Gdy w perspektywie trudne czasy – łatwo przewidzieć zachowanie PO. Ileś tygodni temu przewidywałem nasilenie działań prowokacyjnych, jeszcze większe zagęszczenie kłamliwej propagandy, szukanie sukcesów na siłę, przedstawianie wszystkiego, jako jedno wielkie osiągnięcie Najwspanialszego, Najmądrzejszego i Najświatlejszego Przywódcy oraz pełnego doskonałości jego dworu. Teraz wszystkie ręce na pokład, głównie te, które od dawna żadną uczciwą pracą się nie zhańbiły. Wszystko, co wokół nas jako tako wygląda, zawdzięczamy najznakomitszym rządom ostatnich lat, cała reszta, to spadek po poprzednikach. Ach, gdyby nie oni, bylibyśmy już dawno w czołówce wszystkiego, we wszystkich klasyfikacjach. Po Elblągu pewnie polecą jakieś głowy, ale nie ta najważniejsza i najbardziej winna. Jednak wszystko po kolei.

Ni z tego, ni z owego znalazły się raptem jakieś papiery na Jarosława Kaczyńskiego. Potem okazało się z jaka to siłą zaciągał niejakiego Marcinkiewicza do najdroższych salonów mody, by przyodziać go w paradne stroje na koszt partii. Na szczęście Marcinkiewiczowi udało się wyrwać ze szponów prezesa, choć podobno stracił podczas tej szarpaniny kilka guzików starej marynarki. Dopiero panna Izabela zdołała doprowadzić odzienie swego wybrańca do należytego wyglądu, ale chyba tylko odzienie, ponieważ reszta prezentuje się wciąż jak widać, a czasem nawet słychać. Leciutko wtajemniczeni w sekrety życia intymnego i umysłowego atrakcyjnego Kazimierza wiedzą nawet o tym, że to Kaczyński od dawna namawiał go porzucenia rodziny i znalezienia partnerki na właściwym mu poziomie, ale solidność Kazimierza przez długi czas chroniła go przed moralną klęską. Jednak jak długo można nie ulegać zdradzieckim, ale wyrafinowanym podszeptom?

Potem pojawiło się niespodziewanie nagranie kandydata Wilka z Elbląga. Prywatnej rozmowy, ale z akcentem, że „musimy Platformę wy…lić”! Jak prawdziwy mistrz eleganckiej mowy zaproponował, by wreszcie „dorzynać watahę”, a inny określił elektorat PiS, jako bydło, nie pojawił się ani jeden komentarz ze strony dzisiejszych krytyków Wilka. A słownictwo i przekazy pastucha z Biłgoraja?

Wszystko to drobnostka. Znając metody, życiorysy, a przede wszystkim prawdziwe osiągnięcia luminarzy PO można być pewnym, że wszystko to zaledwie maleńka uwerturka do większej całości. Służby specjalne, jestem tego pewien, jak niczego innego na świecie,już dostały specjalne polecenia. Nagrywać co tylko da się, a jeśli się nie da – to tym bardziej nagrywać. Potem wszystko mieszać, podcinać, przycinać, skracać, wydłużać, byle był należyty efekt. Potem ktoś ze świadków zezna, że słyszał, jak Kaczyński namawiał nie tylko do wysadzenia w powietrze Sejmu, ale nakłaniał też do porwania Tuska i osadzenia gona stadionie. Przecież to prawie jak w Chile! Komorowski miał być wywieziony do Komorowa. Nawet wówczas, gdyby najstarsi mieszkańcy nie przypominali sobie takiego lokatora. Co tam przeszłość, trzeba wybrać przyszłość. Jak inny prezydent.  Wzmiankowany świadek słyszał jeszcze inne barbarzyńskie projekty szykujących się do władzy, ale ich nie zdradzi, bo boi się pomyłki. Kto zaręczy, że taki wredny typ w ostatniej chwili nie nawali i nie pokręci misternie przygotowanej akcji? Już jeden taki był. Miał zamordować Niesiołowskiego, już go prawie miał na muszce i ostrzu noża, a nagle coś mu się pomieszało, pobiegł do biura posła PiS i dopiero tam dokonał egzekucji. Wrzeszcząc cały czas na Kaczyńskiego. Lepiej więc resztę przemilczeć. I czekać. A że jest na co, wie każdy. Nawet gen. Janicki, który z natury rzeczy nie wiedział niczego.