Wedle „Diagnozy społecznej 2013” zespołu prof. Janusza Czapińskiego aż 81 proc. Polaków uważa się za szczęśliwych, a 79 proc. jest zadowolonych z własnego życia. Równocześnie tylko 23 proc. jest zadowolonych z sytuacji w kraju i jest to wynik gorszy o 4 pkt proc. od najwyższego w historii tych badań (w 2009 r.). Co oznacza, że Polacy są zadowoleni z samych siebie i są zaradni, natomiast nie mają wiele dobrego do powiedzenia o własnym państwie i o tych, którzy nim kierują. Janusz Czapiński wyciąga stąd wniosek, że w Polsce nie zanosi się na bunt, wielkie protesty uliczne czy rewolucję.

Janusz Czapiński zniechęcenie Polaków do władzy i demokracji w ogóle tłumaczy tym, że Donald Tusk i PO notorycznie nie dotrzymują słowa, zaś opozycja jest groźna i nieodpowiedzialna. Wpisuje się zatem w pełni w rządową retorykę, że władza nie jest doskonała, ale prawicowa opozycja to właściwie faszyści i wichrzyciele. Czyli ktoś, kto powinien tylko przystawiać lustro do społeczeństwa, tendencyjnie tłumaczy bezwyjściowość sytuacji, bo władza się wprawdzie zużyła, ale i tak jest sto razy lepsza od nieodpowiedzialnej i niebezpiecznej opozycji. Mamy więc dokładnie takie samo tłumaczenie, jakie stosowali generałowie Jaruzelski i Kiszczak, którzy musieli prześladować opozycję w PRL, bo zagrażała ona wszystkim i wszystkiemu oraz prowokowała Związek Sowiecki do interwencji.

Janusz Czapiński sugeruje, że jeśli prawicowa opozycja dojdzie do władzy, Polska w jeszcze większym stopniu niż Węgry Orbana, będzie otoczona swego rodzaju kordonem sanitarnym, a właściwie grozi nam wyrzucenie z Unii Europejskiej. Obecna władza ma wiele wad, ale przecież jej akurat Europa żadnej przykrości nie zrobi, a wręcz pomoże. To nie są wnioski naukowca, tylko propagandysty, który używa badań do obrony status quo, czyli mamy do czynienia z klasyczną zdradą klerka, opisaną już w 1927 r. przez francuskiego filozofa i pisarza Juliena Bendę.
Czapiński jest jednym z wielu naukowców, którzy głoszą tezy czysto propagandowe, z tym, że on podpiera się bardzo obszernymi badaniami, co sugeruje, że jego wnioski wypływają wprost z ankiety przeprowadzonej na grupie 26 tys. osób i w ponad 12 tys. gospodarstwach domowych, zatem są obiektywne. Tymczasem wnioski te są tylko mobilizacją PO i jej rządu do prowadzenia lepszego marketingu, a przynajmniej skuteczniejszego ukrywania patologii. I tylko na marginesie sugerują, że rząd mógłby się trochę wysilić merytorycznie, bo samym marketingiem daleko nie zajedzie. I znowu jest to strategia doskonale znana z czasów rządów Jaruzelskiego, gdy funkcję pozornego krytyka, naprawiacza i podpowiadacza władzy pełnił prof. Janusz Reykowski, podobnie jak Czapiński psycholog społeczny.

Nie tylko po wystąpieniach prof. Czapińskiego widać, że sporo osób z tytułami naukowymi, twórcy, ludzie kultury i wolnych zawodów tworzą wokół Donalda Tuska i Platformy coś w rodzaju nowego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON). Skądinąd prof. Reykowski wchodził w skład rady krajowej oryginalnego PRON, założonego w 1982 r. Ten nowy PRON ma osłabić negatywny wydźwięk rządów PO i pomóc przetrwać u władzy tej partii oraz premierowi Tuskowi. Na takiej samej zasadzie, na jakiej PRON Jaruzelskiego miał złagodzić fatalne wrażenie po stanie wojennym i pomóc tamtej ekipie przetrwać do lepszych czasów.

Pretekstów do porównań z czasami Jaruzelskiego i Kiszczaka obecna władza daje zresztą wiele, choć nie są to oczywiście rządy oparte na wojsku i milicji oraz stosujące masowe represje. Ale już wzrost znaczenia tajnych służb jako zaplecza władzy, szczególnie od czasu powołania Bartłomieja Sienkiewicza, wydaje się całkiem oczywistą analogią. Podobne jest stygmatyzowanie opozycji jako wrogów państwa i burzycieli porządku społecznego. Podobne wydaje się przedstawianie masowych, pokojowych manifestacji jako wydarzeń niebezpiecznych i dzielących Polaków. Podobnie traktuje się publiczny majątek – jako łup i nagrodę dla swoich oraz lojalnych. Podobna jest skłonność do nazywania różnych inicjatyw politycznych jako niedemokratycznych, a wręcz faszystowskich czy nazistowskich. Podobne jest traktowanie publicznych mediów czy podejście do grup i osób, które wyłamują się z rządowego frontu propagandowego.

PRON Jaruzelskiego powstał wtedy, gdy władza była jeszcze silna, ale już miała świadomość kompletnego wyalienowania. Wówczas miała do dyspozycji cały aparat przemocy i nie wahała się go używać. Dlatego wtedy PRON miała łagodzić oblicze władzy i wskazywać na to, co ogólnonarodowe. Obecny, nieformalny PRON stosuje strategię swego rodzaju bombardowania miłością, czyli pokazuje władzę (najczęściej wbrew faktom) jako ludzi wprawdzie błądzących, ale wciąż najlepszych na politycznym rynku i takich, których opłaca się kochać. Bo to miłość trudna, ale dla kochających władzę nadal opłacalna, mimo że obiekt miłości często zdradza i zawodzi.