Zmiana proboszcza w parafii pod wezwaniem świętego Jacka w Chicago. Po prawie ćwierć wieku pracy duszpasterskiej, w niedzielę z parafianami pożegnał się ksiądz Michał Osuch.

Jedni go kochali, innych raziła twarda ręka a czasami ostry styl, z jakimi kierował parafią. Ale nie ma chyba w Chicago Polaka, który nie znałby jego nazwiska. Ojciec Michał – członek zakonu zmartwychwstańców – pracował na popularnym Jackowie 24 lata, z czego 18 jako proboszcz. W tym czasie parafia stała się prawdziwą ostoją polskości a kościół św. Jacka został bazyliką. To ostatnie jest szczególnie ważne, zwłaszcza w rzeczywistości stale kurczącej się polskiej społeczności na Jackowie.

– Jako bazyliki budynku nie można już sprzedać czy zburzyć na wypadek kłopotów finansowych archidiecezji. Po wsze czasy pozostanie pomnikiem naszej wiary i polskości

– tłumaczy ojciec Osuch.

Lekko licząc w czasie swej pracy na Jackowie, ksiądz Osuch ochrzcił 1300 dzieci, udzielił ponad tysiąc ślubów oraz brał udział w pogrzebie ośmiuset parafian. Jak sam ocenia te lata?

– To jest prawie ćwierć wieku, dawałem śluby tym, których chrzciłem. To wielka radość, bo ten kościół był dla mnie domem przez 24 lata. Domem pełnym miłości

– powiedział mi ojciec Osuch.

Jackowo jest bez wątpienia jednym z elementów – używając sformułowania prof. Zybertowicza - „archipelagu polskości” w Chicago. Przy bazylice znajdują się pomniki poświęcone Amerykanom polskiego pochodzenia walczącym w I i II wojnie światowej oraz dwóch błogosławionych: Jana Pawła II i księdza Jerzego Popiełuszki. Zawsze pamięta tu się o tragediach Katynia, Wołynia i Smoleńska. W budynkach parafialnych jest szkoła w języku angielskim, sobotnia polska i niedzielna grupa katechetyczna, ponadto działają liczne duszpasterstwa, grupy i zespoły a w niedzielę w kawiarence spotykają się wierni.

Dla mnie osobiście ważne są dwie instytucje powstałe za rządów księdza Osucha. Pierwszy to „Brama Łazarza” – noclegownia i jadalnia dla bezdomnych. Powstała dzięki przyjaźni i współpracy proboszcza z radnym miejskim, Arielem Reboyrasem (choć z pochodzenia Portorykańczyk, uczestniczy we wszystkich najważniejszych świętach w bazylice). Grant od władz miasta oraz codzienna ofiarność właścicieli polskich sklepów pozwalają, że przytulisko działa już dziesiąty rok. – Liczba osób korzystających stale rośnie, jest ich nawet do stu dziennie – mówi ks. Osuch. Drugi to dom dla samotnych matek z dziećmi (często bez środków do życia), prowadzony przez siostry ze wsparciem. ojca Osucha.

- Nauki ojca Michała na zawsze pozostaną w naszych sercach

– łamał sobie język po polsku radny Reboyras w niedzielę, żegnając przyjaciela. Biskup pomocniczy Andrzej Wypych powiedział mi, że po odpoczynku – ksiądz Osuch jest obecnie na urlopie zdrowotnym – na byłego już proboszcza z Jackowa „czekają nowe, wielkie zadania”. Co ważne – jak podkreślał na mszy pożegnalnej ojca Osucha   - szef rady parafialnej, pomimo wielkich nakładów na remonty ponad stuletniego budynku, parafia „nie ma żadnych długów, a nawet pewne oszczędności”. To też duże osiągnięcie.

Paweł Burdzy z Chicago