Moja bacówka. Całe Zakopane zdaje się być kształtowane przez dorobkiewiczów, którzy zamieniaja je w kiczowaty lunapark

Fot. Wikipedia
Fot. Wikipedia

Gwar miasta, zgiełk spoconych dziennikarzy w mediach, kłopoty – to wszystko sprawia, że od czasu do czasu potrzebuję zwiać. Zaszyć się gdzieś i pogadać z normalnymi ludźmi, strzelić kielicha wśród przyjaciół.

Jeździłem po świecie i nie przypuszczałem, że takie piekne miejsce, prawdziwy azyl, mam pod nosem. W miejscu gdzie się urodziłem.

Pojechałem do Zakopanego bez większej wiary w to, że spotkam tam coś więcej niż rozgardiasz Krupówek, wypapugowanych turystów i zmęczonych bliskich.

I rzeczywiście.. znalazłem Zakopane, jak z najgorszego snu. Chaos, budowlane bezprawie, chamskie interesiki robione przez tych, którzy się załapali. Elitka finansowa złożona, w dużej części ze starych cinkciarzy, donosicieli, cwaniaczków. Czasem to już całe rody drobnych oszustów, którzy się dochrapali.

Skandal uderzył mnie w oczy tuż przy wjeździe na moje rodzinne Bulwary Słowackiego. W pobliżu pięknego, jedynego takiego w Polsce, drewnianego kościółka ojców Salwatorianów, jakiś estetyczny cham, wandal i Belzebub, pewnie wykorzystując swoje koneksje i lepkie rączki miejscowych urzędników, wysadził koszmarne, dewastujące krajobraz domy, rozwalając przy tym stare zbocze Antałówki i stawy, gdzie jeszcze niedawno pływały traszki. Jeden, ten najgorszy budynek wygląda jak z horrorów klasy Z, pomnik chamskiego gustu i nowobogackiej tępoty. Straszy tuż przed wjazdem na Bulwary, przy ulicy Jagiellońskiej.

Na samych Bulwarach trwa kuriozalna dewastacja lasu, który z dzieciństwa pamiętam jako tajemniczy i piękny. Łapaliśmy tam czarno- żółte salamandry, goniliśmy lisy i zaskrońce, a teraz wszystko zniszczone, rozjeżdżone buldożerami. Stare, urokliwe sanatorium „Pocztowiec” sprzedane, zrujnowane. Trwa jakaś opętańcza, gigantyczna budowa.

Ekolodzy milczą, strażnicy pikna krajobrazu nie mają głosu, a mieszkańcy – jak bydło - przeganiani są już kilka metrów od swoich domów. Nikt nikogo nie pytał o zdanie, rządzi pieniądz i nuworyszowska chciwość.

Całe Zakopane zdaje się być kształtowane przez dorobkiewiczów, którzy zamieniaja je w kiczowaty lunapark. Korki przed wjazdem, beznadzieja architektoniczna w centrum, gigantyczne kolejki, śmierdzące kebaby. Nie rozumiem co jeszcze przyciąga tu tłumy turystów.

Zakopane ginie, pogrąża się w brei beznadziejności, przypadkowego wyrywania przestrzeni pod budowę – projektowanych przez głupców dla zysku – domów, pensjonatów, baraków i ruder.

Jeszcze chwila i jedynym ratunkiem dla tego miasta będzie „wariant drezdeński” - zbombardowanie tego wszystkiego z powietrza, bo nic ładnego, ciekawego i kulturowo wartościowego już nie przetrwa. Jak jakiejś stuletniej chałupy nie da się z marszu wyburzyć, to nieznani sprawcy podpalą i plac się oczyszcza – pod budowę wsiowego City.

Tylko Tatry spokojnie spoglądają na tę robaczą, ludzką krzątaninę.

Zakopane ledwo dyszy, dalibóg nie wiem, co w tym mieście robią władze samorządowe i burmistrz. Na domiar wszystkiego sprzedali Polskie Koleje Linowe. Myliłby się jednak ten, kto z ulgą zakrzyknął, ze dobra nasza, bo kupiły je okoliczne samorządy. Już słyszę, ze za nową spółką stoi dziwny, zagraniczny kapitał. Obym się w tych złych przeczuciach mylił.

Pora jednak wrócić do zdań którymi zacząłem swój felietonik. No bo pewnie, zdezorientowani, zadajecie już sobie pytanie: czy aby upały nie pomieszały mi w łepetynie i pisząc o azylu nie straciłem właściwego rozumienia tego słowa.

Nie, znalazłem taki piękny azyl, co prawda na poziomie prawie dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza i w bezpiecznym oddaleniu od śmierdzących Krupówek, ale jednak jest. Istnieje!

Znalazłem swoje prywatne obserwatorium, do którego niebawem wrócę i się w nim zaszyję.

Tam sobie popisze, pogwarze z mądrymi ludźmi, napije się okowitki, rytualnie ubitym jagniatkiem i bundzem przekasimy, wtedy spokojnie podumam nad skalą naszych człowieczych usiłowań. Stamtąd wyglądają one jak mrowienie się jętek jednodniówek, no i...co nie jest bez znaczenia, tam jakoś bliżej do Stwórcy.

Nie zdradzę wam gdzie to jest, bo nie chce tam towarzystwa. Stamtąd jednak czuć nawet oddech śpiących pod Giewontem rycerzy, którzy kiedyś ruszą.

Jest takie miejsce i zapewne każdy z Was je ma, tylko trzeba poszukać, a urlopy są właśnie po to.

Bywojcie...

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...