Wiesław Rachwał, jeden z dolnośląskich działaczy Solidarności otrzymał od prezydenta Komorowskiego Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Jednak pan Rachwał odmówił przyjęcia odznaczenia.

CZYTAJ WIĘCEJ: Działacz podziemnej "Solidarności" odmawia przyjęcia orderu z rąk Bronisława Komorowskiego. "Odznaczenia nie mogą kamuflować prawdy"

O powodach tego gestu rozmawiamy z samym zainteresowanym.

 

wPolityce.pl: Nie przyjął pan orderu od Prezydenta RP orderu. Czy uważa pan, że to dobra decyzja? Wszak każdy prezydent jest emanacją Rzeczypospolitej...

Wiesław Rachwał: To nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia, gdyż to był mój moralny gest, obywatelska postawa wobec tej rzeczywistości, która niezgodna jest z tym o co ja zabiegałem podczas lat swojego zaangażowania publicznego. Tak więc to wszystko wyraziłem swoją odmową przyjęcia odznaczenia. Niczego nie żałuję i podtrzymuję to w całości, to co napisałem panu wojewodzie, który w imieniu prezydenta chciał mi wręczyć order.

 

Zwrócił pan na pewno uwagę, że media mainstreamowe, które tak chętnie podkreślały odmowę przyjęcia odznaczeń wręczanych przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w ogóle nie poinformowały o pańskim geście. Jak pan sądzi, dlaczego?

To normalna postawa tych mediów. One obsługują interesy obecnej władzy. Starają się pomijać gesty zwykłych ludzi – takich jak ja – wobec obecnej formacji. Gdy Lechowi Kaczyńskiemu czyniono afront odmawiając przyjęcia orderów, lub je zwracając, to się to nagłaśniało i podkreślało. Tamten prezydent był flekowany.

 

Co pana najbardziej uderza w działaniach obecnej głowy państwa?

W tej chwili nie chcę oceniać pana Komorowskiego. Wielokrotnie to podkreślałem – moja odmowa przyjęcia orderu od niego nie jest gestem za kimś, czy przeciwko komuś. Jest gestem niezgody mojego sumienia, które mówi, że przyjęcie odznaczenia byłoby przyznaniem, iż godzę się na obecny stan naszej Polski.

 

Jednak obecny stan Polski jest również skutkiem działania Komorowskiego. Nie tylko już jako prezydenta, ale wcześniej – jako ważnego działacza PO i Marszałka Sejmu.

No tak, zgadza się. Obecny stan to pokłosie tej działalności. Tylko, że – powtórzę – nie czuję się upoważniony do krytyki pana prezydenta w kontekście gestu nieprzyjęcia orderu. Zaprzeczyłbym sobie, bo przecież to gest przeciwko sytuacji w kraju, a nie wobec tego prezydenta, który jest teraz na urzędzie.  Przy innej okazji powiem, co sądzę o sprawowaniu władzy przez obecnego prezydenta.

 

Jakby pan mógł o sobie coś powiedzieć naszym czytelnikom. Pan działał w pierwszej Solidarności, tak?

Tak. W 1980 r. byłem szeregowym działaczem Solidarności we wrocławskim Pafawagu (Państwowa Fabryka Wagonów – przyp. red.). Pełnym nadziei na zmiany, a entuzjazm, który wówczas widziałem dawał nadzieje na to, że państwo będzie kierowało się uczciwością, zasadami prawa, prawdy. Po wprowadzeniu stanu wojennego natychmiast włączyłem się w struktury podziemnej Solidarności.

 

Czy był pan internowany?

Tak, dwa razy. Za pierwszym razem przesiedziałem sto dni, za drugim około 30. Po wypuszczeniu mnie za drugim razem od razu wcielili do wojska.  Byłem w jednostce w Gorzowie Wielkopolskim. To była kara za nawoływanie do strajku po tym jak sejm PRL zdelegalizował 1982 r. związki zawodowe.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki