Żenująca komedia w wykonaniu "Gazety Wyborczej" wokół Jana Rokity. "Skąd się wzięło 300 tysięcy?" No to my pokazujemy skąd

fot. TVN24/wPolityce.pl
fot. TVN24/wPolityce.pl

Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza" przeszła kolejny raz samą siebie. Mamy brutalny atak na Jana Marię Rokitę i to z dwururki cyngli. Monika Olejnik we właściwy sobie, subtelny, wręcz wysublimowany sposób skomentowała problemy Rokity z komornikiem (CZYTAJ: Monika Olejnik wyśmiewająca Jana Rokitę przypomina Niemców udzielających Polakom nauk w kwestii drugiej wojny światowej), a Bogdan Wróblewski złapał się za brzuch i dalej rechotać, jaki ten Rokita paranoik: mówi, że Kornatowski chce mu ściągnąć 300 tys. zł, kiedy, ha, ha, ha, komornik mu zajął na razie raptem śmieszne 6,2 tys. złotych.

I już nawet nie ma się ochoty utyskiwać nad upadkiem dziennikarstwa na Czerskiej. Bo przecież to kluczowe i powtarzane kilka razy w tekście Wróblewskiego pytanie - "skąd się wzięły te 300 tys. zł?" - można było najprościej zadać najbardziej zainteresowanemu - Janowi Rokicie - może by się wówczas dowiedzieli, ale pewnie też ta wiedza im nie była potrzebna do stworzenia tej elukubracji. No bo jakby się dowiedzieli, to nie byłoby przecież "beki" z Rokity.

Wróblewski nie zadał sobie nawet trudu spytać o to Kornatowskiego, który wcześniej wzruszał ramionami, że żadne tam 300 tys. zł, chodzi o jedyne, drobne 100 tysięcy złotych, więc nie ma co rozpaczać nad swoim losem.

I zarzeka się, że to nie on, tylko sąd i komornik. Na pytanie ile już ściągnął od Rokity, odpowiada:

Nie ja, tylko komornik - dokładnie 6200 zł.

I teraz my mamy pytanie do Wróblewskiego, czy zaświtało mu w głowie, SKĄD TA WŁAŚNIE KWOTA SIĘ WZIĘŁA? Czy to Kornatowski zadowolił się nagle jedynie 6 tysiącami złotych? Ależ po co? On woli pytać "Skąd Rokicie wzięło się 300 tys. zł" i sam sobie odpowiada: "Nie wiadomo". I według niego wszystko jest jasne.

A może po prostu, tylko na tyle udało się komornikowi do tej pory oskubać Rokitę? I jak nadarzy się okazja, zajmie on kolejne tysiące złotych?

Ale "Wyborcza" nie tylko nie pyta Rokity, ale nawiązuje do skojarzenia z przeszłości (przecież wszyscy jeszcze pamiętają: "Ratujcie mnie, Niemcy mnie biją!) i sugeruje, że ten paranoik sam ośmiesza się na amen, snując katastrofalne wizje swojej nędzy i perspektywę pracy na czarno.

No to mamy dla "Wyborczej" niespodziankę. Poniżej kopia wezwania do zapłacenia 200 tys. zł. Czyli ani 6 tysięcy zł, którymi wymachuje "GW", nawet nie 9 tysięcy zł, ani nawet tych "drobnych" 100 tys. jak zarzekał się Kornatowski.






No, to teraz Panie Bogdanie, do dzieła, proszę spróbować wyśmiać te 200 tys. zł.


kim, "Gazeta Wyborcza"

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...