wPolityce.pl: w czasie przemówienia podczas konwencji Platformy Obywatelskiej premier Donald Tusk zwracając się do mieszkańców Śląska mówił, że z Unii Europejskiej ich region otrzyma w najbliższym czasie więcej pieniędzy niż kraje Europy Zachodniej otrzymały w sumie w ramach planu Marshalla. Rzeczywiście będzie tak dobrze?

Prof. Krzysztof Rybiński: Bogactwa narodu nie buduje się na klęczkach, z wyciągniętą ręka po czyjeś pieniądze. Żebrak nie stanie się nigdy szlachcicem. Samemu trzeba zapracować. Budowa wśród Polaków – na Śląsku czy gdzie indziej - świadomości, że pieniądze z Unii są naszą jedyną niespotykaną szansą na zmianę polskiej gospodarki to bardzo szkodliwy przekaz. Przecież wszystkie kraje w Unii, które są w ciężkim kryzysie, to państwa, które otrzymywały wielkie pieniądze z UE – Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja, Irlandia. One przyzwyczaiły się do łatwych pieniędzy i przestały się mądrze rozwijać. Liderzy polskiej polityki nie powinni utrwalać w Polakach takiego przekonania – jak dostaniemy dużo pieniędzy to będziemy się rozwijać. Bardzo często jest tak, że jak się dostaje to ma to bardzo patologiczne skutki.

 

Jakie na przykład?

To widać dobrze w wynikach polskiej innowacyjności. W minionych sześciu latach one dramatycznie spadają. W ostatnim rankingu jesteśmy daleko za Bułgarią, tuż za Rumunią. To są efekty postawy wyczekującej aż nam Unia da pieniądze.

 

Premier Tusk mówił nie tylko, że Unia da, ale że da dużo. Słowa Tuska o tym, że dostaniemy więcej niż w planie Marshalla kraje Zachodu są zasadne?

Można oczywiście tworzyć jakieś porównania miliardów euro, marek i dolarów w czasie, ale trzeba pamiętać, że 1 miliard dolarów obecnie i 50 lat temu to nie taka sama suma. Po drodze była wielka inflacja. Tych strumieni finansowych nie należy porównywać.

 

Mówił Pan, że żebrak nie stanie się szlachcicem, jednak kraje Zachodu dzięki pomocy USA, właśnie planowi Marshalla, stały się zamożne, weszły na wyższy poziom cywilizacyjny po II wojnie światowej.

Plan Marshalla to był wielki projekt cywilizacyjny, który pomógł się odbudować zniszczonej Europie. Jednak Amerykanie zrozumieli bardzo dobrze, że tę sytuację można wykorzystać. USA wstrzyknęły więc potężny strumień dolarów do Europy. Stworzyli z dolara globalną walutę rezerwową i uzależnili od niej cały świat, a przy tym dali Europejczykom popyt, dzięki któremu mógł się rozwijać eksport amerykański. Europa kupowała towary z USA. Amerykanie nie realizowali planu Marshalla w poczuciu miłosierdzia czy altruizmu. Dla nich to był wielki biznes – stworzenie globalnej waluty rezerwowej z dolara i wzmocnienie kanału amerykańskiej gospodarki, jakim był eksport do Europy. Ta pomoc miała taki charakter – tu nie ma dobroci, miłości, czy bezinteresowności. Tu jest biznes.

 

W przypadku pomocy unijnej też tak jest?

W przypadku środków unijnych to działa tak samo. Przecież to nie chodzi o to, że miłosierni podatnicy niemieccy, holenderscy czy brytyjscy pomogą Polakom zbudować autostradę, byśmy mogli jeździć bezpieczniej, by mniej Polaków ginęło w wypadkach. To również jest czysty biznes. Tę pomoc tak się programuje, tak się planuje, by zachodnioeuropejskie firmy mogły robić dobry biznes w naszym kraju. Członkostwo w Unii, tak duża pomoc dla Polski, nie byłyby możliwe, gdybyśmy wcześniej nie otworzyli naszej gospodarki na dopływ kapitału, gdybyśmy nie umożliwili krajom Zachodu zbudowania potęgi w naszym kraju. To wszystko są transakcje wiązane. Z wyliczeń wynika, że z każdego euro wydanego w Polsce znaczna część – od 50 do ponad 70 – eurocentów trafia z powrotem do krajów Europy zachodniej w postaci zysków, kontraktów w Polsce itd. To również jest czysty biznes i nie ma nic wspólnego z uczuciami wyższego rzędu.

