Maciej Kozłowski - były wiceszef MSZ i opozycjonista prawomocnie uznany za kłamcę lustracyjnego

fot. Wikipedia_Boston9_licencja_CC30_GFDL
fot. Wikipedia_Boston9_licencja_CC30_GFDL

Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał wyrok I instancji z 2012 r., uznający Macieja Kozłowskiego - byłego wiceszefa MSZ i opozycjonistę skazanego w PRL za kłamcę lustracyjnego. Doceniając jego wkład w działania na rzecz niepodległości, SA podkreślił dwie fazy jego życia - "jasną i ciemną". Tym samym dwa sądy uznały, że zataił on tajną współpracę z kontrwywiadem w Krakowie w latach 60.

Kozłowski, który nie chciał komentować wyroku, może jeszcze złożyć kasację do Sądu Najwyższego. Wcześniej mówił, że to faktyczna kara infamii, gorsza niż kara śmierci.

W grudniu 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek pionu lustracyjnego IPN niejednogłośnie uznał (przy zdaniu odrębnym sędziego Igora Tulei), że 69-letni Kozłowski złożył nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne, w którym zaprzeczał współpracy z SB. SO zakazał mu na 3 lata pełnienia funkcji publicznych.

Według IPN w latach 1965-1969 Kozłowski był najpierw kandydatem, a potem tajnym współpracownikiem SB w Krakowie o kryptonimie "Witold".

Kozłowski (skazany w 1969 r. przez sąd PRL za działalność opozycyjną) zaprzeczał, by złożył nieprawdziwe oświadczenie. Podpisał on wprawdzie w 1966 r. jako student UJ zobowiązanie do współpracy z SB, ale mówił, że chciał ukryć przed nią swe kontakty z emigracją i przemyt książek paryskiej "Kultury" do PRL. Argumentował, że pozorował współpracę, udzielając informacji ogólnodostępnych i unikając kontaktów z SB, a w czerwcu 1968 r. w ogóle ich zaprzestał.

IPN chciał uznania Kozłowskiego za kłamcę i 5 lat zakazu stanowisk. Prokurator IPN Jarosław Skrok mówił w SO, że gdyby Kozłowski przyznał się do współpracy, to ten "wstydliwy epizod" jego życiorysu zostałby mu wybaczony. Kozłowski i jego obrońca wnosili, aby SO oczyścił go z zarzutu.

On nie ujawnił współpracy w oświadczeniu, bo nie był współpracownikiem

- mówił adwokat mec. Czesław Jaworski.

SO podkreślił, że w lustracji nie ocenia się stopnia lojalności danej osoby wobec SB, tylko fakt, czy przekazała jej ona przydatne informacje. SO uznał, że Kozłowski udzielał SB informacji przydatnych i mogących zaszkodzić konkretnym osobom. Relacjonował oficerowi SB Stefanowi Szczykutowiczowi m.in. swój pobyt w Wlk. Brytanii; mówił o hotelu prowadzonym tam przez Polaków; o przyjeżdzających do Krakowa francuskich alpinistach, o pewnym Amerykaninie oraz pracowniku UJ. SO przyznał, że potem Kozłowski zaczął unikać spotkań z esbekiem.

W apelacji mec. Jaworski wniósł o uchylenie wyroku. Argumentował, że SO niesłusznie dał prymat dokumentom SB, na których oficerowie robili dopiski obciążające oraz pominął dowody "pozornej współpracy". Powołał się też na niejednogłośność wyroku (Tuleya uznał, że Kozłowski nie podjął rzeczywistej współpracy).

Komentując stwierdzenie SO, że wyrok nie przekreśla jego zasług dla opozycji, Kozłowski powiedział w SA, że w istocie przekreśla on jego całe życie, bo teraz będzie przez opinię publiczną "uznany za kapusia". Podkreślił, że to faktyczna kara infamii, gorsza niż kara śmierci.

Prok. Skrok wniósł o utrzymanie wyroku, dowodząc, że SO prawidłowo ocenił materiał sprawy.

SA uznał, że dowody realizacji podjętej współpracy z SB za niepodważalne (m.in. dokumenty sporządzone dla SB o konkretnych osobach).

Mówienie o grze z SB to przyjęta linia pana obrony

- mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia SA Małgorzata Mojkowska.

Dodała, że nie było ingerencji SB w treść dokumentów nt. Kozłowskiego, a tylko zmieniano w nich daty (daty zatwierdzenia części dokumentów SB wyprzedzają daty ich wystawienia). Podkreśliła, że w oświadczeniu lustracyjnym Kozłowski mógł opisać swe kontakty z SB. Sędzia odniosła się też do listu Jerzego Giedroycia, w którym kilkanaście lat temu zaświadczał, że Kozłowski nie ukrywał, iż nachodzi go SB. Według sądu nie można jednak słowa "nachodzenie" zrównywać z słowem "współpraca".

Kozłowskiego wyrzucono ze studiów w marcu 1968 r. za udział w protestach studenckich. Rok później został aresztowany w Czechosłowacji. W 1969 r. skazano go na 4,5 roku więzienia w tzw. procesie taterników - młodych ludzi oskarżonych o nielegalne przerzucanie przez granicę wydawnictw "Kultury".

W więzieniu Kozłowski spędził 2,5 roku. Po wyjściu na wolność nie zaprzestał opozycyjnej działalności. W 1982 r. został członkiem redakcji "Tygodnika Powszechnego". W 1990 r. podjął pracę w MSZ; był m.in. wiceszefem resortu i ambasadorem w Izraelu.

Prawomocne uznanie przez sąd czyjegoś oświadczenia lustracyjnego za nieprawdziwe oznacza utratę pełnionej funkcji oraz od 3 do 10 lat zakazu pełnienia funkcji publicznych.


kim, PAP

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych