Grzegorz Miecugow dostał prawdą między oczy. Bardziej niż pięści musiały go zaboleć słowa z plakatu: "TVN kłamie"

fot. YouTube
fot. YouTube

Nie ma mojej zgody na bicie dziennikarzy, nie ma mojej zgody na bicie kogokolwiek. Nawet jeśli się z kimś nie zgadzam, nawet skrajnie, jak z Grzegorzem Miecugowem, to jest mi przykro, że został spoliczkowany. Napastnikiem był się młody człowiek, który wtargnął na scenę podczas prowadzonego właśnie programu "Szkło kontaktowe". Chłopak miał ze sobą tablicę, na której było napisane "TVN kłamie".

Miecugow stwierdził, że nie popuści, choć wcześniej luzacko do przepraszającej go publiczności rzucił:

Dobra, nie ma sprawy!

25-latek z Białegostoku został zatrzymany przez policję. Usłyszał zarzuty. Grożą mu trzy lata więzienia. I słusznie, bo podkreślam, bicie kogokolwiek, to nie jest dobra droga.

Szybko jednak redaktor Miecugow wszedł w rolę kombatanta pokrzywdzonego na woodstockowym froncie:

Facet, który to zrobił, jest zawodowym zadymiarzem. Krzyczał już na Owsiaka, Komorowskiego, obrażał Buzka. Jego sensem istnienia jest chęć zrobienia zadymy i pojawienia się w sieci

- ocenił.

Bardziej niż pięści Miecugowa zabolały słowa z plakatu: "TVN kłamie". Redaktor wyglądał na zdezorientowanego, także chyba tym, że na opanowanym przez lemingi terenie, gdzie teoretycznie powinien czuć się bezpiecznie, a nawet komfortowo, ktoś z owej lemingozy się wyłamał.

TVN kłamie - te dwa słowa prawdy musiały Miecugowa oszołomić, bo nie da się inaczej wytłumaczyć jego kolejnych bredni o tym, że tak właśnie - z takiej nienawiści - zrodził się Holokaust. Z mowy nienawiści to akurat redaktor Miecugow mógłby zrobić doktorat. Wystarczy obejrzeć choć fragment "Szkła kontaktowego".

Z dziennikarskiego obowiązku przypomnę, że w październiku 2010 roku w Łodzi zginął pracownik biura europosła Janusza Wojciechowskiego - Marek Rosiak. Został zamordowany, bo był z PiS-u. To jedyna ofiara politycznej nienawiści III RP. I niech tak zostanie.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...