Choć Polska przeżywa spore kłopoty, które wszyscy znamy, więc nie będę ich wymieniał, może tylko przypomnę niespodziewane pojawienie się dziury w budżecie, w której zniknęło 8 miliardów złotych, na podobnej zasadzie na jakiej pojawiła się woda w tunelu przyszłej stacji metra blisko Wisły, zwaną stacją Powiśle, to z jednej rzeczy możemy być dumni – mamy nad wyraz zdolną młodzież. Zwłaszcza w naukach ścisłych – to chyba po Marii Skłodowskiej-Curie – a ściśle, przodujemy na świecie w elektronice.

Toteż nasi chłopcy informatycy zbierają laury na międzynarodowych konkursach komputerowych. Po ich zebraniu zwykle  wyjeżdżają do Ameryki. Do najsławniejszego na świecie ośrodka nowoczesnej elektroniki, Krzemowej Doliny, skąd można nie wychodzić miesiącami tylko zajmować się badaniami, bo wszystko co potrzebne do pełni życia pasjonatom jest na miejscu.

Na szczęście, część zdolnej, miłującej nasz kraj ponad Amerykę młodzieży, decyduje się zostać w kraju. Zostało m.in. dwóch osiemnastolatków z Kielc i Skarżyska, którzy w odróżnieniu od większości swoich rówieśników, zrezygnowali z możliwości jakie stwarza naturalne otoczenie, gdzie mieszkają, czyli wspinaczki po górach średniej i malej wysokości, i bez reszty oddali się elektronice. Zaczęli badania nad transmisją obrazu między domowym sprzętem komputerowym a bilbordami rozsianymi po całym kraju, ożywającymi szczególnie w okresie kampanii wyborczych do parlamentu i na niektóre ważne stanowiska w państwie, np. na prezydenta miasta albo i całej Polski. Trafili akurat na bilboard stojący w Kielcach na rogu ruchliwych ulic w centrum miasta. Miał być pierwszym krokiem do budowania nowych mediów społecznych, korzystających z bilboardów, jako rodzaju ulicznej gazety. Na tym bilboardzie postanowili zademonstrować wyniki pierwszego etapu swoich badań. A że oprócz talentów czysto technicznych są też uzdolnieni artystycznie, w któryś wieczór lipcowy roku 2013 rodowici Kielecczanie, przyjezdni i turyści zachwycający się urodą miasta, mogli zobaczyć na bilboardzie piękne portrety przywódców dwóch zaprzyjaźnionych krajów Rosji i Polski. Rosję reprezentował Władimir Putin a stronę polską Donald Tusk. Trafność tego wyboru wskazuje, że twórcy tego obrazu, mimo młodego wieku, poza umiejętnościami z zakresu elektroniki, mają też głęboką wiedzę na temat tajemnic światowej i europejskiej polityki. Pod zdjęciem obydwu mężów stanu umieścili napis „Tusk dziwką Putina”.

Ponieważ policja obawiała się, że napis może nie podobać się części przechodniom, a może i samemu panu premierowi, postanowiła odnaleźć sprawców. Policjantom udało się dotrzeć do nich w rekordowym czasie, już po 10 dniach. Z policjantami poszedł też prokurator z prokuratury rejonowej Kielce-Wschód i przekonał policję, że dwaj młodzi informatycy obrazili naszego premiera. Oficjalnie zarzucił im znieważenie „konstytucyjnego organu państwa”. Tym organem, według niego, jest Donald Tusk. Młodym zaś ludziom prokurator zabronił wyjeżdżać z kraju. Całe szczęście. Bałem się, że kiedy Putin dowie się o naszych chłopcach, pod pretekstem, że też się poczuł znieważony, zażąda od Polski ich ekstradycji, aby wykorzystać ich talent w centrum badawczym konstrukcji pokojowej broni.

Tusk będzie pewnie o nich walczył, ale po kilku godzinach ugnie się pod konwencją chicagowską i przekaże chłopców w ręce Rosji. Mam też nadzieję, że nikt nie dołoży im nowego paragrafu, ponieważ według prokuratora, co wywołało jego oburzenie, chłopcy przeżarci są okropną znieczulicą. Po popełnieniu przestępstwa, jak gdyby nic się nie wydarzyło, poszli na pizzę.

Artykuł ukazał się na portalu SDP.PL.