"Bartoszewski przekroczył granice. Jest narzędziem polityki premiera, jest wykorzystywany do dzielenia Polaków". NASZ WYWIAD z prof. Glińskim

Fot.. PAP/Radek Pietruszka
Fot.. PAP/Radek Pietruszka

wPolityce.pl: Brał Pan udział w obchodach rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Dlaczego Pan przychodzi 1 sierpnia na Powązki? Jak Pan ocenia tegoroczne obchody?

Prof. Piotr Gliński: W tym roku brałem udział w obchodach, jako gość Prawa i Sprawiedliwości. Zostałem zaproszony, jako współpracownik partii. Jednak co roku jestem na Powązkach. Uczestniczę w obchodach od wielu lat. Obecność na Powązkach jest dla mnie oczywista. Szczególnie, że moja mama uczestniczyła w Powstaniu Warszawskim, walczyła w batalionie "Zośka", potem już po 1989 roku działała w organizacjach kombatanckich. Zawsze przychodziliśmy więc na obchody, znam dobrze środowiska kombatanckie. Również w tym roku po oficjalnych obchodach zostałem dłużej i rozmawiałem ze znajomymi. W tym roku te rozmowy były szczególne. Mój brat realizuje bowiem film na podstawie "Kamieni na szaniec". Przyszedł na cmentarz z młodymi aktorami, którzy będą grali poszczególne postaci - "Rudego", "Alka". Ci młodzi ludzie mogli się przy tej okazji wielu rzeczy dowiedzieć. Na cmentarzu była również moja bratanica i moja córeczka. Spotykaliśmy dużo znajomych, jak zawsze. To tradycyjnie był dzień zadumy, pamięci, przekazywania kolejnym pokoleniom wiedzy o historii. Ramię w ramię ze starszymi ludźmi, również Powstańcami, stali i szli młodzi. To jest bardzo specyficzny czas, Powązki Wojskowe są specyficznym miejscem dla Warszawy. 1 sierpnia to bardzo symboliczny dzień, bardzo ważny dla tożsamości warszawiaków i Polaków.

 

Jednak nie wszyscy widzą potrzebę upamiętniania tego święta. Dlaczego?

Nie wszyscy chodzą na to święto i nie wszyscy chodzili. Polska od 1945 roku zawsze była podzielona. Część polskiego społeczeństwa wybrała inaczej. Służyła innej opcji. I do tej pory służy innej opcji.

Te podziały są widoczne również w związku z obchodami?

Ten podział jest dla mnie bardzo przykry. To jest przykre, ponieważ odzwierciedla podział współczesny. Ten podział uwidacznia z kolei hipokryzję obecnej władzy. Ona nie jest konsekwentna, jeśli chodzi o politykę historyczną i patriotyczną. Bardzo wiele działań i decyzji obecnej ekipy jest niezrozumiała z punktu widzenia narodowego interesu i patriotyzmu. Zapraszanie Jaruzelskiego przez prezydenta, czy nagradzanie osób zasłużonych w utrwalaniu komuny przez prezydenta, jego związki z postkomunistycznymi służbami, czyli WSI. Z drugiej strony 1 sierpnia czy 31 lipca padały z ust polityków rządzących mocne i ważne słowa, patriotyczne. Mówię o przemówieniu prezydenta Bronisława Komorowskiego czy prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Z przykrością patrzę na tę hipokryzję. Chciałbym, żeby ci politycy byli konsekwentni.

Jednak nie są, co skutkuje często emocjonalnymi reakcjami na polityków obecnie rządzącej ekipy. To ma również miejsce na Powązkach.

