Premier Tusk zamiast skorzystać z okazji i ruszyć z ofensywą w sprawie nieszczęsnej polityki klimatycznej zdecydował się na awanturę z opozycją. Usłyszeliśmy, że to "awanturnictwo", a argumenty opozycji są "bałamutne".

Ciekawy jestem, czy podobnej lekcji europejskiej poprawności Donald Tusk udzielił Angeli Merkel, która w ubiegłym tygodniu, na ostatnim szczycie tuż pod bokiem polskiego premiera zablokowała obniżkę emisji CO2 z nowych samochodów? Mam nadzieję. Argumenty o kosztach, jakie musieliby ponieść niemieccy producenci samochodów są w oczywisty sposób "bałamutne", a wetowanie słusznej unijnej polityki klimatycznej to "awanturnictwo"! W takich sytuacjach nie można milczeć!

W opinii Premiera, historyka z wykształcenia, niekorzystny kształt pakietu klimatycznego, negocjowanego w 2008 roku i tak jest winą PiS, który oddał władzę w 2007. Nie jest to jedyny problem Premiera z datami.

By uzasadnić swoje pretensje do PiS,  Premier wyciąga konkluzje szczytu Unii Europejskiej z 8-9 marca 2007, pod którymi podpisał się Prezydent Lech Kaczyński. To jeden z tych szczytów, na który bardzo chciał jechać Premier Tusk. Rozumiem, że będąc w Brukseli na miejscu Prezydenta, by tego dokumentu nie podpisał.

Faktycznie, Rada w tym dokumencie potwierdza zgodę państw członkowskich na 20% cel redukcję emisji CO2. Jednak redukcja ma być liczona względem roku 1990. Polska redukcja CO2 w momencie podpisywania tego dokumentu przekraczała 30%. Więc ten cel Rady był dla polskiej gospodarki neutralny, nie przynosił żadnych dodatkowych kosztów.

W punkcie 32. czytamy wyraźnie:

Rada Europejska (...) postanawia, że do czasu zawarcia globalnego i kompleksowego porozumienia w sprawie okresu po 2012 r. oraz bez uszczerbku dla swego stanowiska w negocjacjach na szczeblu międzynarodowym UE podejmuje stanowcze, niezależne zobowiązanie do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych do 2020 r. o co najmniej 20% w porównaniu do 1990 r.

Również w sprawie dalszego podnoszenia redukcji emisji CO2 w przyszłości konkluzje Rady podpisane przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego są całkowicie bezpieczne. Przyjmują bowiem taką możliwość "pod warunkiem że inne kraje rozwinięte zobowiążą się do porównywalnego obniżenia emisji" (pkt. 31). Kolejny raz pojawia się tu także odniesienie do roku 1990.

Polskie problemy z pakietem klimatycznym zaczęły się w momencie, kiedy to w 2008 roku uznano, że rokiem bazowym do wyliczania redukcji emisji ma być rok 2005. A pod tą datą mamy już podpisy Ministrów z rządu Premiera Tuska.

Całość cytowanego dokumentu znajduje się tutaj

Czy ktoś życzliwy może dostarczyć to Premierowi? Najwyraźniej ktoś w jego otoczeniu ten dokument przed nim ukrywa!