Ks. Adam Boniecki wybrał się na przystanek Woodstock. Postanowił spotkać się z festiwalową młodzieżą, ale ani myślał zarażać ją duchem Ewangelii. Już na wstępie zastrzegł, że przyjechał, by się podzielić sobą:

Oferuję wam siebie. Chcecie to jedzcie. Może wam zaszkodzi, może się zrzygacie

- powiedział były redaktor "Tygodnika Powszechnego" i dodał:

Róbta co chceta.

Kościół powinien być jak Arka Noego, w którym każdego zwierza jest po parze. I dla każdego jest miejsce. Nie będziemy tępić ojca Rydzyka. Niech będzie Radio Maryja w tej Arce. Ale pozwólmy być innym ludziom. Ja to myślenie odnajduję w tym, co mówi papież

Ks. Boniecki raz jeszcze przypomniał o swojej wielkiej sympatii do satanisty, oskarżonego o publiczne zbezczeszczenie Pisma Świętego. Po raz kolejny bronił Nergala i mówił o jego religijnej nieszkodliwości.

Zapytany  to czy żałuje swoich wypowiedzi na temat Adama Darskiego, lidera grupy Behemoth, za które otrzymał od przełożonych zakaz wypowiedzi w mediach, odpowiedział:

Nie żałuję niczego. (...) Ludzie w Kościele żyją w strachu zrobili z Nergala diabła, niemal satanistę. Wzywali do wojny religijnej z tym rodzajem muzyki. Kościół zaczął egzorcyzmować show-biznes, to nieporozumienie. To dzieli ludzi i odstrasza

Raz jeszcze ks. Boniecki powtórzył, że "Diabelskość Nergala to diabelskość z jasełek".

Nie ma w nim nic diabolicznego. To miły, spokojny, mądry człowiek. Diabeł się dobrze sprzedaje w tej formie, to ją Nergal wygrał. Diabeł zupełnie innymi drzwiami wchodzi niż przez Behemotha. Na litość boską, schowajcie te stosy, armaty. Zostawcie Nergala w spokoju

- powiedział, za co otrzymał entuzjastyczny aplauz młodzieży.


Kościół zrobił fantastyczną reklamę Nergalowi. Nasze babcie, które w życiu by się nie dowiedziały, że jest taka muzyka, patrzą na jego występy. Ja też zdobyłem rozgłos, niezasłużony

- ciągnął, podkreślając, że jego zdanie, słowa, które padły podczas słynnego koncertu ("To Biblia. Żryjcie to gówno"), nie obrażają jego uczuć religijnych.

Są po prostu chamskie

- stwierdził.

Były naczelny "Tygodnika Powszechnego"próbował też wyjaśnić zgromadzonym zasady funkcjonowania Kościoła:


Jestem księdzem 50 lat. Jestem w Kościele. Wstępując w szeregi duchowieństwa, podjąłem się posłuszeństwa. I jeżeli mój przełożony mówi, żebym nie występował w mediach, myślę sobie: Fatalny pomysł, bo pamiętam cenzurę. Nawet jeśli uważam, że to błąd, to nie uważam, że to dyskwalifikuje Kościół. Przez Ewangelię ludziom się odmienia życie i stają się lepsi. Ale to zostało powierzone w ręce ludzi. Od początku personel Kościoła był rozmaity. To mnie nie przeraża, że w Kościele są ludzie nieciekawi. Ale nagłaśnia się to, co złe. Więcej przyjedzie stacji telewizyjnych do księdza gwałciciela niż do 50 innych, którzy wspaniale pracują - bo to jest nudne.

Nie obyło się też bez słów krytyki wobec tych, którzy uciszają "niepokornych" księży. Zapytany o to dlaczego Kościół nie słucha wiernych, tak jak w przypadku ks. Lemańskiego, gdzie przeniesiono go wbrew ich woli, odpowiedział:

Słuchać słucha i swoje myśli. I to nie Kościół, tylko kilku przełożonych. To problem pewnej ewolucji. Kościół był trochę przedsiębiorstwem duchownych. A wierni mieli stać pod amboną i dawać na tacę. Ale teraz udział świeckich i ich głos jest bardziej reprezentowany.

Duchowny porwał się też na filozoficzną dywagację na temat religijnej natury człowieka, zatrzymując się jednak na poziomie relatywizmu:

Każdy jest religijny. Każdy w jakiegoś Boga wierzy. Dla niektórych Bogiem jest nicość, przyjemność. Są różne propozycje bogów, każdy ma jakieś centrum swojego życia. Dla chrześcijan religia jest tym ośrodkiem.

Zapytany o to w jakiego Boga wierzy, odparł:

W tego, którego pokazuje Jezus Chrystus. My się nie kłócimy o wiarę, tylko o opakowanie, o organizację, o strategię polityczną

- powiedział ksiądz Boniecki, a słuchający go ludzie zareagowali oklaskami.

Podkreślił też wielkodusznie, że Kościół musi być różnorodny, dlatego nie można "tępić ojca Rydzyka".

Kościół powinien być jak Arka Noego, w którym każdego zwierza jest po parze. I dla każdego jest miejsce. Nie będziemy tępić ojca Rydzyka. Niech będzie Radio Maryja w tej Arce. Ale pozwólmy być innym ludziom. Ja to myślenie odnajduję w tym, co mówi papież. Świetny jest ten papież, udał się nam.

Ks. Boniecki podkreślał, że nie chce niczego narzucać. Chce się tylko podzielić doświadczeniem. "Róbta co chceta!" - zakrzyknął.

I  zrobili:

Fot. PAP/L. Muszyński

 

mall / gazeta.pl/tokfm.pl