Andrzej Filipiak przyjechał do Warszawy z Kielc w nocy w wtorku na środę. Ok. godz. 11 usiadł na ławce przed kancelarią premiera i podpalił się. Nie miał transparentów, nie krzyczał. Jego sytuacja życiowa przygniotła go zbyt wielkim ciężarem. Dawno przekroczył granice bezsilności. 56-letni mężczyzna nie mógł znaleźć pracy i nie otrzymywał pomocy od państwa.

Poprosił mnie o 30 zł na bilet. Powiedział tylko, że jedzie do Warszawy. Ogolił się i wyszedł z domu

– opowiada "Faktowi" jego żona.

W okolicy KPRM był ok. 10. Przez kilkadziesiąt minut krążył dookoła budynków. Jak podają świadkowie, mówił, że został oszukany, że stracił mieszkanie.

Przysiadł się, nic nie mówił. Nagle zaczął oblewać się jakimś płynem z butelki

– relacjonują związkowcy, którzy od kilku dni protestują przed kancelarią premiera.

Palił się jak żywa pochodnia

– mówią świadkowie. Rzucili się na pomoc, nakryli mężczyznę kocem i ugasili. Pan Andrzej pogrążony jest w śpiączce  farmakologicznej, ma poparzone 60 proc. ciała. Sprawą zajęła się policja.

On to zrobił, bo już był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy a MOPR nam odmawia pomocy większej, nie mamy z czego żyć

– mówi małżonka Andrzeja Filipiaka.

Mąż mówił, że to wszystko co się złego u nas w rodzinie dzieje to wina polskiego rządu, który tak rządzi, że ludzie nie mają pracy i środków do życia

– dodaje.

Historia Andrzeja Filipiaka jest wstrząsająca, choć z pewnością podobna do tysięcy innych. Małżeństwem z panią Wiesławą są od 35 lat. Mają dwoje dorosłych już dzieci. Po tym, jak zachorował na kręgosłup i nie mógł już pracować na budowie, od 5 lat nie może znaleźć innej pracy. Utrzymują się z 570 złotych zasiłku. Dom Filipiaków stoi na peryferiach Kielc. Dopiero od niedawna jest tam woda, ale tylko zimna.

Na życie do dziesiątego lipca zostało mi 200 złotych

– mówi Faktowi pani Wiesława.

To nie pierwsza tak desperacka próba zwrócenia uwagi na niesprawiedliwość, z jaką zmagają się Polacy. W 2011 roku samopodpalenia dokonał Andrzej Żydek, były inspektor urzędu skarbowego. Chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko nieprawidłowościom w stołecznej skarbówce.

Krzyk protestujących nie jest jednak słyszalny dla rządzących. Co musi się wydarzyć, żeby zaczęli reagować?

 

mall, Super Express, Fakt