Katharsis po niemiecku. Film rzekomo adresowany jest do niemieckiego widza, został sprzedany do ponad sześćdziesięciu krajów świata!

Fot. materiały promocyjne
Fot. materiały promocyjne

Film „Nasze matki, nasi ojcowie” (Unsere Mütter, Unsere Väter), doskonale zrealizowany, jest opowieścią wojenną o piątce przyjaciół z Berlina. Poznajemy Wilhelma, porucznika Wehrmachtu; Friedhelma, brata Wilhelma; Viktora, Żyda, syna właściciela firmy krawieckiej; Gretę, piosenkarkę i Charlotte, pielęgniarkę, zakochaną w Wilhelmie.

Reżyserem filmu jest Philipp Kadelbach, a konsultantem historycznym Julius Schoeps, professor des Moses Mendelssohn Zentrum für europäisch-jüdische Studien an der Universität Potsdam (profesor Studiów Europejsko-Żydowskich im. Mojżesza Mendelssohna Uniwersytetu w Poczdamie).

Film rzekomo adresowany jest do niemieckiego widza, został sprzedany do ponad sześćdziesięciu krajów świata! W ten sposób miliony widzów zobaczą niemieckie matki i niemieckich ojców w czasie drugiej wojny światowej. Zobaczą też wojenne losy polskich matek i polskich ojców.

Ale jakże odmiennie reżyser i konsultant historyczny pokazują postacie Niemców i postacie Polaków!

Niemcy są wspaniali i okrutni. Oni tylko wypełniają obowiązki, jakie zostały im zlecone przez matki, ojców i Führera. Mężczyźni są przystojni i twardzi, kobiety ładne i wrażliwe. W bliskich planach widzimy twarze, na których rysują się uczucia: radość, smutek, ból, przerażenie.

Filmowe postacie Polaków to podludzie i antysemici, rysowane grubą, czarną kredką przez reżysera Kadelbacha, zgodnie z sugestiami profesora Schoepsa. Mężczyźni są prymitywni, wręcz dzicy, kobiety nie są podobne do kobiet. Żołnierze AK wyglądają na zwykłych bandytów, a ich twarze są pozbawione wszelkich uczuć, są bezmyślne i okrutne.

Postacie Niemców wzorowane są na postaciach bohaterów tragedii greckich, natomiast postacie Polaków pochodzą z rubryki kryminalnej brukowca „Bild”, wydawanego przez wydawnictwo Springera.

Ofiary sił wyższych

Ekspozycja filmu jest zarazem prologiem tragedii, umiejscowieniem bohaterów w sytuacji tragicznej. Ośrodkiem i motorem akcji jest nieprzezwyciężony konflikt między dążeniami bohaterów a siłami wyższymi. Ktoś kazał. Ktoś wydał rozkaz. Ktoś ustalił, co jest dobre, a co jest złe. Bohaterowie wykonują tylko rozkazy, postępują tak, jak powinni postępować Niemcy.

Opowiadane przypadki pięciorga berlińczyków dzieją się od lata 1941 do maja 1945 roku w Berlinie, na Ukrainie, w sowieckiej Rosji i w Polsce. Dlaczego opowieść zaczyna się od niemieckiej napaści na Związek Sowiecki, a nie od niemiecko-sowieckiego rozbioru Polski we wrześniu 1939 roku? Na to pytanie nie mamy odpowiedzi. Dowiadujemy się tylko, że Wilhelm odbył z wyróżnieniem „służbę” w Polsce i we Francji, o czym świadczy żelazny krzyż na jego piersi.

Postacie Niemców nie są nam dane raz na zawsze. Charaktery z wolna wyłaniają się z wielu sytuacji i w reakcji na te sytuacje. Na początku postacie są nieokreślone i niewyraźne, dopiero ich zachowania, sposoby reakcji na wydarzenia nadają postaciom indywidualność. Ale postacie aż do końca są niedookreślone, ich zachowania wciąż zaskakują widza i trzymają go w napięciu.

