Marek Pyza w tygodniku "Sieci" ujawnił fakty, wskazujące na to, że wiceminister środowiska, jeden z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej, pisząc pracę doktorską, posłużył się plagiatem. O etyce w środowiskach polityków, a także o "podwójnych standardach" stosowanych wobec różnych opcji politycznych rozmawiamy z profesorem Zdzisławem Krasnodębskim.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Sieci": Wiceminister z Platformy dopuścił się plagiatu? Praca doktorska Stanisława Gawłowskiego aż roi się od skopiowanych fragmentów

wPolityce.pl: Co dalej powinno się stać z wiceministrem Gawłowskim, wobec którego istnieją poważne podejrzenia co do plagiatu pracy doktorskiej?

Prof. Krasnodębski: Powinna być wszczęta procedura sprawdzająca. Ta sprawa wydaje przede wszystkim złe świadectwo o uczelni. W artykule redaktor Pyza wspomina, że zarzuty pojawiły się już tuż po obronie. Tym bardziej jest dziwne, że tak długo nie podjęto żadnych działań. Uczelnia powinna powołać komisję i sprawdzić zarzuty. Miejmy nadzieję, że po artykule w tak poczytnym piśmie jak "Sieci" tak się stanie.

 

W artykule Marek Pyza podaje także przykłady zza granicy, gdzie znani i ważni politycy, po tym jak ujawniono ich oszustwo w pracach akademickich, zostali zdymisjonowani. Tak stało się np. w Niemczech, wobec Anette Schavan, niemieckiej minister oświaty, która po ujawnieniu takiego skandalu pożegnała się zarówno z tytułem jak i resortem. Jeżeli politycy Platformy tak chętnie i często powołują się na naszych zachodnich sąsiadów, to może warto tak zrobić w tej sprawie?

W Polsce pojawiła się moda na tytuły naukowe i jednocześnie stała ich dewaluacja. Część polskich uczelni wypuszcza absolwentów, którzy reprezentują poziom marnego maturzysty – często nie potrafią ani sprawnie pisać po polsku ani rozumieć trudniejszych tekstów. Standardy gwałtownie się obniżają. Wśród polityków, którym już nie wystarczają licencjaty i magisteria, stają się modne doktoraty - tak jak w Niemczech. Bundestag na tle innych parlamentów wyróżnia się wielkim odsetkiem ludzi z doktoratem. Ta moda przeniosła do Polski. Ale także w Niemczech, gdzie nauka stoi na wyższym niż w Polsce poziomie, ujawniono kilka przypadków kompromitujących plagiatów - zaczęło się od ministra obrony Karla Theodora zu Guttenberga, potem była miedzy innymi sprawa posłanki do europarlamentu z ramienia FDP Silvana Koch-Mehrin oraz Anette Schavan. Okazało się, że wielu polityków, nie mając czasu albo potrzebnych zainteresowań czy kwalifikacji umysłowych, postanowiło sobie dodać splendoru tytułem przed nazwiskiem, idąc na skróty i sięgając po własność intelektualną innych. Nie czytałem pracy wiceministra Gawłowskiego, ale wygląda na to, że mamy do czynienia z podobnym przypadkiem. W Polsce ułatwia się też politykom, aby nadrobili szybko braki wykształcenia - niższe tytuły licencjaty czy magisteria. Choroba moralna - cynizm, cwaniactwo i nieuczciwość - która dotyka wiele środowisk, w Polsce dotarła także do środowiska akademickiego. Plagiaty wśród studentów i oszustwa są nagminne. Słyszałem też o przypadkach plagiatów habilitacji czy doktoratów, które są skrzętnie ukrywane i przemilczane. Zadaniem opinii publicznej jest piętnowanie tych patologii. Nie mam wątpliwości, że także ten przypadek ministra Gawłowskiego powinien zostać skrupulatnie sprawdzony i, jeśli zarzuty się potwierdzą, tytuł powinien zostać cofnięty. Oczekiwać także należałoby - tak jak w tych niemieckich przypadkach – ustąpienia ze stanowiska, gdyż plagiat to poważne naruszenie zaufania publicznego oraz prawa.

