Naczelnik wydziału ruchu drogowego policji w Toruniu złożył  wniosek o odejście ze służby. Rezygnacja nastąpiła po upublicznieniu nagrania, na którym rzekomo domaga się od policjantów, by wystawiali więcej mandatów.

CZYTAJ: Jak u Smarzowskiego... Wyciekło nagranie ze zwyczajami toruńskiej policji: "Ma być k... 17 mandatów na głowę! I nie słyszę, że się k..., nie chciało!"


Na opublikowanym przez "Gazetę Pomorską" nagraniu słychać, jak przełożony policjantów domaga się od podwładnych, by wypisywali więcej mandatów i narzuca im limit "17 na głowę". Zarejestrowana rzekomo podczas odprawy wypowiedź, przypisywana przez rozmówców gazety naczelnikowi toruńskiej drogówki, jest bardzo wulgarna.


Słaba jakość techniczna nagrania nie pozwala na jednoznaczne ustalenie tożsamości wypowiadającej się osoby. Pytany przez dziennikarzy naczelnik zaprzeczał, by to jego wypowiedź znalazła się w opublikowanym nagraniu i zapewniał, że nigdy nie posunął się do narzucania podwładnym limitów wystawiania mandatów.

W poniedziałek naczelnik złożył raport o odejście ze służby w policji. Jednocześnie przedłożył zwolnienie z pracy z powodu choroby

- powiedziała rzeczniczka komendanta kujawsko-pomorskiejpolicji Monika Chlebicz.
Jak zaznaczyła rzeczniczka, wszczęte z polecenia komendanta wojewódzkiego postępowania wyjaśniające w tej sprawie będzie nadal prowadzone i ma dać jednoznaczną odpowiedź, czy nagranie jest autentyczne.

Taki sposób komunikowania się z podwładnymi jest niedopuszczalny. Nie może także być mowy o jakichkolwiek limitach wystawiania mandatów

- zaznaczyła Chlebicz.

Podobne nagranie z odprawy trafiło do mediów dwa lata temu na Opolszczyźnie. Potwierdzono wówczas, że naczelnik "drogówki" jednej z komend powiatowych faktycznie domagał się, by podwładni wystawiali co najmniej osiem mandatów dziennie. Przełożeni uznali, że doszło do złamania zasad etyki, ale funkcjonariusz nie został ukarany, gdyż wzięto pod uwagę jego wcześniejsze osiągnięcia.

ansa/ PAP