"Rostowski będzie nas szantażował niewypłaceniem emerytur". Grzegorz Bierecki po burzliwej senackiej debacie nt. zniesienia progów ostrożnościowych

fot. PAP/Tytus Żmijewski/Jacek Turczyk
fot. PAP/Tytus Żmijewski/Jacek Turczyk

Senatorowie PO i PiS spierali się na temat zawieszenia tzw. pierwszego progu ostrożnościowego. Zdaniem Kazimierza Kleiny (PO) zaproponowana przez rząd zmiana jest ważna dla finansów państwa; Grzegorz Bierecki (PiS) uważa, że powiększy problemy finansów publicznych.

CZYTAJ TAKŻE: Ostre zwarcie w Senacie. PiS krytykuje zawieszenie progu ostrożnościowego. Grzegorz Bierecki: „Rząd nie ma pieniędzy, żeby płacić rachunki"

Nie da się nas już bardziej opodatkować bez odebrania nam majątku - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl senator Grzegorz Bierecki.

Senator Grzegorz Bierecki

wPolityce.pl: PO mówi, że zawieszenie pierwszego progu ostrożnościowego to ważna zmiana dla finansów państwa, brzmi to jak jakiś cudowny lek na kryzys. Czym w rzeczywistości jest ta operacja ministra finansów?

Grzegorz Bierecki: To zwiastuje wzrost zadłużenia państwa, a tym samym wzrost kosztu obsługi tego zadłużenia. Przecież już cały nasz podatek PIT i znaczna część CIT idą na obsługę zadłużenia, to już prawie 13 procent całego budżetu. Dalsze zwolnienie tych progów oznacza, że Rostowski będzie mógł nas zadłużyć w tym roku na 16 miliardów złotych, a w przyszłym pewnie na 50 miliardów. Także to jest taki skutek bezpośredni. Ten dług jest takim ukrytym podatkiem nałożonym na wszystkich Polaków, a płacimy niestety, głównie zagranicznym grupom finansowym, które świetnie na tym zarabiają, i będą zarabiały jeszcze lepiej.

 

A jak to się przełoży na polskie rodziny, szczególnie na te najbiedniejsze?

Na każdego pracującego Polaka przypada w tej chwili około 60 tys. złotych długu. Przyjęcie tej ustawy, którą proponuje Rostowski oznacza, że w tym roku zwiększy się to o około 3 tys. złotych na głowę, a w przyszłym roku o kolejne 5 - 6 tysięcy. Ten dług jest takim odroczonym podatkiem, to znaczy, że dziś nie płacimy tych podatków, ale zapłacimy je za chwilę, zapłacą to kolejne pokolenia. Ale myślę, że w przypadku Polski, ze względu na strukturę tego długu, który znajduje się głównie w rękach zagranicznych, będziemy zmuszeni niestety dość szybko zapłacić.

 

Czy inaczej by to wpłynęło na nasz kraj, gdyby Polska była bogatsza?

Rząd porównywał poziom zadłużenia do poziomu zadłużenia Niemiec, Holandii, mówiąc, że tam jest ono wyższe w relacji do Produktu Krajowego Brutto. To prawda, tak, ale mówiłem już w debacie senackiej, że takie porównanie jest nieuprawnione, bo przecież zdolność do spłacenia tego odroczonego podatku w przypadku tych bogatych społeczeństw jest znacznie wyższa. Mogą mieć wyższy dług, ponieważ są bogatsi. Mają większe oszczędności, mają większy majątek. Nie można ich porównywać z sytuacją Polski i Polaków, ponieważ oni nie dysponują takim majątkiem, ani oszczędnościami, nie da się nas już bardziej opodatkować bez odebrania nam majątku.

 

Minister Rostowski i premier Tusk mówią, że zniesienie progu nie oznacza wcale skorzystania z możliwości jego przekroczenia, że to tylko taka możliwość, którą rząd chce sobie dać…

On jest zmuszony skorzystać z tego, przecież w tym roku brakuje tych pieniędzy w budżecie. To, że Rostowski zawiesza ten pierwszy próg ostrożnościowy oznacza, że musi podjąć kolejne zadłużenie, aby pokryć wydatki zaplanowane w tym budżecie. On obcina część tych wydatków, ale już bardziej obcinać nie może, teraz musi zadłużać. To oznacza, że rząd po prostu nie ma pieniędzy na pokrycie rachunków, które są przecież wpisane w ustawę budżetową.

