Tylko trzymanie się ścisłych faktów, potwierdzonych dokumentacją historyczną może być poważnie traktowane w dyskusji publicznej wokół trudnych tematów historycznych. Powielanie nieprawdziwych wiadomości jest wodą na młyn dla zwolenników błędnego prezentowania historii Polski (np. film „Pokłosie” i niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie”).

Wielce niefortunna recenzja redaktora Wojciecha Lady z książki Aldony Zaorskiej KL Warschau. Historia obozu zagłady w Warszawie (Całe grupy trupów, „Sieci” 1-7.07.2013, nr 26, s. 57) w wielu punktach mija się z prawdą: KL Warschau nie składał się z pięciu lagrów, w tym nigdy podczas okupacji nie działał na terenie Dworca Zachodniego obóz z komorami gazowymi. Przytaczana jedyna relacja Feliksa Jedynaka, który rzekomo widział na Dworcu Zachodnim gazowanych Polaków, w aktach procesowych jednoznacznie ustalono, że jest niewiarygodna. Mam taką cichą nadzieję, że może po przeczytaniu poniższego artykułu - abstraktu z mojej książki Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa z 2007 r., czytelnicy „Sieci” więcej dowiedzą się o tym zapomnianym obozie warszawskim w przeddzień rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, którego pierwszym wielkim zwycięstwem było wyzwolenie przez żołnierzy Armii Krajowej obozu Warschau wraz z częścią ocalałych żydowskich więźniów.

70. lat temu po zlikwidowaniu getta warszawskiego niemiecki okupant rozkazem szefa niemieckiej policji i SS Heinricha Himmlera utworzył obóz koncentracyjny – KL Warschau. Odmiennie od innych tego typu miejsc odosobnienia, kacet umiejscowiono w samym centrum miasta, a nie jak to zwykle było na przedmieściach lub w pełnej izolacji od najbliższych dużych skupisk ludności.

Obóz rozciągał się wzdłuż ulicy Gęsiej od Zamenhofa do Okopowej. Nazywany był potocznie przez warszawiaków Gęsiówką, od nazwy potężnego budynku byłego więzienia wojskowego Gęsiówka, w którym znajdowała się pierwsza, najstarsza część obozu.

19 lipca 1943 r. wprowadzono do niego pierwszych 300 więźniów. Więźniowie ci zostali przywiezieni z Buchenwaldu. W grupie tej było wielu kryminalistów, a także więźniowie polityczni (komuniści) oraz tzw. aspołeczni. Mieli oni nadzorować więźniów, pełniąc funkcje kapo. Żydowscy więźniowie traktowali ich nie jak współtowarzyszy niedoli, lecz raczej jako część personelu SS. Do Gęsiówki następnie przywożeni byli Żydzi z innych obozów z całej okupowanej Europy. Najwięcej więźniów żydowskich przybyło z Auschwitz-Birkenau. Od 31 sierpnia do 27 listopada 1943 r. w ruiny getta przybyły cztery transporty Żydów z KL Auschwitz, łącznie 3 683 więźniów uznanych przez Niemców za zdolnych do ciężkiej pracy. Świadkowie potwierdzają informację, że byli to na ogół młodzi mężczyźni, poniżej czterdziestego roku życia.

W celu utrudnienia ewentualnych kontaktów więźniów z mieszkańcami Warszawy do obozu kierowano przede wszystkim Żydów – obcokrajowców, pochodzących z Grecji, Francji, Niemiec, Austrii, Belgii i Holandii. Raz tylko, podczas formowania transportu, w końcu listopada 1943 r., włączono do niego 50 polskich Żydów, ponieważ tylu właśnie zabrakło do wyznaczonego kontyngentu. Wiosną 1944 r. do obozu przybyło kilka transportów z węgierskimi Żydami z KL Auschwitz. Łącznie było ich około 3000 i stanowili wtedy najliczniejszą grupę narodowościową w obozie.

Wśród żydowskich więźniów było wielu wykształconych – bankowców, inżynierów, lekarzy, adwokatów – znających języki obce, w tym popularny wówczas język francuski; niektórzy nawet porozumiewali się między sobą po łacinie. To z pewnością zmniejszało dystans i dawało większe możliwości przeżycia. Komunikacja w sytuacjach granicznych, a do takich zaliczyć należy życie i pracę w obozie koncentracyjnym, była podstawą przetrwania. Zwiększała także zdolność do podejmowania ryzyka.

Obóz otoczony był wysokim murem wraz z wieżyczkami strażniczymi. Niedaleko bramy głównej widniała tablica ostrzegawcza, na której widniała trupia czaszka oraz napis w języku niemieckim, polskim, węgierskim i francuskim: „Uwaga! Neutralna część. Bez ostrzeżenia się strzela!”. Wielojęzyczna tablica ostrzegała nie tylko więźniów-obcokrajowców, ale również część załogi SS, która pochodziła, podobnie jak więźniowie, z różnych krajów okupowanej przez Niemcy wtedy Europy. Straż KL Warschau składała się głównie z folksdojczów, którzy od 1942 r. zostali wcieleni do Waffen-SS. Folksdojcze pochodzili przede wszystkim z Europy południowo-wschodniej, zwłaszcza z Siedmiogrodu i Rumunii. Wielu z nich nie znało dobrze języka niemieckiego i czasami rozkazy trzeba było im tłumaczyć; niektórzy byli nawet analfabetami. Straż obozowa liczyła łącznie 380 esesmanów. Konflikty między strażnikami z Rzeszy, którzy z reguły zajmowali kierownicze stanowiska, a folksdojczami wybuchały często, co zauważali i sami więźniowie.

Do końca kwietnia 1944 r. Gęsiówka była samodzielnym obozem, potem po wykryciu przez Berlin afery korupcyjnej wśród personelu, stała się podobozem Majdanka. Starą załogę odesłano do Niemiec, a nowa przybyła z KL Lublin.

Więźniowie obozu zajmowali się głównie wyburzaniem getta, sortowaniem gruzu, wydobywaniem wszelkiego rodzaju surowców wtórnych, ale również poszukiwaniem kosztowności i innych cennych przedmiotów. Wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość, wywożono do III Rzeszy.

Niejednokrotnie w gruzach odnajdywano też Żydów, którzy ukrywali się od tam od czasów powstania. Byli oni rozstrzeliwani na miejscu.

W  obozie funkcjonowało również komando, do zadań którego należało palenie zwłok Polaków rozstrzeliwanych w ruinach getta oraz zmarłych więźniów warszawskiego kacetu.

Ofiary śmiertelne KL Warschau to łącznie około 20 tys. osób. Są to ofiary ścisłego obozu (zmarłe w wyniku epidemii i pracy ponad siły) oraz osoby rozstrzelane na jego terenie lub w pobliżu zamkniętej strefy obozowej, w większości anonimowe.

5 sierpnia 1944 r. żołnierze batalionu AK „Zośka" po brawurowej akcji zdobyli obóz. Dowódca powstańców Ryszard Białous „Jerzy” tak wspominał ten moment: „z budynków i wież pryskają Niemcy bezładnymi grupkami, uciekając w ruiny Starówki drzwi [baraków] rozwierają się pod naporem, a całe przedpole zapełnia się masą pasiastych postaci biegnących w naszą stronę z niebywałym krzykiem i wymachiwaniem rąk. Przez moment poczułem, jak gardło moje ściska skurcz radości – zdążyliśmy na czas”. Fotografie z wyzwolenia obozu należą do jednych z najczęściej reprodukowanych i na trwałe weszły do legendy Powstania Warszawskiego. Należy podkreślić, że obóz Warschau był jedynym kacetem na wschód od Łaby wyzwolonym nie przez czerwonoarmistów, ale przez Polaków, żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.

Według danych dowództwa AK wyzwolono 348 więźniów, w tym 24 kobiety, byłe więźniarki pobliskiej Serbii (oddziału kobiecego więzienia gestapo Pawiaka). Wcześniej, pierwszego dnia powstania, wolność odzyskało 50 więźniów kacetu, którzy pracowali w niemieckich magazynach mundurowych i żywnościowych przy ul. Stawki, w rejonie byłego Umschlagplatzu. Część oswobodzonych Żydów przyłączyła się do powstania, inni znaleźli się w oddziałach pomocniczych bezpośrednio pomagając cywilom. Ci, którzy z bronią w ręku walczyli z Niemcami, zapamiętani zostali jako fanatyczni bojownicy. „Okazywali zupełną obojętność na sprawę życia czy śmierci (przypuszczalnie na skutek swych przeżyć)” – wspominał jeden z uczestników powstania, Stanisław Stefański.

Od stycznia do maja 1945 r. Gęsiówka ponownie stała się więzieniem i obozem pracy, tym razem jednak nadzorowanym przez NKWD. Na terenie dawnego Konzentrationslager Warschau Sowieci w straszliwych warunkach przetrzymywali między innymi żołnierzy AK i członków podziemia niepodległościowego. W następnym okresie obozem zarządzało UB, osadzając w nim początkowo niemieckich jeńców wojennych. W latach 1945-1949 miejsce to było jednym z największych jenieckich obozów w Europie. W roku 1949, kiedy większość jeńców zwolniono, utworzono tam Centralne Więzienie - Ośrodek Pracy w Warszawie. Odbywali w nim karę zarówno tzw. wrogowie klasowi skazani wyrokami Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, jak i zwykli kryminaliści. W 1956 r. komunistyczny obóz zlikwidowano. W obozie tym poniosło śmierć ok. 1800 osób. Nie wiemy dokładnie, gdzie zostały pochowane, być może na jednym z podwórzy Gęsiówki.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia ostatecznie rozebrano wypalony budynek Gęsiówki. W tym miejscu wzniesiono Muzeum Historii Żydów Polskich.

Dzisiaj, w kontekście rozliczeń historycznych, otwarte pozostają pytania dotyczące dwóch kwestii: o stan prowadzonego od kilkudziesięciu lat polskiego śledztwa w sprawie popełnionych zbrodni ludobójstwa na Żydach i Polakach (głównie warszawiakach) i jego konkretne efekty oraz upamiętnienia ofiar KL Warschau. Adresatem pierwszego pytania pozostaje Instytut Pamięci Narodowej, którego prokuratorzy wiosną w 2012 r. po raz kolejny przedłużyli śledztwo w sprawie KL Warschau, a końca jak na razie nie widać.

Sprawa pomnika pozostaje w gestii władz miasta stołecznego Warszawy. Jest uchwała Rady Miasta i rozpisany konkurs na projekt pomnika mającego powstać niedaleko Pawiaka. Ale i na tym polu trudno zaobserwować rzeczywiste wyniki, są deklaracje, brak działania. Z kolei Muzeum Historii Żydów Polskich też nie poczuwa się do historii miejsca, na którym ma zacząć niedługo działać jedna z największym w stolicy i w kraju placówek muzealnych.

 

BOGUSŁAW KOPKA

historyk,

profesor Politechniki Warszawskiej