Dopiero w trzeciej części serialu odkrywamy, że filmowe przypadki Niemców służą reżyserowi i konsultantowi historycznemu do przedstawienia obrazu katharsis, oczyszczenia Niemców z winy.

Ciąg doświadczeń, przeżyć, zmian sprawia, że pierwotnie dobry oficer, Wilhelm, okrutny wobec wrogów, staje się dezerterem, ma być rozstrzelany, trafia do batalionu karnego, zabija sierżanta – nawiedzonego hitlerowca, i dezerteruje z Wehrmachtu. Greta, piosenkarka, kochanka Viktora i hitlerowskiego urzędnika, staje się w końcu przeciwniczką nazizmu, trafia do więzienia i zostaje rozstrzelana.

Sumieniem Niemców jest Friedhelm, wrażliwy chłopiec, zły żołnierz; jego los jest okrutny – zabija funkcjonariusza hitlerowskich służb, ocala życie Żydowi, następnie ginie w lesie, atakując Rosjan, by ocalić kilku młodych Niemców. Charlotte, pielęgniarka, pracuje w przyfrontowym szpitalu, ratuje Niemców, w końcu chce uratować Rosjankę, dostaje się do sowieckiej niewoli. Niemiecki Żyd, Viktor, ucieka z transportu kolejowego, trafia do oddziału AK, doświadcza polskiego antysemityzmu, ale zostaje ocalony, wraca do Berlina.

Piątka berlińczyków zostaje uwikłana w sytuację bez wyjścia. O losie bohaterów decyduje fatum, przeznaczenie, los, a w rzeczywistości decyduje system narodowego socjalizmu, wsparty okrutnym przymusem. Na początku bohaterowie nie wiedzą, że każdy ich wybór skończy się tragicznie. Ba! Bohaterom nawet nie przychodzi do głowy jakikolwiek wybór.

Fikcja

Film nie pokazuje fanatycznego zauroczenia Niemców ideologią Hitlera. Nie widzimy napaści na Żydów, choć napaści zdarzały się każdego dnia i każdej nocy. Mało tego! Latem 1941 berlińczycy, w tym dwóch w mundurach Wehrmachtu, bawią się w towarzystwie Żyda!

Reżyser filmu, Philipp Kadelbach, wykorzystuje Viktora, niemieckiego Żyda, jako medium, poprzez które pokazuje Polaków – antysemitów, donosicieli, zboczeńców, podludzi. Mógł pokazać przede wszystkim Niemców – antysemitów, morderców, oprawców. Mógł pokazać Żydów – więźniów w obozach niemieckich, policjantów żydowskich, łapaczy Żydów. Ale reżyser pokazał tylko Polaków.

Polacy

Żołnierze AK przedstawieni są jako gromada najzwyklejszych opryszków, szabrowników i złodziei. Noszą jakieś łachmany z opaskami, a nie mundury. Jeden z „żołnierzy” AK mówi do Viktora: „Żydów potopimy jak koty”.

Tymczasem żołnierze Wehrmachtu na tle polskiej hołoty reprezentują „konieczną” wyższość rasową i cywilizacyjną, konieczne okrucieństwo wobec dziczy, konieczną bezwzględność w walce z bolszewizmem i Żydami. Po wojnie, ci, co przeżyją – Wilhelm, Charlotte i Viktor – spotkają się w Berlinie oczyszczeni z nazizmu, z faszyzmu, ze zbrodni.

Chłopi, którzy dostarczają żołnierzom AK żywność, otrzymują za to pieniądze. Ale pieniądze im nie wystarczają, dopytują o Żydów. Można się domyślać, że gdyby w oddziale byli Żydzi, chłopi nie daliby żywności nawet za pieniądze, a nadto donieśliby na Żydów  do Niemców. W jednej ze scen widzimy, jak chłop naprowadza żołnierzy niemieckich na placówki AK.

Formacje nieantysemickie to – zdaniem profesora Juliusa Schoepsa – wyłącznie „partyzantka lewicowa”, czyli GL i AL. Profesor Schoeps nie wie albo nie chce wiedzieć, że GL/AL były formacjami antypolskimi, zbrodniczymi na usługach systemu Stalina.

Znana jest zbrodnia AL w Owczarni, dokonana 4 maja 1944 przez oddział Armii Ludowej dowodzony przez Bolesława Kazimiraka (Kowalskiego), ps. „Cień”. AL-owcy podstępnie zamordowali w Owczarni żołnierzy 3. kompanii 15. Pułku piechoty AK ppor. Mieczysława Zielińskiego. Zginęło lub zmarło z ran 18 partyzantów AK, w tym ppor. Ignacy Franciszek Kamiński ps. „Żuraw”, a 13 żołnierzy odniosło rany. AL-owcy dobili rannych i obrabowali zwłoki żołnierzy.

W studiu TVP

Dyskusja w telewizyjnym studiu, po wyemitowaniu trzeciego odcinka filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”, nie zakwestionowała tezy filmu o polskim antysemityzmie. Obecny w studiu profesor Szewach Weiss powiedział: „Ten film jest bardzo odważny. Antysemityzm był w Polsce, ale nie fabryka śmierci”.

Dalej profesor Weiss zauważył: „Dlaczego do tego kontekstu dają Polskę, dlaczego nie Norwegię, która współpracowała? Dlaczego nie Holandię? To jest niemiecki kompleks antypolski. Związany jest z tym, że Niemcy mają w Polsce mapę zagłady. Ich hańba jest związana z polską ziemią”.

W dyskusji o filmie dopuszczono do głosu podpułkownika Tadeusza Filipkowskiego, przedstawiciela Światowego Związku Żołnierzy AK, który wojnę spędził w walce z Niemcami.

„To obraza pamięci Armii Krajowej i jej działań, która była przecież częścią sił zbrojnych państwa polskiego, powstałą w konspiracji – powiedział ppłk Filipkowski. – Była częścią wojska polskiego. Formacją, podlegającą dyscyplinie wojskowej, wyszkoloną i działającą w obronie i walce o wolność Rzeczpospolitej. Potraktowaliśmy ten film jako fałsz historyczny. Jeżeli ktoś mi powie, że w AK byli antysemici, powiem tak. Ale jeżeli ktoś mi powie, że Armia Krajowa była antysemicka, to będziemy wszyscy gorąco protestować. Nie było ani jednego rozkazu potępiającego Żydów. Nie było ani jednego wypadku likwidacji kogoś w oddziale partyzanckim, dlatego że był Żydem. Były liczne przypadki pomocy – Żegota i różne oddziały, które udzielały pomocy naszym współobywatelom żydowskim”.

Zabierający głos w studiu nie zawsze wiedzieli, o czym powinni mówić. Thomas Weber, historyk, konsultant jednego z odcinków filmu, okazał się zupełnym niemotą. Piotr Kraśko, zamiast prowadzić debatę, sam był debatą. Gerard Gnauck z „Die Welt” nie miał nic sensownego do powiedzenia. Piotr Semka był nie na swoim miejscu, a Andrzeja Godlewskiego w ogóle nie powinno być w studiu.

O czym jest ten film

Nikt w telewizyjnym studiu nie powiedział, o czym naprawdę jest film „Nasze matki, nasi ojcowie”. Otóż film ten przedstawia katharsis, oczyszczenie Niemców poprzez doświadczenie cierpień i śmierci.

Bohater Niemiec, Claus Schenk Graf von Schtauffenberg, pułkownik kawalerii, uczestnik wojny polsko-niemieckiej, tak pisał o Polakach do żony: „Ta ludność to niesłychany motłoch… To lud, który czuje się dobrze tylko pod batem”. Zgodnie z treścią tegoż listu sprzed 74 lat, autorzy filmu – reżyser Philipp Kadelbach i konsultant historyczny Julius Schoeps – przedstawili obraz ludzi i wojny. Bohaterami oczyszczonymi ze zbrodni są Niemcy, natomiast Polacy to niesłychany motłoch, antysemici i bandyci, których nic nie jest w stanie oczyścić.

Michał Mońko

Autor

e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...