 

Od jakiegoś czasu słyszymy w mediach o pieniądzach unijnych, a tymczasem przecież budżet na lata 2014-20 nie został wciąż opracowany. Czego można się spodziewać po negocjacjach budżetowych?

Zobaczymy, jak się potoczą losy strefy euro. Widać, że nadchodzi kolejne przesilenie kryzysowe. Jeśli się okaże, że kryzys nie tylko nie mija, ale wydłuża się perspektywa jego trwania łatwo można przewidzieć, że nowa perspektywa finansowa zostanie okrojona. Kraje, które mają problemy z budżetami, nie będą skłonne finansować rozwoju krajów Europy Środkowej. Co więcej, widać tendencję, by część pomocy unijnej przerzucić do krajów południa. Niemcy wolą nie wykładać dodatkowych środków na ratowanie Hiszpanii czy Portugalii. Berlin woli pieniądze przesunąć w ramach budżetu już planowanego. Chodzi o to, by mniej środków trafiło do Europy Środkowej, w tym do Polski, a więcej do krajów pogrążonych w kryzysie. To jest zresztą zgodne z interesem Niemiec i nie ma się co temu dziwić. Perspektywa finansowa, o której mówimy, może być finansowana w znacznie mniejszej skali niż poprzednia. Jednak powtórzę moją tezę z początku – fakt, że dostaniemy mniej nie musi oznaczać, że będzie gorzej. Nie w każdym przypadku mniej oznacza gorzej. Przez sześć lat zniszczyliśmy polską innowacyjność przez to, że mieliśmy łatwe pieniądze. Ludzie przejadali te pieniądze zamiast inwestować w innowacyjność. Być może jeśli dostaniemy mniej, to uratuje nas przed losem Grecji, Hiszpanii czy Portugalii.

 

Jak w kontekście polskich szans na rozwój gospodarczy oceniać próby unijnych regulacji związanych z prawami do emisji CO2? Komisja coraz chętniej patrzy na możliwość regulacji cenami uprawnień.

Polityka ochrony klimatu jest sprzeczna z polskich interesem stanu. W sumie, gdy klimat się ociepla, polska gospodarka netto zyskuje. Zapewne będziemy notowali pewne straty związane z powodziami, gwałtownymi deszczami, gradami, ale per saldo – wpływ dla Polski będzie dodatni. Walka ze zmianami, które dla polskiej gospodarki są korzystne, jest sprzeczna z racją stanu. Są oczywiście osoby, które chcą, żeby globalnego ocieplenia nie było, żeby kraje, które na tym tracą, nie traciły. Jednak to jest altruizm, byśmy dbali o to, żeby innym nie działa się krzywda. Chwała tym, którzy się takim altruizmem wykazują, jednak to się będzie skutkowało olbrzymimi kosztami polskiej gospodarki, bezrobocie może sięgnąć ponad 3 milionów osób, gospodarka może przeżyć zapaść, wiele gospodarstw domowych może znaleźć się w stanie ubóstwa energetycznego – ludzie mogą nie być w stanie płacić rachunków. To nie jest zatem mądre. Polska powinna sponsorować badania podważające dominujące opinie o globalnym ociepleniu oraz stać na stanowisku, że dopóki takie kraje jak USA, Chiny czy inne kraje rozwijające się zwiększają emisję, redukowanie emisji w Europie nie ma sensu. Powinniśmy inwestować w technologie oparte na węglu, powinniśmy robić to, co zgodne z polską racją stanu, a nie popierać politykę UE, która może być dla nas bardzo kosztowna i jest sprzeczna z naszymi interesami.

Rozmawiał Stanisław Żaryn