzyka. Za pośrednictwem tych mediów chcą pozyskiwać dla siebie elektorat.

(…) Media katolickie powinny być otwarte na wszystkich katolików, niezależnie od opcji politycznej. Mają jednak prawo, aby zapraszać do siebie kogo zechcą.

I jednoznacznie wskazuje, że młodzież powinna mieć możliwość zdawania matury z religii.

W państwie takim jak Polska, jeśli ktoś chce mieć dyplom wykształcenia ogólnego, powinien uczęszczać na nauczanie religii katolickiej, luterańskiej, prawosławnej, bo inaczej dyplom nie będzie świadczył o ogólnym wykształceniu osoby. Religia powinna być przedmiotem na maturze dla tych, którzy sobie tego życzą, a państwo powinno im to zagwarantować.

Cała rozmowa w „Rzeczpospolitej”.

znp