W tyk roku spór wywołał Władysław Bartoszewski. On obrażał ludzi, mówiąc o motłochu. To się wpisuje zresztą w sposób rozmowy Bartoszewskiego z polskim społeczeństwem. On od dawna używa określeń "bydło", "dyplomatołki", "motłoch". Takie słowa z ust kogoś, kto aspiruje do roli autorytetu we współczesnej Polsce, nie powinny padać. On obraża miliony Polaków. Potem obłudnie tłumaczył, że nikogo nie obrażał, nie mówił kogo tak nazywa. To jednak niepoważne. Ja składam te wypowiedzi na karb wieku pana Bartoszewskiego. To działania dzielące Polaków. Natomiast to, że lud na kogoś buczy a innym klaszcze to zachowanie naturalne. Ludzie mają różną ekspresję. Oni czasem zachowują się również niestosownie.

Buczenie na cmentarzu to dobra reakcja?

W mojej ocenie buczenia na cmentarzu nie powinno mieć miejsca. Jednak lud jest ludem i różnie się zachowuje. Czasami od tego ludu trzeba się uczyć pewnej mądrości. Lud daje znaki ostrzegawcze, jeśli ktoś przekracza granice. Insynuacje, że ktoś organizuje buczenie czy protesty, są niepoważne. Nikt nikogo nie inspirował, nikt nie zarządzał buczeniem.

Redaktor Agata Adamek z TVN mówiła, że to zwolennicy PiS buczeli.

Byłem wśród działaczy PiS i tam słyszałem głosy, że buczenia nie powinno być na cmentarzu. To jednak jest naturalna odpowiedź ludu warszawskiego na hipokryzje polskich władz. Ten lud zachował się bardzo naturalnie. Nie protestowali przeciwko prezydentowi Komorowskiemu czy prezydent Gronkiewicz-Waltz, choć wiadomo, że ich stosunek do tych polityków jest w większości negatywny. Protesty podniosły się, gdy wymieniono nazwisko pana, który ich sprowokował. Bartoszewski przekroczył granice. Cały incydent nie jest przypadkowy. Bartoszewski - nie wiem czy zdaje sobie z tego sprawę - jest narzędziem polityki polskiego premiera. A ta polityka jest prosta, polega na dzieleniu Polaków i skłócaniu Polaków. Tusk zdał sobie sprawę, że jego formacja wygrywa przy ostrych konfliktach. Wtedy bowiem Tuskowi udaje się wszystko zwalić na Kaczyńskiego i jego akolitów. Oni mają być odpowiedzialni za wszystko. A społeczeństwo jest zmęczone kłótniami i konfliktami. Więc gdy tylko PO ma problemy, gdy traci poparcie, albo wychodzi na jaw jakaś afera Tusk stara się radykalizować spór w Polsce. Ostatnie uroczystości zostały również w sposób instrumentalny i haniebny wykorzystane do działań dzielących Polaków. Po co Bartoszewskiego w mediach rządowych, TVN czy "Wyborczej", w sposób tak straszny się lansuje? On przez całe dni mówił o motłochu, którzy buczy. Kilkanaście osób rzeczywiście zabuczało. Jednak jak idę ulicą to również czasem ktoś na mnie prychnie, czy powie coś negatywnego. 1 sierpnia też zdarzyło się, że ktoś mi splunął pod nogi. Ludzie tak reagują. Na szczęście jednak przejawy braku kultury to mniejszość. Nie możemy jednak robić z tego sprawy politycznej. Bartoszewski być może nie zdaje sobie sprawy, ale jest wykorzystywany do dzielenia Polaków. Dzięki niemu można znów zwalać na Jarosława Kaczyńskiego na agresję, choć to nie on organizuje buczenie na cmentarzu. Kilkanaście osób buczało, ktoś klaskał, ktoś gwizdał. Jakaś pani oblała nas wodą. Była zdaje się zwolenniczką obecnej ekipy, a jak się zaczęło jakieś buczenie to ona oblała delegację PiS-u wodą. I uciekła. To dzielenie Polaków przynosi skutki. Również tak dramatyczne, jak te z Łodzi, gdzie został zamordowany działacz PiS. Za dzielenie Polaków odpowiedzialny jest Donald Tusk i jego propaganda. Ona opiera się m.in. na szukaniu podziałów i wzbudzaniu agresji.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...