Narodowe wylanie Ducha! Wielki dzień modlitwy z o. Bashoborą za Warszawę i całą Polskę to początek przemiany "oblicza Tej Ziemi"

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Jestem księdzem, nie uzdrowicielem, a moc ma Słowo Boże. Nie należy wpatrywać się w kaznodzieję, a w Jezusa Chrystusa; kaznodzieja cię nie uzdrowi

- mówił o. Bashobora do 60 tysięcy wiernych zgromadzonych na Stadionie Narodowym.

Czy jego słowa uspokoiły posłankę Senyszyn, która od kilku dni biła na alarm, że ksiądz z Ugandy oszukuje ludzi, uznając się za Pana Boga, a jedynym cudem będzie finansowy cud dla złodziejskiego Kościoła? Czy uspokoiły dziennikarzy TVN i Gazety Wyborczej, zbulwersowanych faktem, że katolicy mają czelność zrobić wreszcie użytek z najbardziej nierentownej inwestycji w kraju? Czy uspokoiły wątpiących niedowiarków i posłów Ruchu Palikota, którzy "szamańskie, afrykańskie praktyki" uznali za wizerunkowo szkodliwe dla europejskiego kraju?

Prawdopodobnie nie, bo przecież żadne z tych pytań nie zostało postawione z intencją wysłuchania odpowiedzi. Taka już właściwość taniego krytykanctwa, ulepionego na strachu. Lewicowo-liberalne szwadrony niby przebojowe, pewne siebie i silne, a jednak to ciągłe ujadanie zdradza ich tężejący strach. Tak dalece się zagalopowali w walce o świeckość państwa, że nie zdołali spostrzec, iż od dawna sami mieszają się w wewnętrzne sprawy Kościoła, a w dyskusjach używają argumentów religijnych. Zdumiewająca schizofrenia.

Wrogiem niemocy zawsze będzie siła. Wrogiem kłamstwa - prawda. Wrogiem rozbicia - jedność. I właśnie o strach przed tą Jednością chodziło w całej nagonce, poprzedzającej rekolekcje "Jezus na stadionie".

Doświadczenie jedności, wspólnoty i pokoju okazało się doświadczeniem tak głęboko przejmującym, że chyba nikt z obecnych nie miał wątpliwości, co oznacza. Duch jedności zespolił serca ludu, napełnił go mocą na wspólne trwanie i wspólne działanie. O. Bashobora wielokrotnie podkreślał, że wiara rodzi się ze słuchania i musi zostać przekuta w działanie. "Wstań i idź! Idź i głoś!". Zostaliśmy posłani do niesienia Prawdy, Dobra, Miłości, Wiary i Nadziei.

Raz jeszcze można się było przekonać, że łakniemy Prawdy jak wygłodniałe dzieci. Łakniemy Wiary i Miłości. Choćby Ruch Palikota co tydzień urządzał antyklerykalne happeningi, a lewicowe media ośmieszały Kościół, nie zdołają amputować z ludzkiego serca istoty człowieczeństwa, transcendentnego rdzenia pragnącego nieskończoności. Można oczywiście stanąć po mrocznej stronie beznadziei, można szydzić z ładu i harmonii, rozpraszając wszystko chaosem, można popaść w nihilizm i nienawiść... Można... Do czasu aż na dnie rozpaczy przyjdzie weryfikacja... Jedynym ratunkiem będzie wtedy powrót do Źródła. W przeciwnym razie śmierć.

Rozmawiałam niedawno z człowiekiem, który przez wiele lat trudnił się działalnością gangsterską, prostytucją i narkomanią. Gdy nie mógł sobie poradzić z nałogami, myślał o samobójstwie. Do czasu, aż ukazała mu się postać diabła:

To trwało kilka sekund, ale cztery czy pięć lat nie mogłem do siebie dojść. Tak długo trwała trauma. Patrzysz w to oblicze i widzisz otchłań. Ta otchłań cię wciąga i wypełnia, jest w Tobie, a ty w niej. Wypełnia cię paraliżującym lękiem. To najgorsze cierpienie, jakiego w życiu doświadczyłem. Nie widziałem piekła, jako jakiegoś obszaru. Ale bycie naprzeciw tej istoty przez jedną sekundę było piekłem. Robiłem w życiu różne najgorsze rzeczy, nie raz dostałem nożem, ale to wszystko to fraszka w porównaniu z tą sytuacją. Ten szatan nic mi nie robił. On po prostu był. Był we mnie. Wypełniał mnie lękiem, przerażeniem, beznadzieją. Niszczył wszelkie wspomnienie dobra. Ogarnęło mnie ogromne przerażenie.

To doświadczenie sprawiło, że zaczął szukać Boga. Wrócił dzięki wstawiennictwu Maryi. Dziś jest wolnym i głęboko wierzącym człowiekiem. Próbuje ewangelizować własnym przykładem i świadectwem.

 

O. Bashabora wygłosił trzy konferencje. Ich przedłużenie miało swoje miejsce w homilii bpa Marka Solarczyka. Wszystkie można sprowadzić do wspólnego mianownika, ujętego w niezwykłym i bardzo wyraźnym posłaniu do dawania żywego świadectwa, ale i szukania znaków w zdarzeniach z przeszłości, które mają konkretne owoce dziś i będą drogowskazem na dalszej drodze wiary.

Równo 30 lat temu w tym samym miejscu, na Stadionie Tysiąclecia, przemawiał do setek tysięcy wiernych Jan Paweł II, podczas swojej II pielgrzymki do Ojczyzny. Lewicowe środowiska także wtedy miały wiele zastrzeżeń do tak licznego zgromadzenia wiernych. Tamtego dnia na stadionie był także biskup Solarczyk, wówczas młody chłopak, licealista, stojący przed najważniejszymi życiowymi wyborami. Wspominał w homilii tamto wydarzenie, opowiadając jak wielki miało wpływ na jego życie. Nie mam wątpliwości, że wczorajsze rekolekcje będą miały równie wielki wpływ na życie wielu uczestniczących w nim osób.

Mimo, że media w ostatnich tygodniach spłycały sprawę, skupiając się na nierozumnym i sensacyjnym rozdmuchiwaniu kwestii uzdrowienia, istotą tego spotkania było zjednoczenie się na modlitwie w imię Chrystusa. Zjednoczenie, które ma być początkiem wielkiej, narodowej przemiany. Czy były uzdrowienia? Prawdopodobnie tak, choć wszyscy kapłani, od. ks. Bashobory po abp. Hosera podkreślali, że uzdrowienie dokonuje się na każdej Mszy świętej, a jedynym, który ma moc uzdrowienia jest Chrystus.

To był wyjątkowy, wspaniały czas błogosławieństwa. Czas, w którym krzyk dręczącego kogoś demona stawał się w obliczu mocy Chrystusa bezradnym płaczem kapryśnego dziecka; Czas, w którym trudno było znaleźć bezczynnie spacerującego kapłana, bo tak wiele osób chciało wyznać swoje grzechy i zacząć życie na nowo; Czas w którym można było w sposób szczególny doświadczyć wielkiej siły wspólnoty Kościoła.

To był czas, w którym zstąpił wzywany przez Jana Pawła II 34 lata temu Duch Święty. Miejmy nadzieję, że odnowi "oblicze Tej Ziemi".

 

Ten czas był wyjątkowy także z innego powodu. Przez kilkanaście godzin od rana do późnej nocy byli z nami pasterze warszawsko-praskiego Kościoła. Był abp Henryk Hoser, biskup pomocniczy Marek Solarczyk i 500 innych kapłanów. Nie odeszli ani na chwilę. Trwali z nami klęcząc, słuchając, śpiewając i błogosławiąc. Swoją obecnością przypominali, że jesteśmy jednym Kościołem, w którym mamy takie same zadanie - prowadzić ludzi do Chrystusa. "Jesteśmy dla siebie wzajemnie misjonarzami" - mówił o. Bashobora, podkreślając, że mocą sakramentu bierzmowania zostaliśmy posłani przez swojego biskupa do niesienia wiary innym - dawania świadectwa i światła Ewangelii.

To był wyjątkowy dzień, rozpoczynający kolejną  modlitewną krucjatę za Ojczyznę. 60 tysięcy ludzi zjednoczonych we wspólnym wołaniu, powierzyło Chrystusowi Warszawę, Polskę, rządzących i obywateli, wierzących i niewierzących, konsekrowanych i świeckich, bliskich i dalekich. Sprawy Ojczyzny zostały oddane w najlepsze ręce. Teraz czas na nasze działanie.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wielka ewangelizacja na Stadionie Narodowym. O. Bashobora: "Gdy modlimy się jako Kościół, jako wspólnota, będą się działy wspaniałe rzeczy". ZOBACZ ZDJĘCIA

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...