Komorowski nie jest jowialnym misiem, ale politykiem niebezpiecznym dla tych, którzy go nie doceniają

Fot. prezydent.pl
Fot. prezydent.pl

W trzecią rocznicę objęcia funkcji prezydenta przez Bronisława Komorowskiego w TVN 24 były jego gafy i przaśne żarciki. To ma być jedyna słaba strona tej prezydentury. Kompletnie nieistotna, bo co najwyżej wzbudzająca uśmieszki.

Wbrew pozorom taki obraz jest prezydentowi bardzo na rękę, bo tylko go uczłowiecza. Ale świadczy albo o kompletnym niezrozumieniu istoty tej prezydentury, albo o celowym robieniu widzom wody z mózgu. Prezydent Komorowski nie jest bowiem żadnym jowialnym misiem, który ma problemy z aforyzmami i etykietą. To z wielu względów bardzo poważny polityk. I bardzo niebezpieczny dla tych, którzy go nie doceniają.

Bronisław Komorowski zgromadził pod swoimi skrzydłami (i wciąż gromadzi) cztery grupy ludzi. Jedna służy jako ogólnopolityczna przykrywka. Tworzą ją poczciwi i nic nie znaczący politycy dawnej Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Ich obecność u boku prezydenta ma uspokajać i pokazywać jego polityczne korzenie – w niezgułowatym środowisku „szczerych demokratów”, aktywnych w pierwszych latach istnienia III RP. Druga grupa to bezideowi pragmatycy, którzy są po prostu inżynierami władzy. Każdej władzy, czyli zarówno tej z późnej PRL, jak i różnych konfiguracji w III RP. Ich obecność ma pokazywać, że prezydent działa ponad podziałami i sam jest pragmatykiem. Trzecia grupa to eksperci, w tym dawni i obecni wojskowi, skupieni głównie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Ich obecność ma pokazywać przywiązanie prezydenta do wojska i spraw obronności (był ministrem i wiceministrem w MON), ale także zainteresowanie polityką zagraniczną.

Trzy „jawne” grupy skupione przy prezydencie Komorowskim nie mają większego znaczenia strategicznego, choć są użyteczne także w kwestiach strategicznych. Najważniejsza pod każdym względem jest bowiem grupa czwarta - „niejawna”. Tworzą ją w dużym stopniu ludzie dawnych i obecnych wojskowych służb specjalnych, ich ważna agentura, powiązani z nimi ludzie wielkiego biznesu, mediów oraz środowisk opiniotwórczych. Formalnie ta grupa nie istnieje, bo przecież ważny polityk ma jakieś znajomości i sympatyków w tych sferach. Faktycznie jest to grupa ogromnie wpływowa. Była taka wtedy, gdy chodziło o wyniesienie Bronisława Komorowskiego do prezydentury, jest w trakcie jego kadencji, a robi się jeszcze bardziej wpływowa w związku z ewentualną reelekcją i z tym, co po niej nastąpi.

Czwartą grupę można by nazwać zapleczem sztabowym Bronisława Komorowskiego. To ludzie mający skutecznych lobbystów w parlamencie i potrafiący przepchnąć ustawy z odpowiednimi „furtkami”, dla laika niewidocznymi. To osoby potrafiące „ustawiać” najważniejsze przetargi, szczególnie te dotyczące służb mundurowych. To sprawni fundraiserzy mający znakomite układy z wielkim biznesem oraz tym z szarej i ciemnej strefy, zdolni szybko gromadzić fundusze potrzebne na kampanie czy zakulisowy lobbing. To osoby potrafiące szybko zdobywać informacje, głównie kompromitujące, czyli haki, a potem te haki dozować albo nimi grać. Wreszcie, są to osoby potrafiące narzucić przekaz w mediach w Polsce, szczególnie w tych publicznych. Pozornie ich nie ma, ale kiedy trzeba coś załatwić bądź rozwiązać jakiś kryzys, pojawia się ich niewidzialna, pomocna ręka.

Można by powiedzieć, że posiadanie zaplecza w postaci ludzi określonych mianem sztabowców dobrze świadczy o tym, kto może z ich usług korzystać. Tyle tylko, że we współczesnym świecie nic nie jest za darmo i za taką pomoc trzeba płacić. Zawsze i zwykle słono. Nie po to tacy ludzie pomagają zdobyć i utrzymać władzę, żeby można było potem nie realizować interesów grup jeszcze potężniejszych, które oni reprezentują. Są to zarówno różne służby, jak i grupy kapitałowe, grupy interesów, międzynarodowe organizacje czy poszczególne państwa. Zwykle osoba korzystająca z takiego zaplecza nawet nie wie, w co się rzuca i z czym się to wiąże. A potem zwykle już nie ma odwrotu, bo do dotrzymywania zobowiązań przymusza posiadana wiedza.

Bronisław Komorowski jest politykiem poważnym i niebezpiecznym dla tych, którzy postrzegają go prostolinijnie, bo ma sprawne i niewidzialne dla laika sztabowe zaplecze. I ono ma swoje plany oraz cele, których nie można ani w pełni kontrolować, ani określić do czego prowadzą podejmowanie przez nie działania cząstkowe, a tym bardziej nie sposób przewidzieć, co to zaplecze zrobi z powziętymi wobec niego zobowiązaniami.

A efekty pomocy tego zaplecza mogą mieć bardzo dalekosiężne skutki. Dla prezydenta i dla Polski. Niezależnie od woli czy chęci samego zainteresowanego.

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...