150 tys. miejsc pracy i nasze miliardy złotych w rękach sędziów. Nadmierny fiskalizm stał się domeną rządów Donalda Tuska

Fot. PAP/Jakub Kamiński
Fot. PAP/Jakub Kamiński

15 lipca br. Trybunał Konstytucyjny orzeknie, czy podwyżka składki rentowej, uchwalona w trybie pilnym w grudniu 2011 r., była niezgodnie z Konstytucją. Wniosek mojego autorstwa czeka na tę decyzję od lutego zeszłego roku. Jeśli TK podzieli moją opinię, to rząd Tuska będzie musiał oddać podatnikom miliardy złotych, a 150 tys. bezrobotnych odzyska nadzieję na miejsca pracy utracone w wyniku podwyżki składki rentowej.

We wniosku złożonym do TK argumentowałem, iż tego rodzaju prawo nie może być uchwalane w trybie pilnym. Art. 123 ust. 1 Konstytucji zabrania stosowania trybu pilnego do projektów ustaw podatkowych. Artykuł ten należy rozumieć jako zakaz uchwalania w owym trybie jakichkolwiek przepisów dotyczących świadczeń przymusowych niezależnie od stosowanej wobec tych świadczeń terminologii (podatek, danina, etc.). Mój pogląd podzielił Prokurator Generalny, który w piśmie z 28 marca 2012 r. przyznał:

Przedstawione wyżej poglądy w pełni uprawniają więc do zajęcia stanowiska, że składka na ubezpieczenie rentowe jest daniną publiczną, a ustawa zmieniająca istotne elementy tej daniny publicznej mieści się w pojęciu „ustawy podatkowej” (…). Daje to podstawę do przedstawienia stanowiska, że ustawa z dnia 21 grudnia 2011 r. o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych jest niezgodna z art. 123 ust. 1 Konstytucji RP.

Tyle o samym wniosku.

Warto zastanowić się jakie korzyści – poza przywróceniem praworządności – przyniesie rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego zgodne z wyrażonym we wniosku poglądem.

Przede wszystkim będzie ono korzystne dla obywateli, którzy każdą podwyżkę świadczeń na rzecz państwa odczuwają na własnej skórze. Podnosząc składkę o 2 pkt proc. (z 6 do 8 proc.) rząd szacował, że dzięki dodatkowym wpływom do budżetu deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w 2012 r. pomniejszy się o 7 miliardów złotych, co musiało zaowocować kłopotami finansowym przedsiębiorstw i zubożeniem społeczeństwa.

Przedstawiciele przedsiębiorców ostrzegali rząd przed negatywnymi konsekwencjami podwyżki składki rentowej. Dr Wojciech Nagel, ekspert BCC ds. ubezpieczeń społecznych i pracy, wyraził swoje obawy słowami:

Projektowane podwyższenie składki z ubezpieczenia społecznego podwyższa koszty pracy i – obiektywnie – ryzyko ograniczania zatrudnienia, w warunkach oczekiwanego spowolnienia gospodarczego w Polsce.

Pracodawcy RP ostrzegali, że:

Wzrost kosztów związanych z pracą pogorszy kondycję finansową firm u progu spowolnienia gospodarczego, które może wiązać się z zatorami płatniczymi. (…) Szczególnie ważne z perspektywy zdolności przedsiębiorstw do przetrwania II fali kryzysu jest zabezpieczenia środków finansowych w celu zapobieżenia problemom z płynnością.

Rezerwa finansowa przedsiębiorstw okazała się jednak łakomym kąskiem dla ministra Jacka Rostowskiego, który lekką ręką sięga po pieniądze podatników oraz gotowy jest w każdej chwili wykorzystać je w dogodny dla rządu sposób. Obok drenażu Funduszu Rezerwy Demograficznej i podwyższenia podatku VAT naturalnym dla rządu posunięciem było zatem wprowadzenie podwyżki któregoś ze świadczeń. Padło na składkę rentową, mimo że minister Rostowski, podwyższając podatek VAT w 2010 roku, zapewniał, że: „najgorsze, co można zrobić w Polsce, jeżeli chodzi o daniny publiczne, to jest właśnie podnoszenie składki rentowej."

Niestety, nadmierny fiskalizm stał się domeną rządów Donalda Tuska. Mówiłem o tym w grudniu 2011 r. podczas debaty sejmowej nad podwyżką składki rentowej:

Rząd, który doprowadził do zwiększenia długu publicznego o 300 mld zł w trakcie ostatnich czterech lat, rząd, który zadłużył Polaków, polskie rodziny na kolejne, nowe 300 mld zł, w chwili obecnej mówi (…), że trzeba się zrzucić na te długi! Bo one kosztują, budżet nie jest z gumy, tylko z naszych podatków (…). Oszczędności w trudnym czasie kryzysu szuka się nie w administracji publicznej, w wydatkach rządowych, ale w kieszeniach polskich obywateli, polskich przedsiębiorców.

Podobnie myśli Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, który na łamach „Uważam Rze” krytykował politykę premiera Donalda Tuska:

Rząd zwalcza problem, który sam tworzy. W zasadzie nie ma eksperta – poza rządowymi – który nie zgodziłby się z opinią, że główną przyczyną bezrobocia są wysokie pozapłacowe koszty pracy, w drugiej kolejności sztywne prawo pracy, a w trzeciej tzw. płaca minimalna, która zamyka dostęp do rynku pracy młodym i słabo wykształconym. Jeśli rząd chciałby cokolwiek z tym zrobić, obniżyłby koszty pracy.

Ostrzegałem, że podwyższenie kosztów pracy zakończy się wzrostem bezrobocia. Ile w tym było racji? Wystarczy sięgnąć po statystyki. W grudniu 2011 r., w momencie głosowania nad podwyższeniem składki rentowej, zarejestrowanych było 1982,7 tys. bezrobotnych. Rok później, w grudniu 2012 r., było ich już 2136,8 tys., czyli o 154 tys. więcej.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wielu z nich nie widząc w naszym kraju szans na poprawę swojej sytuacji życiowej, wyemigrowało za pracą. Już nieomal jedna trzecia Polaków myśli o wyjeździe za granicę. Co więcej, nasi rodacy, którzy na emigracji znaleźli się kilka lat temu, tracą resztki motywacji do powrotu, a ci, którzy pozostają w kraju, tracą nadzieję na poprawę sytuacji gospodarczej.

Jutrzejsze orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego ma zatem ogromne znaczenie. Trybunał musi zadecydować, co jest ważniejsze: praworządność i miejsca pracy dla bezrobotnych czy też interesy nieudolnie gospodarującego rządu. Szansa na zmianę jest teraz w rękach sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...