Sprawa legalizacji uboju rytualnego dzieli i łączy posłów w poprzek tradycyjnych podziałów politycznych. Uchwaleniu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, która ma zalegalizować ten proceder sprzeciwia się cała opozycja. Ale i w klubach koalicyjnych, formalnie popierających zmianę prawa - nie brak kontestatorów. Nie wiadomo jeszcze kiedy kontrowersyjna ustawa trafi pod obrady sejmu, ale jest pewne, że debata nad nią będzie gorąca. Dziś w Sejmie o jej nieuchwalanie  apelowali obrońcy zwierząt. Wśród nich prof. Andrzej Elżanowski, zoolog, członek Polskiego Towarzystwa Etycznego.

 

wPolityce.pl: Dlaczego ubój rytualny powinien być nadal zakazany?

Prof. Andrzej Elżanowski: To jest proceder niesłychanie okrutny, barbarzyński, który polega na tym, że zwierzęta po podcięciu szyi, po podcięciu gardła, bez możliwości wydania głosu są skazane na nieprawdopodobne męczarnie. Umierają od minuty do kilku minut. Występuje u nich ślinotok i inne skrajne objawy cierpienia wynikające z duszenia się, gwałtownego spadku ciśnienia krwi i oczywiście przeraźliwego bólu szyi, która jest przecięta prawie do kręgosłupa. Jest to niewyobrażalne barbarzyństwo. Być może, że gdy starożytni ustalali te obyczaje byli bardziej przyzwyczajeni do barbarzyństwa. Natomiast w obecnej zachodniej cywilizacji jest to kompletny przeżytek.

Przeżytek, który – podkreślam za XIX wiecznym rabinem Frankfurtu Leopoldem Steinem – buduje ścianę pomiędzy społecznością żydowską i innymi. To jest zwyczaj, którego inne społeczności nie mogą akceptować. Upieranie się przy tym obrzędzie powoduje złe nastawienie do mniejszości żydowskiej. Tak więc ubój rytualny niesie nie tylko niewyobrażalne cierpienie zwierząt ale też negatywne konsekwencje społeczne: akceptację okrucieństwa i ksenofobię. Bo pojawia się argument, że jeśli mniejszości nie chcą zrozumieć uniwersalnych standardów etycznych to są powody, żeby je krytykować.

 

W Polsce w dyskusji nad ubojem rytualnym nad argumentami religijnymi przeważają motywacje gospodarcze. PSL i minister rolnictwa przekonują, że to są duże pieniądze, tysiące miejsc pracy i że względy ekonomiczne uzasadniają wprowadzenie takiej nowelizacji.

Przede wszystkim żadna z liczb, którymi się posługują te środowiska – nie jest wiarygodna. Zaniedbania rządu i ministra rolnictwa są takie, że rząd nie posiada żadnych realnych liczb. Są to wszystko dane podawane przez przedsiębiorców i chyba każde dziecko rozumie, że nie są obiektywne.

Poza tym istnieją takie względy elementarne, etyczne, których nie mogą obalić żadne korzyści w postaci zatrudnienia. W połowie XIX wieku w Anglii odbywała się wielka dyskusja, czy można  zatrudniać dzieci przez 14 godzin,  czy tylko przez 10. I oczywiście zatrudnianie ich tylko przez dziesięć powodowało znaczne straty dla przemysłu. Nie można podporządkowywać wszystkiego bezpośrednim korzyściom materialnym!

Chcę zwrócić także uwagę na inny ważny aspekt, który wyszedł na jaw w badaniach socjologicznych ostatnich 20 lat. tzw. efekt Sinclaire'a. Upton Sinclair to był autor książki "Dżungla", która opisywała makabryczne stosunki w rzeźniach w Ameryce Płn. - w Chicago. Efekt Sinclaire'a polega na demoralizującym wpływie rzeźni na całe społeczności. Badanie socjologiczne ujawniło ponad wszelką wątpliwość, że stopień przestępczości, przede wszystkim przemocy w rodzinie,  wzrasta w okolicach rzeźni o 150 proc. - 200 proc. To wynika z okrucieństwa. To wynika z psychologii. Sprawcy przemocy – sami są w pewnym stopniu jej ofiarami. Ci którzy co dzień podrzynają gardła kilkudziesięciu krowom dziennie- nie mogą być normalni i muszą wykazywać patologie społeczne. Także jest to nie tylko zło samo w sobie, ale też zjawisko, które niesie za sobą bardzo złe skutki społeczne.

 

Ludzie, którzy godzą się z ubojem rytualnym mówią często: "skoro te zwierzęta i tak maja być zabite, to co za różnica jak zginą"

To jest chyba najpodlejsze, najbardziej prymitywne rozumowanie, jakie można sobie wyobrazić. Żeby tym istotom, które się zabija dla naszych korzyści nie zagwarantować jakiegoś minimum... Ale taki pogląd w stosunku do zwierząt, jest rzeczywiście zastraszająco rozpowszechniony.A przecież ktoś, kogo by zapytać czy woli umrzeć przez podcięcie gardła, czy przez zastrzelenie – nie wahałby się ani chwili. Nie jest obojętne jak się umiera.

Rozmawiała Anna Sarzyńska