Przed uroczystościami rocznicowymi na Cmentarzu Powstańców Warszawy zapewniono szczególne - bardzo szczególne – środki ostrożności. Do czasu aż… przybył prezydent Bronisław Komorowski.

Jak poinformował nas Czytelnik, pan Jan, funkcjonariusze BOR bardzo skrupulatnie kontrolowali wchodzących do strefy bezpieczeństwa. Był ręczny wykrywacz metalu, sprawdzanie zawartości kieszeni, a nawet skaner do torebek czekający w samochodzie.

Wszystko trwało niezwykle wolno. Na tak drobiazgowe sprawdzanie wchodzących nie byli przygotowani ani oni sami (we wcześniejszych latach harcerze, ludzie starsi, kombatanci nie spotkali się z takimi zabezpieczeniami) ani BOR, którego procedury spowodowały tworzenie się gigantycznego korka przed bramkami.

Sytuacja zmieniła się, gdy na cmentarzu pojawiła się głowa państwa. Jak relacjonuje pan Jan, gdy tylko Bronisław Komorowski zobaczył, jak wielu ludzi nie może wejść na miejsce zaczynających się za kilka minut uroczystości wykonując znaczący gest ręką nakazał:

Wchodźcie wszyscy!

Dla oficerów BOR przekaz był jasny – kontrola ma się zakończyć.

Tłum szeroką ławą natychmiast minął bramki.

Prezydent pokazał się jako wyrozumiały i życzliwy dla narodu przywódca, który w dwie sekundy jest w stanie przynieść im ulgę w cierpieniu, nawet drobnym kosztem swojego bezpieczeństwa.

Dziwne tylko, że tak łatwo ze swoich procedur i szczegółowo przygotowanego planu ochrony zrezygnowali funkcjonariusze BOR.

 

Poniżej zamieszczamy też wpis, jaki znalazł się na facebookowym profilu Narodowych Sił Zbrojnych:

Z wielką przykrością i zażenowaniem informujemy Państwa, że w dniu wczorajszym doszło w Warszawie do niezwykle przykrej dla nas sytuacji.

Po zakończeniu uroczystości rocznicowych na Powązkach Wojskowych, poczet sztandarowy Zarządu Głównego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych wraz z reprezentacją Zarządu Głównego udał się na cmentarz Powstańców Warszawy na Woli. Niestety pocztu sztandarowego wystawianego przez umundurowaną Grupę Rekonstrukcji Historycznych NSZ oraz Sekretarza Zarządu Głównego ZŻ NSZ nie wpuszczono na całkowicie odgrodzony teren cmentarza, na którym odbywały się uroczystości. W podobnej sytuacji znalazło się wielu Kombatantów i osób, które przyszły na groby pochowanych tam Powstańców - członków swoich rodzin.

Tego typu sytuacja nigdy wcześniej nie miała miejsca, trudno też było ustalić, jaki był klucz wydawania kart wstępu do "strefy zamkniętej". Wpuszczano bez problemu partyjnych działaczy, miejskich urzędników, ludzi w średnim wieku, którym z całą pewnością nie można przypisać kombatanctwa.

Byliśmy też świadkami niezwykle skrupulatnych kontroli dokonywanych przez funkcjonariuszy BOR, przeprowadzano kontrole osobiste ... Kombatantów, harcerzy, dzieci, a nawet księży, sprawdzano też dokładnie wnoszone wieńce i kwiaty.

Trudno nam komentować zaistniałą sytuację i te absurdalne środki ostrożności, chyba nie oczekujemy też wyjaśnień od ludzi, którzy w taki sposób zorganizowali nam obchody rocznicy wybuchu Powstania.

W tym miejscu i w tym czasie taka sytuacja nie miała prawa się wydarzyć.

Pozostał nam wielki żal, niesmak i złość.

(Na zdjęciu skrupulatna kontrola ... harcerza).

znp