 

Co się stało, że rząd znalazł się w takiej sytuacji?

Jest grupa pływaków, wszyscy w tym morzu pływali, ale w końcu przyszedł odpływ i dopiero teraz widac, kto pływał na golasa.

 

My mówimy o zawieszeniu pierwszego progu ostrożnościowego, ale są eksperci, który mówią, że my już jesteśmy dawno dalej, to prawda?

To prawda. Przecież to jest czwarty rok, kiedy w budżecie przekroczony jest ten pierwszy 50-procentowy próg. Jeżeli się policzy prawidłowo poziom zadłużenia to już jesteśmy powyżej progu drugiego i niebezpiecznie zbliżamy się do trzeciego - konstytucyjnego. Tak naprawdę to wkrótce, w wyniku tych działań staniemy przed problemem zmiany konstytucji i znów będziemy szantażowani przez ministra Rostowskiego, że albo zniesiony zostanie ten limit konstytucyjny, albo nie będzie wypłat emerytur.

 

Premier jeszcze niedawno niósł te nasze progi ostrożnościowe na sztandarze, jako coś, czym mieliśmy Europie imponować. Jak ocenić tę rezygnację?

To jest kompletna porażka, to jest właśnie ta wywieszona biała flaga. Skończyły się pieniądze i w tej chwili trzeba dorabiać ideologię do braku pieniędzy. Ale patrząc z drugiej strony, ten rząd toleruje nieściąganie podatków PIT i CIT, z odsetkami to będzie około 50-ciu miliardów. Taka jest skala zaległości, 30 miliardów plus odsetki. Ten rząd toleruje lukę w VAT-cie, czyli VAT, który nie trafił do budżetu w wyniku najróżniejszych działań, głównie w skutek obchodzenia ustawy o podatku VAT. Ta luka jest szacowana na ponad 30 miliardów złotych. I wreszcie jeszcze jedna kwestia, którą pokazuje raport NIK, to skala marnotrawstwa, która jest gigantyczna. Rząd w ubiegłym roku zmarnował ponad 18 miliardów złotych, a prze ostatnie 4 lata - ponad 60 miliardów. I w takiej sytuacji jedynym pomysłem tego rządu jest pożyczenie jeszcze więcej pieniędzy.

 

Senator Jackowski złożył poprawkę do tej ustawy, która ma na celu zmianę tytułu na "o zadłużaniu przyszłych pokoleń Polaków". Czy to tylko złośliwość?

Nie tylko, to naprawdę ma głęboki sens. Przekaz, który chce osiągnąć senator Jackowski ma wskazywać na koszta międzygeneracyjne. Amerykanie od niedawna liczą "międzygeneracyjny koszt zadłużenia". No, bo jeśli rząd pożycza na 30 lat, to znaczy, że trzeba zaplanować, ile tego długo, czyli odroczonego podatku będzie do spłaty dla tych przyszłych pokoleń. A jak liczne będą te pokolenia, to widać w tabeli demograficznej. ZUS informuje, że w 2060 roku będzie nas o około 8 milionów mniej. To znaczy, że będzie mniejsza grupa podatników i oni ten dług odziedziczą i będą go spłacali. Koszt tego długu przeniesionego na kolejne pokolenia będzie oznaczał przecież katastrofę dla państwa. Konieczność ogłoszenia upadłości.

To jest chyba najważniejsze w tej inicjatywie senatora Jackowskiego, zwrócenie uwagi na konieczność takiego liczenia. To powinniśmy przewidywać, jeśli mówimy o tym, że Polska ma trwać wiecznie.

 

Rozmawiał Marcin Wikło

 

 

------------------------------------------------------------

Polecamy wSklepiku.pl:"Finanse publiczne a kryzys ekonomiczny"

 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...