Do 4 października warszawski sąd odroczył w środę ponowny proces autolustracyjny twórcy Konfederacji Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego. Sąd dał stronom czas na zapoznanie się z aktami sprawy, które dopiero co wpłynęły z IPN.

W rozpoczętym w 1999 r. procesie 83-letniego dziś Moczulskiego prawomocnie uznano za kłamcę lustracyjnego, ale w 2011 r. Trybunał w Strasburgu uznał jego skargę na Polskę, a SN uchylił wcześniejsze wyroki i wznowił całą sprawę.

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie Moczulski powtórzył, że materiały - jak powiedział - jego rzekomej współpracy SB sfabrykowała w latach 80. Jak dowiedziała się PAP w IPN, pion lustracyjny Instytutu uważa, że Moczulski współpracował z SB.

Prok. IPN Justyna Walczak wniosła o umożliwienie zapoznania się jej z aktami sprawy, które dopiero dzień wcześniej wpłynęły z archiwów IPN do sądu. Wniosła by przekazać je pionowi lustracyjnemu IPN do skopiowania. Pełnomocnik Moczulskiego mec. Paweł Rybiński mówił, że to oznaczałoby kolejną nierówność stron w dostępie do akt sprawy (PAP ustaliła, że ich część nadal jest tajna).

Sąd odroczył rozpoczęcie procesu do 4 października. Zdecydował, że akta sprawy będzie przesyłał IPN tylko na 7 dni, aby i obrona mogła się z nimi zapoznawać w sądzie.

Po niedawnym ataku tortem na sędzię, sąd wprowadził nadzwyczajne środki bezpieczeństwa: wszyscy wchodzący, nawet dziennikarze, musieli zostawić poza salą telefony, torby czy plecaki. W sali cały czas było kilku policjantów.

Moczulski był pierwszą osobą, która w marcu 1999 r. - gdy tylko ruszyła lustracja w Polsce - wystąpiła o przewidywaną przez ustawę lustracyjną tzw. autolustrację, chcąc oczyszczenia przez sąd z "publicznego pomówienia" o związki ze służbami specjalnymi PRL. W 1992 r. ówczesny szef MSW Antoni Macierewicz umieścił go bowiem na liście domniemanych agentów UB i SB, przekazanej Sejmowi 4 czerwca 1992 r.

Moczulski przyznawał, że spotykał się z oficerami SB. "Nigdy tego nie kryłem; chciałem wiedzieć, czym się interesują" - tłumaczył. Początkowo, w 2001 r. Sąd Lustracyjny I instancji uznał, że oświadczenie Moczulskiego o braku jego związków ze służbami specjalnymi PRL jest prawdziwe. Sąd przyjął, że nawet jeśli doszło do współpracy, to była ona pozorna. Na wniosek Rzecznika Interesu Publicznego w 2002 r. sąd II instancji uchylił ten wyrok i zwrócił sprawę I instancji.

W 2005 r. I instancja uznała b. lidera KPN za kłamcę lustracyjnego, przyjmując, że od 1969 do 1977 r. "metodycznie współpracował" z SB. Uznano, że jako tajny współpracownik "Lech" informował SB m.in. o kolegach z tygodnika "Stolica", a także o przedwojennym generale Romanie Abrahamie; za przekazywane informacje był wynagradzany. Sąd odrzucił tezę, że jego akta SB sfałszowała w 1984 r., by go skompromitować. Sąd podkreślił zarazem, że Moczulski "zdecydowanie przeszedł do opozycji" w 1977 r.

W 2006 r. wyrok utrzymał sąd II instancji. Uznano, że współpraca Moczulskiego nie była pozorna, a jego kontakty z SB "wyczerpały wszelkie przesłanki tajnej i świadomej współpracy", gdyż informacje dostarczane SB dotyczyły konkretnych opozycjonistów i były przydatne w ich zwalczaniu.

Sąd dodał, że w 1977 r. Moczulski był jednocześnie i agentem, i osobą rozpracowywaną przez SB, prowadząc wtedy "grę na dwa fronty". "Z jednej strony, intensywnie angażował się w opozycję, a jednocześnie pozostawał informatorem" - mówił sędzia Rafał Kaniok. "Wewnętrzną konspiracją" w SB sąd tłumaczył, że wcześniejsza współpraca z SB nie stoi w sprzeczności z późniejszym zwalczaniem Moczulskiego, który był w latach 80. aresztowany i skazany.

W 2008 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację adwokata Moczulskiego, który na 10 lat utracił prawo do pełnienia funkcji publicznych.

W 2011 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uwzględnił skargę Moczulskiego. Trybunał stwierdził naruszenie jego prawa do rzetelnego procesu przez ograniczenie dostępu do tajnych akt sprawy. Lustrowany i jego adwokat dostali do nich dostęp w tajnej kancelarii sądu, gdzie mogli robić notatki, ale nie wolno im było wynosić ich poza kancelarię - musieli polegać tylko na swej pamięci. Według ETPCz stawiało to lustrowanego "w sytuacji niekorzystnej w porównaniu z uprzywilejowaną pozycją Rzecznika Interesu Publicznego". Rzecznik, ówczesny oskarżyciel w sprawach lustracyjnych, miał dostęp do akt w swej kancelarii tajnej.

W 2012 r. SN, powołując się na wyrok ETPCz, uchylił wyroki wobec Moczulskiego; sprawę przekazano Sądowi Okręgowemu w Warszawie. Obowiązująca od 2007 r. nowa ustawa lustracyjna zlikwidowała Sąd Lustracyjny, przekazując sprawy lustracyjne sądom okręgowym. Rzecznika zastąpił pion lustracyjny IPN.

W powtórnym procesie może zapaść zarówno wyrok o ponownym "kłamstwie lustracyjnym", jak i stwierdzający prawdziwość oświadczenia. Nie wiadomo jeszcze, czy proces potoczy się według poprzednio obowiązującej procedury z 1997 r., czy obecnej. Według ustawy z 1997 r. tajną współpracą nie było działanie, "którego obowiązek wynikał z obowiązującej ustawy". Dziś jest nią także działanie wynikające z obowiązku ustawowego lub służbowego - jeżeli przekazywało się służbom PRL informacje "w zamiarze naruszenia wolności i praw człowieka i obywatela". Obecnie nie ma też już zapisu ustawy z 1997 r., że współpracą "nie jest współdziałanie pozorne lub uchylanie się od dostarczenia informacji, pomimo formalnego dopełnienia czynności lub procedur wymaganych przez organ bezpieczeństwa państwa".

Moczulski był współzałożycielem i od marca 1977 r. rzecznikiem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Od tego czasu poddawano go licznym represjom; ok. 250 razy zatrzymywano. Od września 1979 r. był szefem KPN; w 1982 r. skazano go za to na 7 lat więzienia. Zwolniono go na mocy amnestii w 1984 r. W kolejnym procesie w 1985 r. skazano go na 4 lata, zwolniono w 1986 r. Kandydował w wyborach prezydenckich w 1990 r., w których zajął ostatnie 6. miejsce. Poseł na Sejm w latach 1991-1997. Autor książek na tematy geopolityczne i historyczne.