Do Polski jedzie włoski pociąg Pendolino, co ma oznaczać, że jesteśmy krajem nowoczesnym niczym Singapur albo przynajmniej Francja. Tymczasem to kolejna atrapa i dowód na to, jak siermiężnie obecna władza wyobraża sobie i realizuje w Polsce nowoczesność. A wyobraża ją sobie i wdraża tak, że widzimy trochę błyskotek i gadżetów, natomiast pod nimi kryje się mentalność i praktyka władców postkolonialnego Trzeciego Świata. W efekcie, co szczególnie rzuca się w oczy cudzoziemcom, Polska jest krajem, w którym nowoczesność ogranicza się do gadżetów, natomiast życie tu jest bardzo uciążliwe, jego jakość jest niska, a całe państwo funkcjonuje ociężale, nieefektywnie i właściwie na przekór albo nawet na złość obywatelom.

Polska nie jest nowoczesna, bo gadżety i błyskotki są wrzucane w czarną dziurę cywilizacyjną i technologiczną. Pendolino jest tu dobrym przykładem. Bo pociąg mający kursować z prędkością 250 km na godzinę „wrzuca się” na trasy, którymi można jeździć z prędkością nieco ponad 100 km na godzinę, a podczas upałów pociągi poruszają się z ogromnymi problemami (wielogodzinne opóźnienia na trasie Warszawa-Kraków 8 sierpnia 2013 r.). Wyrzuca się ponad 2,5 mld zł (665 mln euro) na błyskotkę, czyli 20 składów (na razie, bo cały projekt szybkiej kolei ma kosztować 15 mld zł), która ma przykryć fatalny stan infrastruktury kolejowej, katastrofę organizacyjną grupy PKP, niskie standardy i beznadziejną jakość usług. Ale błyskotkę można pokazać w telewizji. Może się nią w towarzystwie kamer przejechać minister transportu Sławomir Nowak.

Błyskotką numer jeden obecnej władzy są Orliki, czyli oświetlone boiska sportowe ze sztuczną nawierzchnią. One pokazują ambicje tej władzy i jej wyobrażenia o nowoczesności. Nie parki technologiczne, laboratoria, centra wynalazczości czy ośrodki badawcze, lecz boiska, na których można sobie pokopać piłkę. I to był absolutny priorytet władzy przez ostatnie 6 lat, co pokazuje, że nowoczesność pojmuje ona w kategoriach paciorków, które daje się dzikusom, żeby się cieszyli, choć te paciorki nie mają najmniejszego wpływu na ich życie.

Nowoczesność oparta na gadżetach i błyskotkach jest cechą charakterystyczną krajów zacofanych. Naprawdę nowoczesne są zaś te państwa, gdzie panuje wysoka jakość życia. A indeks jakości życia za 2013 r. sytuuje Polskę na 34. miejscu (90,47 pkt) w gronie 100 sklasyfikowanych państw. Pierwsza jest Szwajcaria – 215, 71 pkt, drugie Niemcy (204,84), a trzecie Stany Zjednoczone (199,56). Sporo przed nami są Estonia (154,95), Słowenia (133,62), Czechy (122,18), Słowacja (114,58) czy Litwa (114,05).

Nowoczesność to także innowacyjność, i to nie ta dla statystyk, lecz właśnie dla poprawy jakości życia. A Polska zajmuje dopiero 44. miejsce (na 141 sklasyfikowanych państw) w „Global Innovation Index” za 2012 rok (ostatnim dostępnym), czyli w rankingu najbardziej innowacyjnych państw i gospodarek. I wprawdzie za nami są Czarnogóra, Serbia, Oman, Mauritius czy Mołdowa, lecz przepaść dzieli nas od Szwajcarii (1. miejsce), Szwecji (2.), Singapuru (3.) czy Finlandii (4.). Bez porównania lepiej od nas wypadają też takie kraje jak malutka Malta (16. miejsce), Islandia (18.), Estonia (19.), Cypr (28.) czy Łotwa (30.).

W rankingu pokazującym wartość produkcji i usług wytworzonych dzięki wiedzy i zastosowaniu nowoczesnych technologii, co pokazuje nowoczesność gospodarki, Polska zajmuje 51. miejsce. I o ile nie dziwi to, że przodują tu Szwajcaria (1.miejsce), Szwecja (2.), Singapur (3.), Finlandia (4.), Irlandia (6.), Holandia 7.) czy Izrael (10.), to dziwi, iż przegrywamy nie tylko z Estonią (13.) i Maltą (14.), lecz także z Mołdową, Serbią, Ukrainą, Bułgarią, Rumunią, Paragwajem, Libanem i Suazi.

Obecna władza traktuje Polaków jak idiotów, którzy nie jeżdżą po świecie, nic nie widzieli i „kupią” każdą bzdurę o nowoczesności, bo zobaczą jakąś błyskotkę w stylu Pendolino. A poza gadżetami jest ogromna mitręga codziennego życia, gdzie najprostsze rzeczy załatwia się tygodniami, gdzie większość czasu poświęca się na sprawy, o których w nowoczesnych państwach w ogóle się nie myśli, bo dzieją się automatycznie. Gadżetomania i ekscytacja błyskotkami nie są więc dowodem nowoczesności, lecz ogromnego zacofania, przede wszystkim mentalnościowego. Ale co się dziwić, skoro ci, którzy własnych obywateli traktują jak dzikusów czekających na paciorki, sami dają się tak traktować, choćby w Unii Europejskiej. I bardzo dobrze się z tym czują.