Szczawiu już nie wystarcza? "Gazeta Wyborcza" radzi, że można jeść ze śmietnika

fot. sxc.hu
fot. sxc.hu

W czasach pierwszego PRLu niedostatki żywności były normą. Natomiast większość protestów społecznych, często krwawo tłumionych, spowodowanych było podwyżkami cen tejże żywności. Im więcej było braków, tym więcej było informacji o tym, jak szkodliwa potrafi być żywność – jak niezdrowe jest masło (którego nie ma), jak niezdrowa jest kawa (której akurat też nie ma) – ale jakoś nie było artykułów na temat szkodliwości octu którego było w bród.

Powyższa refleksja przyszła mi do głowy po przeczytaniu informacji na internetowej katowickiej stronie GW, w której z uznaniem Michalina Bednarek napisała:

Monika, Anka i Mena wychodzą z plecakami na miasto. Podróż po śmietnikach odbywa się raz w tygodniu - to wystarczy, żeby zaopatrzyć się w jedzenie na cały tydzień (...)Dziewczyny nie miały problemu z wyciągnięciem jej ze śmietnika i zjedzeniem zawartości - w końcu były w paczce.


W zasadzie menu jest pełne, jak w dobrym barze sałatkowym:

Oprócz rzodkiewek w śmietniku można znaleźć brokuły, sałatę, kapustę, arbuzy, truskawki czy melony - wszystko to, od czego uginają się półki w marketach.

Aby czytelnik nie musiał się trudzić, w tekście „brokuły” jest ukryte hiperłącze, które odsyła do serwisu kucharskiego radzącego, co można zrobić z brokułami.

Jedzenie ze śmietnika jest również zdrowe:

Katowiczanki żywią się w ten sposób od pięciu lat i nie zamierzają przestać. Żadna z nich jak dotąd nie rozchorowała się od śmietnikowego jedzenia. - Grunt to dobrze umyć, wyparzyć i można jeść - mówią.



Redakcja przestrzega jednak w podtytule, że „Freeganizm to nie sposób życia dla każdego” by zaraz dodać, że można tygodniowo zaoszczędzić nawet 100 złotych. Oczywiście są niedogodności, bo śmierdzi, bo „trzeba zanurkować” w śmieciach i dotykać mięsa czasem – a z tym panie, które są wegankami, mają problem.

Po lekturze wyżej wspomnianego artykułu pomyślałem, że nie ma żadnych granic w ratowaniu rządu Donalda Tuska. Tak jak w pierwszym PRL perorowano nt. szkodliwości niedostępnych artykułów, tak w drugim PRL czy PRL BIS doradza się jak ewentualnie poradzić sobie z brakiem środków na zakup żywności. Przy katastrofalnym bezrobociu, realnym obniżeniu płac w skutek inflacji, jedni poddają pomysł jedzenia szczawiu i mirabelek, inni – przepraszam za wyrażenie, żarcia ze śmietnika. „By żyło się lepiej?”

 

Maciej Odorkiewicz

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...