wPolityce.pl: 11 listopada odbędzie się w Warszawie szczyt klimatyczny. W związku z tym, że to polskie święto narodowe, to zapewne odbędą się też marsze i manifestacje. Premier Donald Tusk uważa, że jedno drugiemu nie będzie przeszkadzało, czy pan też tak uważa?

Witold Waszczykowski: Uważam, że w normalnych państwach, w czasie poważnych świąt narodowych nie organizuje się międzynarodowych zjazdów dyplomatycznych o charakterze kurtuazyjno-protokolarnym. Są to dni poświęcone tradycji danych państw. Ja rozumiem, że ktoś jakiś czas temu zaplanował ten szczyt na 11 listopada, ale to był błąd. I dziś jeszcze jest na tyle czasu, aby ten błąd skorygować i szczyt przesunąć choćby o jeden dzień. Natomiast Dzień Niepodległości poświęcić tradycyjnym obchodom, aby było tak, jak w Polsce od lat ten dzień czcimy.

 

Premier podkreśla jednak rangę tego szczytu…

Nie akceptuję tych tłumaczeń premiera Tuska, bo on już wiele lat temu przegrał problem klimatyczny. Już w 2008 roku na szczyci w Brukseli przegrał pakiet klimatyczny i dzisiaj próba zasłonięcia się problemami klimatycznymi jest, moim zdaniem nietrafiona. Raczej widać, że premier chce przykryć inne wydarzenia dotyczące obchodów święta niepodległości jakimś wydarzeniem międzynarodowym. Jakby celowo chciał sprowokować, aby ci, którzy w tym dniu chcieli w tradycyjny sposób czcić to święto, musieli się zająć inną problematyką i skupić na innych kwestiach.

 

Jeśli chodzi o premiera Tuska i te dziwne kolizje czasowe ważnych świąt z mniej ważnymi wydarzeniami to nie jest pierwszy raz. Skąd u Tuska taka polityka odwracania uwagi?

Pamiętam, jak kilka lat temu, jeszcze za życia Prezydenta Lecha Kaczyńskiego 4 czerwca też próbowano czcić inaczej, organizując w Krakowie szczyt ministrów spraw zagranicznych. Po to, żeby odciągnąć uwagę od rocznicy obalenia rządu Jana Olszewskiego. Pamiętam także, że w 2008 roku, kiedy śp. Lech Kaczyński próbował czcić 90. rocznice odzyskania niepodległości i organizował wielką uroczystość, galę w Teatrze Wielkim, również doszło do bojkotu przez rząd. Od lat mamy do czynienia z próbami organizowania takich alternatywnych obchodów. Nawet w 2010 roku, pamiętam, że planowano odrębne obchody bitwy pod Grunwaldem. Tak, aby to, co robi Prezydent było powielone kilka dni później przez rząd i aby obchody organizowane przez Prezydenta były pomniejszone. Najbardziej jaskrawy przykład to kwiecień 2010 roku. Obchody katyńskie, które miał organizować Lech Kaczyński zostały w jakimś stopniu zneutralizowane, powielone przez spotkanie Tuska z Putinem. To jakaś inżynieria społeczna, zamiana tradycyjnego, przez lata utrwalonego sposobu czczenia pewnych świąt w jakiś inny, dotąd nieznany sposób. Aby wymusić na Polakach zmianę sposobu czczenia tych świąt narodowych, albo wręcz zniechęcić ich do takiego tradycyjnego czczenia historii. Od lat słyszymy przecież, że ta historia przeszkadza, jest jakąś kotwicą, nie pozwala się rozwijać, nie pozwala być częścią Europy, nie pozwala przejść do nowych, liberalnych rozwiązań pewnych kwestii.

 

A patrząc na kwestie bezpieczeństwa miasta i mieszkańców. Jeśli będzie szczyt, to zapewne będą alterglobaliści, którzy, jest takie zagrożenie, mogą spotkać się z manifestacjami narodowymi. Jak premier może nie widzieć tego niebezpieczeństwa?

Po pierwsze, zanim ci alterglobaliści się pojawią, to już się można spodziewać, ze zorganizowanie takiego szczytu może być wymówką, aby zamknąć część Warszawy. Aby zapewnić bezpieczeństwo dygnitarzom, wypchnie się by może środowiska patriotyczne poza centrum miasta. Po drugie, może dojść do próby jakiegoś sprowokowania incydentów, bo zakładam, że środowiska patriotyczne 11 listopada, nawet jeśli zostaną wypchnięte z centrum Warszawy, to będą próbowały zorganizować jakiś wiec, marsz, czy w inny tradycyjny sposób uczcić ten dzień. Może rzeczywiście dojść do próby skompromitowania takich manifestacji patriotycznych poprzez nagonkę takich środowisk alterglobalistycznych, jakichś lewackich, które będą próbowały to święto utopić w jakichś bójkach i podpaleniach. To jest bardzo niebezpieczna gra, bo chodzi w niej nie tylko o niedopuszczenie do manifestacji patriotycznych, ale nawet jeśli one zaistnieją, to napuści się na nie tego typu bojówki.

 

Mariusz Kamiński mówi, że Tusk i Platforma nie cofną się przed żadną "sztuczką", aby zachować władzę. Czy to jedna z takich sztuczek?

Tak, Tusk zapowiedział przecież, że bez walki władzy nie odda. To może być ilustracja jego sztuczek. Gdyby chodziło o bezpieczeństwo, to przecież lepiej byłoby tego dnia zorganizować wyścigi samochodowe w centrum miasta, niż szczyt klimatyczny, na który przyjadą lewackie bojówki.

 

Rozmawiał Marcin Wikło