Głowy za jajka. Próba obciążenia odpowiedzialnością za ten incydent ukraińskich ochroniarzy jest formą niepoważnego traktowania swoich obowiązków przez BOR

fot. PAP/Euronews
fot. PAP/Euronews

Nie da się niczym usprawiedliwić gigantycznej fuszerki, jaką było dopuszczenie przez oficerów Biura Ochrony Rządu ukraińskiego młodzieńca z jajkiem w dłoni do prezydenta Bronisława Komorowskiego podczas jego niedzielnej wizyty w Łucku.

Próba obciążenia odpowiedzialnością za ten incydent ukraińskich ochroniarzy jest formą niepoważnego traktowania swoich obowiązków, a także dowodem braku odwagi cywilnej szefostwa tej elitarnej służby państwowej. Powinno ono najpierw spalić się ze wstydu, a zaraz potem przyznać do elementarnego błędu, czyli niesprawdzenia rąk osoby mającej bezpośredni kontakt z głową państwa przez jej osobistą ochronę. I nic tu nie zmienia fakt, że w tych rękach było tylko jajko, bo mogło być coś znacznie groźniejszego.

Każdy, kto chociaż raz widział w telewizji, jak zachowują się w takich sytuacjach osoby zapewniające bezpieczeństwo prezydentowi USA, Izraela lub Niemiec wie, że potencjalnemu zamachowcowi łatwiej jest oddać strzał z bardzo dużej odległości niż zbliżyć się bez kontroli na odległość kroku do „obiektu”.

Pewnie, że nie da się przewidzieć wszystkiego i mimo coraz doskonalszych metod ochrony prominentów nadal zdarzają się udane zamachy na nich. To, co miało miejsce w Łucku teoretycznie nie miało jednak prawa się zdarzyć i wszelkie starania, aby zminimalizować karygodne błędy BOR-owców skazane są na niepowodzenie, a przez specjalistów wręcz wyśmiewane.

Nie wiem, jakie powinny być konsekwencje służbowe wobec tych, którzy zawinili w niedzielę, ale nawet osobiste wstawiennictwo prezydenta nie może spowodować zaniechania ich wyciągnięcia. Może pracę winien stracić szef osobistej ochrony głowy państwa, może tylko najbardziej odpowiedzialni za tę kompromitację oficerowie, a może trzeba by dokonać dymisji w kierownictwie BOR, podobnie jak zrobił to ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Leszek Miller, kiedy prezydent Aleksander Kwaśniewski został trafiony w Paryżu jajkami przez członków Ligi Republikańskiej.

Jeżeli opinia publiczna nie dowie się w najbliższym czasie (mierzonym w godzinach i w dniach, a nie w tygodniach) o surowym potraktowaniu ewidentnych winowajców, będziemy mieli kolejny dowód słabości naszego państwa.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych