„Czujemy się obrażeni. Z nas się kpi”. Czyli jak przygotowuje się największe wysłuchanie publiczne w historii Sejmu. NASZ WYWIAD

Fot. sxc.hu
Fot. sxc.hu

wPolityce.pl: - W poniedziałek odbędzie się chyba największe w historii polskiego parlamentaryzmu wysłuchanie publiczne. Dotyczyć będzie ośmiu ustaw poświęconych spółdzielczości, nad którymi trwają w Sejmie prace. Czy wiadomo już, jak będzie wyglądać?

Jerzy Jankowski, przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego Krajowej Rady Spółdzielczej: - Jego organizację uważam za kpinę z demokracji i naigrawanie się z ludzi. W momencie, gdy komisja sejmowa podjęła decyzję o wysłuchaniu publicznym ws. ustaw o spółdzielniach, od razu zadekretowała Salę Kolumnową w poniedziałek, 24 czerwca o 9. rano. Taka informacja pojawiła się na stronach internetowych Sejmu. To jest pierwszy element robienia sobie z ludzi jaj. Równie dobrze mogli zorganizować to spotkanie o północy. Przecież większość z nas pracuje! Gdyby poważnie potraktować obywateli tego kraju i instytucję demokracji bezpośredniej, jaką jest wysłuchanie publiczne, to powinien zostać wyznaczony dzień wolny od pracy, żeby ludzie z całej Polski mogli dojechać.

 

Jak wiele osób wybiera się do Warszawy?

Wszyscy chcący wziąć udział w wysłuchaniu, musieli złożyć stosowny wniosek, opisując w nim, czego chcą bronić, jakie proponują rozwiązania etc. Wiemy, że zrobiło to blisko 1 400 osób. Wysłały dokumenty pocztą, bo nie można tego zrobić przez internet nie posiadając podpisu elektronicznego. Wszystkie wnioski wpłynęły do Sejmu. I co się okazało? Dziś – cztery dni przed spotkaniem – na stronach Sejmu opublikowano decyzję komisji o przełożeniu miejsca wysłuchania.

 

To chyba dobrze, że kancelaria robi wszystko, aby wszyscy chętni się zmieścili?

Tak, ale dlaczego nie przesunięto przy okazji terminu, aby zainteresowani mieli szansę dowiedzieć się o zmianach? Poprzez publikację w internecie formalnie spełniono wymóg regulaminu, ale przecież tych 1400 osób nie siedzi cały czas na stronach Sejmu. Skąd mają się dowiedzieć, dokąd jechać? Ciekawy jestem, jak liczna grupa pojawi się w poniedziałek o 9. w Sejmie… Czy to jest poważne traktowanie obywatela przez rządzących? Kiedyś mieliśmy demokrację socjalistyczną, dziś mamy demokrację pozorowaną. Nikogo się nie słucha, bo rządząca koalicja wie lepiej. Wysłuchanie publiczne jest dla mnie skonsumowaniem pewnego powiedzenia: nie chciała przyjść góra do Mahometa, musiał Mahomet do góry. Wyborcy przyszli, żeby wypowiedzieć swoje zdanie, da im się po minucie na wystąpienie i sprawa będzie niby załatwiona.

 

Już znane są takie szczegóły techniczne?

Jeszcze nie, ale rozumiem, że tak to się skończy. Przecież dnia zabraknie na te wystąpienia. Okaże się, że wysłuchanie publiczne jest pozorem demokracji. Założono, że ludzie i tak są nieaktywni. Jesteśmy politykom potrzebni tylko wówczas, gdy zbliżają się wybory. Wtedy wiedzą, jak do nas trafić. Wielokrotnie zapraszaliśmy posłów na spotkania, by przedstawili swój punkt widzenia. Nie dalej niż w poniedziałek w Olsztynie zebrało się ponad stu spółdzielców starego województwa warmińsko-mazurskiego. Zaprosiliśmy na to spotkanie posłów. Przyszło trzech – z PSL, od Palikota i z PiS. Autorka projektu, która mieszka w Olsztynie, posłanka Staroń, nie skorzystała z tej oferty. Z góry wie lepiej, jak urządzić życie obywatelom? Wszyscy, na czele z premierem, narzekają, że ludzie nie są aktywni, że nie biorą udziału w życiu obywatelskim. A gdy zaczynają się angażować, robi się sztuczki proceduralne, jak z tym wysłuchaniem. Zaczyna się mówić, jak kosztowne będzie referendum ws. odwołania jednego czy drugiego prezydenta miasta – w takim przypadku politycy chętnie mówią o marnotrawieniu pieniędzy, a nie chcą mówić o dołożeniu do imprezy, na której mogła sobie pośpiewać pani Madonna. Przecież demokracja nie ma ceny.

Czujemy się obrażeni. Z nas się kpi. Jak pan sobie wyobraża faceta, który będzie jechał z Wrocławia, Bogatyni, Zamościa, Jarosławia całą noc pociągiem, żeby zdążyć na 9., a w Sejmie pocałuje klamkę? Tylko dlatego, że nie zajrzał na stronę internetową, czy przypadkiem coś się komuś nie odwidziało?

 

Gdzie w takim razie odbędzie się wysłuchanie publiczne?

W Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym przy ul. Bobrowieckiej na Mokotowie, czyli trzeba będzie przejechać przez pół miasta. Dla mnie to żart z ludzi i demokracji. Czy pan sobie wyobraża, że robię zebranie w spółdzielni i dwa dni wcześniej informuję w internecie, że zmieniam miejsce? Przecież ludzie by mnie rozszarpali. „Na mieście” mówi się, że pan poseł Marek Gos z dumą ogłosił kolegom z komisji, jak to znalazł salę. Ostrzegam tych wszystkich ludzi: w 2015 r. my też ich znajdziemy na liście. Zrobię wszystko, by ich już nie było na świeczniku, bo nie lubię, jak się ze mnie robi durnia. Będziemy pamiętali do dnia wyborów.

Not. mp

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych