Wczoraj na łamach wPolityce.pl przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda obszernie i konkretnie wytłumaczył finansowanie związków zawodowych w Polsce.

Czytaj: Piotr Duda: "Władza chce nas ustawić do pionu i postraszyć. Tylko mają z nami problem – my się nie boimy, bo czego się bać?" NASZ WYWIAD

Słynne przysłowie mówi „uderz w stół, a nożyce się odezwą”, dlatego na odpowiedź polityka PO odpowiedzialnego za stworzenie specjalnego raportu dotyczącego działalności związków zawodowych nie trzeba było długo czekać:

 

Sz.P. Piotr Duda

Przewodniczący Komisji Krajowej

NSZZ Solidarność

Szanowny Panie Przewodniczący!

Myli się Pan mówiąc, że pracodawcy nie dokładają się do funkcjonowania związków zawodowych. Firmy i instytucje utrzymują pracowników związkowych, którzy nie wykonują żadnej pracy merytorycznej czy zwiększającej sprzedaż. Z ekonomicznego punktu widzenia to niepotrzebny wydatek, a jego koszty ponoszą wszyscy Polacy.

Pan przewodniczący raczył wspomnieć, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której"człowiek po całym dniu swojej ciężkiej pracy, idzie społecznie pracować dla związku". Jeżeli związki zawodowe do funkcjonowania potrzebują etatowych pracowników - niech utrzymują ich ze swoich składek członkowskich.

Po pierwsze, jest to rozwiązanie bardziej uczciwe i racjonalne od obecnego. Po pierwsze - pracownicy będą sprawowali ścisłą kontrolę nad ich działalnością swoich reprezentantów, których utrzymują. To zdecydowanie ograniczy skalę obecnych patologii. Dla przykładu - chwilę temu związkowcy w Poczcie Polskiej potraktowali wprowadzenie obowiązku podpisywania listy obecności (kiedy przychodzą i wychodzą z pracy) jako zamach (!) na ich działalność.

Po drugie, taka zmiana wpłynie na zwiększenie niezależności związków zawodowych jako instytucji. Dziś związkowiec, który ma reprezentować interesy pracowników wobec pracodawcy dostaje jednocześnie od tego samego pracodawcy pieniądze. Ta sytuacja jest niejasna i zmusza nas do zadania sobie pytania: dla kogo pracują etatowi związkowcy? Powinniśmy zlikwidować tę niejasność.

Po trzecie, nikt nie bulwersowałby się wysokimi zarobkami działaczy związkowych, jeżeli te finansowane byłyby ze składek członków. Dziś w znaczącej części są to pieniądze publiczne i dlatego sprawa wymaga publicznej debaty.

W aparacie związkowym łatwo wyczuć panikę. Jak na dłoni widać, że etatowym związkowcom bardziej zależy na utrzymaniu ciepłych posad niż na niezależności organizacji pracowniczych. Rozwiązania dzisiaj obowiązujące tworzą patologiczny układ: etatowi związkowcy bardziej przejmują się sobą i swoimi karierami politycznymi niż interesem pracowników.

Za to wszystko płacą Polacy. Raport, który tworzymy ukaże jasno ile pieniędzy z budżetu państwa przeznaczamy na funkcjonowanie aparatu związkowego, który nie spełnia funkcji, do których został powołany. Pierwsze szacunki idą w setki milionów złotych rocznie.

Dlatego właśnie dzisiaj powinniśmy postawić temu kres. Panie Przewodniczący! Pozwólmy związkom wrócić na drogę walki o prawa pracowników!

Michał Jaros

Poseł na Sejm RP

Przewodniczący Parlamentarnego

Zespołu ds. Wolnego Rynku