 

Czy zdaniem pana profesora ta historia także obrazuje jakiś szerszy proceder podwójnych standardów? Po tym jak ujawnił to tygodnik "Sieci", historia jest pomijana przez media głównego nurtu. Można przypuszczać, że gdyby to dotyczyło polityka innego bieguna politycznego, to sprawa byłaby nagłośniona.

Możliwe, że tak jest. W wielu innych przypadkach mamy podobne stosowanie podwójnych standardów. Bulwersujące jest to, że nagle się okazuje, że zabrudzenie jajkiem marynarki prezydenta jest rzeczą poważniejszą niż śmierć 96 osób czy ostrzelanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego na granicy z Gruzją. Establishment zawsze był pobłażliwy dla swoich i zawsze domagał się na siebie szczególnych praw. Nie można się dziwić, że upadek standardów dotyczy także tytułów naukowych. Gdyby zastosować ścisłe kryteria, to ilość utytułowanych bardzo szybko by się w Polsce zmniejszyła - a szczególnie wśród polityków. Jest też pewna niechęć zajmowania się tym tematem, skoro nie można użyć go politycznie. W Polsce wybitnego uczonego media potrafią przedstawiać jako nieuka, a z nieuka czynić wybitnego naukowca  lub intelektualistę. Na nadużycia swoich patrzy się przez palce. Przypomnijmy, że Bronisław Komorowski publicznie przyznał, że przypisaniu pracy magisterskiej pomagał mu teść – co też jest niezgodne z prawem, bo należy ją pisać samodzielnie. Zarzuty wobec wiceministra obciążają uczelnię - promotora i recenzentów, komisję przeprowadzającą przewód i radę wydziału zatwierdzającą doktorat. Jeżeliby zarzuty się by potwierdziły, to świadczyłoby zdecydowanie źle nie tylko o tym, kto się plagiatu dopuścił, lecz także o całym środowisku. Niestety można przypuszczać, że jest to wierzchołek góry lodowej. Niestety ci, którzy polską nauką zarządzają niezbyt mają ochotę  walczyć z tym procederem.  W artykule pojawiają się także inne informacje dotyczące niechlubnej działalności Stanisława Gawłowskiego, np. nepotyzmu. Powstała nawet strona www.pokrzywdzeniprzezgawlowskiego.pl, zrzeszająca ludzi skrzywdzonych przez wiceministra. Czy milczenie na ten temat wpisuje się w jakiś ogólny nurt "ludzi władzy", tworzących jakiś nowy "układ zamknięty"? W ocenie mogę się tylko oprzeć na informacjach ujawnionych przez tygodnik "Sieci", ale faktycznie składają się one w dość spójny negatywny obraz. Co więcej, jest to portret nie tylko jednej osoby, lecz przy okazji opis mentalności polskich pseudoelit, które tak dobrze potrafią się „urządzić”, tak doskonale potrafią „załatwiać” sobie czy swoim bliskim najróżniejsze przywileje i dobra - dlaczego więc nie załatwić sobie stopnia doktora i dowartościować się tytułem, który dodaje prestiżu i wzbudza zaufanie.

lw

 

 

 

----------------------------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------------------------

Tylko wSklepiku.pl do nabycia gadżety portalu z logotypem wPolityce.pl!

Zestaw toreb zakupowych wPolityce.pl

Zestaw dwóch toreb wPolityce.pl wzbogaconych rysunkami znakomitego artysty Andrzeja Krauzego. Można je nosić także przez ramię, mają szerokie i poręczne ucho, wytrzymały materiał, mieszczą format A4.

oraz

Kubek wPolityce.pl

Elegancki kubek z logotypem wPolityce.pl i specjalnie wykonanym rysunkiem znakomitego artysty Andrzeja Krauzego.