Kostrzewa-Zorbas o upadłości Detroit: W Polsce mogą się pojawiać podobne problemy i bankructwa jednostek samorządu terytorialnego

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, publicysta tygodnika "Sieci", oraz mecenas Roman Rewald komentowali w Polsat News sytuację bankrutującego amerykańskiego miasta Detroit.

Rozpoczynając debatę Rewald przypomniał, że kłopoty finansowe Detriot zaczęły się już 60 lat temu.

To miasto bardzo drogie. Miasto traci na znaczeniu, a ludzie wynoszący się z niego zasiedlają świetnie rozwijające się przedmieścia.(...) Ludzie z zewnątrz są zainteresowani tym, co dzieje się w Detroit, bo tam pracują. (...) Oni są zainteresowani dobrobytem tego miasta, ale go nie budują, ponieważ płacą podatki zupełnie gdzie indziej

- tłumaczył Rewald.

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas wyjaśniał z kolei, że jednostka samorządowa, która ogłosiła upadłość, jest jedynie fragmentem organizmu społecznego, jakim jest Detroit.

Ta upadłość jest trochę sztuczna. Gdyby cały obszar metropolitarny był zarządzany w sposób odpowiedni do jego charakteru, do tego statusu jednego niepodzielnego, żywego organizmu, to nie byłoby żadnego bankructwa i byłoby środków, pieniędzy aż nadto na wszystkie potrzeby. To jest przypadek złego ustroju, złego rządzenia, ale nie burmistrza i rady miejskiej w samym mieście, ale w szerszej skali, w skali metropolitalnej, gdzie akurat żadnego ustroju nie ma. Niestety Stany Zjednoczone mają tę słabość, podobnie jak Polska, że brak tych ustrojów, organizacji metropolitalnych. Warszawa i otoczenie nie mają nic. Jest Warszawa, miasta i powiaty wokół, a nad tym dużo większe województwo mazowieckie. W Polsce mogą się więc pojawiać podobne problemy i bankructwa jednostek samorządu terytorialnego, ale to kwestia różnic nazewniczych, a nie faktycznych

- tłumaczył publicysta "Sieci".

Roman Rewald nie zgodził się z Grzegorzem Kostrzewą-Zorbasem, wskazując, że problemy amerykańskiego miasta wynikają z błędnego zarządzania.

Są inne miasta, które potrafią znakomicie współpracować ze swoimi przedmieściami. Tam jest podobna sytuacja. (...) Detroit upada, bo było źle zarządzane przez okres od lat 70. do dziś. Ono nie upada, ono się reorganizuje. To jest bardzo dziwna sytuacja, ponieważ prawo nie daje możliwości upadłości miasta

- tłumaczył mecenas.

Kostrzewa-Zorbas dodawał, że upadłość w tym przypadku nie ma charakteru likwidacji.

Miasto działa, pensje są wypłacane strażakom, czy nauczycielom. Tak będzie, bo to, czym przede wszystkim jest takie bankructwo, to zmniejszenie zadłużenia, zwane eufemistycznie restrukturyzacją. Podobne odbywa się w przypadkach kilku innych jednostek samorządu terytorialnego w Stanach

- tłumaczył publicysta.

Wskazał na problemy jednego z powiatów na południu Ameryki. Kostrzewa-Zorbas dodał, że Detroit będzie dalej żyło swoim życiem.

Publicysta tygodnika "Sieci" mówił również o problemach z wpływami podatkowymi Detroit.

Mniej więcej połowa ludzi nie płaci podatków. Albo mieszczą się poniżej progów i są zwolnieni z podatków, albo odmawiają płacenia. Nie sposób procesować się i karać setek tysięcy ludzi. To jest kryzys systemowy. Częścią problemu jest suburbanizacja amerykańskich obszarów metropolitarnych, ucieczka zamożniejszej ludności coraz dalej - powstają kolejne pierścienie najpierw rozwoju, a potem kryzysu, upadku, biedy. Czasem w najstraszniejszych przypadkach bankructw. Ciekawe, że z Detroit uciekła Polonia, to było kiedyś jedno z największych polskich miast w Stanach

- tłumaczył, dodając, że Polonia amerykańska, która się konsekwentnie bogaci, mieszka na przedmieściach, gdzie nikomu bankructwo nie grozi.

Detroit, niegdyś drugie najbogatsze miasto USA i symbol amerykańskiej potęgi przemysłowej, ogłosiło upadłość. To największe tego typu bankructwo w historii Stanów Zjednoczonych.

KL

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych