Za pakietem zmian w służbach kryją się niepokojące rozwiązania, które pozwolą na brutalniejsze sterowanie służbami i wykorzystywanie ich do celów politycznych

Fot. PAP/Jacek Turczyk
Fot. PAP/Jacek Turczyk

W sierpniu minie rok od czasu, gdy nad służbami specjalnymi w Polsce zawieszone zostało widmo i cień zmian. Cień niepokojący i wzbudzający wątpliwości, chaos i niepewność w służbach specjalnych, szczególnie ABW. Niestety konferencja prasowa Donalda Tuska oraz Bartłomieja Sienkiewicza nie rozwiewa wątpliwości, ani nie uspokaja. Rodzi za to szereg pytań i wątpliwości.

1. Rząd Tuska - co powszechnie wiadomo - przywiązuje w sposób ogromny wagę do PR i marketingu. Dowodów na to mieliśmy wiele w ostatnich latach. Jednym z typowych zabiegów rządowych speców od marketingu jest kalendarz premiera. Ogłaszanie ważnych zmian zawsze wygląda jakby było analizowane z kalendarzem. I tak jest tym razem. Premier i szef MSW ogłosili - jak przyznawał Sienkiewicz - dwie "rewolucje" w służbach. Zrobili to na dzień przez Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, który jest dniem wolnym od pracy. Rząd zdecydował się ogłosić tak ważne zmiany na dzień przed tzw. długim weekendem, gdy życie toczy się już innym tempem i ma inną dynamikę. Termin ogłoszenia zmian sugeruje, że rząd do reform podchodzi w sposób niepoważny. Albo ich nie przygotował, albo są one złe. Można sądzić niestety, że w tym wypadku jedno i drugie. Faktem jest, że dzięki konferencji prasowej organizowanej dzień przed świętem opinia publiczna nie zostanie należycie poinformowana o propozycjach i pomysłach rządu.

2. Premier przedstawiając rewolucje ogłasza, że ma nadzieję, że "finał legislacyjny" prac będzie miał miejsce jeszcze w tym roku. To oznacza, że zapowiadana w 2012 roku reforma ABW, czyli najważniejszej służby specjalnej w Polsce, będącej ważnym ogniwem w bezpieczeństwie narodowym w kraju, będzie się ciągnąć półtora roku. I byłoby pół biedy, gdyby w tym czasie miała miejsce otwarta debata polityczna z opozycją i udziałem ekspertów na temat tego, jak ulepszyć polskie służby. Nie, tego nie ma. Jest za to w ciszy rządowych gabinetów praca nad reformą, której do dziś nie znamy. Choć mija rok od zapowiedzi zmian do dziś nie znamy konkretnych propozycji ustawowych. Co w tym czasie robił premier, szef MSW i MON? Wydaje się, że dali ten czas służbom na wsłuchiwanie się w zapotrzebowania władzy.

3. Sienkiewicz zapowiedział zmiany w kompetencji ABW. Sprawy przestępczości zorganizowanej i narkotykowej mają stać się domeną głównie CBŚ, korupcja CBA. Szef MSW zapowiedział również rozdzielenie ustawy o ABW i AW na dwa odrębne akty. Sama zmiana i wydzielenie z ABW części spraw nie budzi sprzeciwu. Jest kwestią do negocjacji, czy Agencja powinna rzeczywiście zajmować się narkotykami i przestępczością zorganizowaną. Być może przeniesienie części kompetencji z ABW do CBŚ i CBA jest godne rozważenia. Jednak i w tej sprawie jest kilka "ale".

Po pierwsze, Sienkiewicz zapowiedział zmiany w statusie budżetowym ABW. Agencja miałaby zostać podporządkowana finansowo szefowi MSW. To de facto oznacza, że zyskałby on skuteczne narzędzie nacisku na najważniejszą służbę w Polsce. Czyli otrzymałby możliwość ręcznego sterowania Agencją. To oznacza nie tylko osłabienie pozycji ABW, która obecnie podlega premierowi, ale również tworzy niebezpieczne mechanizmy wykorzystywania Agencji do celów politycznych. To od MSW może zależeć, czym Agencja się będzie zajmowała i w jaki sposób będzie działała.

Jest i kolejna wątpliwość, merytoryczna. Jeśli ABW przestanie mieć ustawowe uprawnienia związane z prowadzenie przestępczości zorganizowanej, narkotykowej oraz korupcji co się ma dziać w sytuacji, gdy tego typu przestępcy będą wchodzili na pola innych działań, w tym na te związane z funkcjonowaniem ABW. Wydaje się, że najważniejsza służba, jaką jest w Polsce ABW, powinna mieć możliwość włączenia się w każde śledztwo, jeśli okaże się, że jest ono ważne - z różnych powodów - dla bezpieczeństwa państwa. W tej sprawie - o czym mówili eksperci - praktyczniejsze byłoby raczej prowadzenie skutecznej koordynacji, a nie odcinanie Agencji ustawowych kompetencji. Ich w szybki sposób się nie przywróci, gdy zajdzie potrzeba.

Wątpliwości związane z planami ograniczenia kompetencji ABW wynikają również z zapowiedzianej przez Sienkiewicza redukcji w Agencji. Szef MSW zapowiedział przeniesienie większości śledztw oraz dużej grupy funkcjonariuszy z Agencji. Oznacza to, że ABW przestanie mieć status służby frontowej, najsilniejszej formacji w Polsce. Tymczasem reformę można było wykorzystać do próby wzmocnienia skuteczności działań Agencji. Pozbawianie jej ludzi nie jest jednak drogą w tym kierunku.

4. Bartłomiej Sienkiewicz zapowiedział również zmiany w regulacjach dotyczących monitoringu oraz dostępu do billingów. Zaznaczył, że okres przechowywania danych telekomunikacyjnych ma zostać ograniczony do jednego roku, nagrań z monitoringu do 40 dni. Inicjatywa w tej mierze jest korzystna i godna poparcia. Jednak pytanie o szczegóły w tej sprawie oraz późniejszą praktykę. Wiadomo bowiem, że za czasów Platformy Obywatelskiej szefem ABW był Krzysztof Bondaryk, który może być symbolem dokładnie odwrotnych tendencji władzy. To on był podejrzewany o związki z gangiem handlującym nielegalnymi danymi abonentów i danych telekomunikacyjnych. To on również był jednym z szefów służb w czasie, gdy liczba podsłuchów w Polsce zaczęła drastycznie rosnąć. Jeśli więc PO chce walczyć ze skutkami działań Bondaryka i służb z czasów własnych rządów to należy liczyć na jej skuteczność. Tym razem.

Jednak zapowiedź walki z "wielkim bratem" w ustach rządu Tuska jest mało wiarygodna.

5. Na konferencji prasowej zapowiedziano również, że rząd chce powołać Komitet Rady Ministrów ds. bezpieczeństwa państwa, który będzie wewnątrzrządowym ciałem koordynującym działania służb specjalnych w sposób ciągły.

To pozwoli w naszym przekonaniu lepiej zadaniować służby i lepiej sprawować bieżącą kontrolę w zakresie przepływu informacji

- wskazał minister.

Wydaje się, że w sposób trafny tę propozycje komentuje Piotr Naimski, były szef UOP, poseł PiS. W rozmowie z portalem wPolityce.pl tłumaczył:

Premier Donald Tusk od sześciu lat nie korzysta z tych rozwiązań, które obecnie są dostępne. Do niego należy koordynowanie służb specjalnych w Polsce. Ale on nawet nie powołał ministra-koordynatora.

I rzeczywiście nie sposób nie zadziwić się czytając propozycję powołania nowej struktury dbającej o koordynację działań służb. Wszak od sześciu lat premier Tusk wydaje się przekonywać, że koordynacją służb nie ma się co zajmować. Podobnie jak nadzorem. W Polsce rządzonej przez Tuska służby były dotąd pozostawione same sobie. I nagle ma się to zmienić. Czy to wynik refleksji rządzących? Gdyby tak było premier próbowałby najpierw korzystać z tych mechanizmów, które są już w obecnym prawie. Jednak do dziś tego nie robi. Co więcej, również obecnie - podejmując decyzje o ustawowym rozgraniczeniu kompetencji między służbami - sugeruje, że koordynacją nie zamierza się przejmować. Zamiast zamiast korzystać z koordynacji destabilizuje po raz kolejny system bezpieczeństwa państwa.

6. O co zatem chodzi? Wydaje się, że większość propozycji przedstawionych przez ministra i premiera to zasłona dymna. Zasłona dla groźnie wyglądających planów - pierwszym było podporządkowanie finansowe ABW szefowi MSW. Drugim - "powołanie 6-osobowego, wybieranego przez Sejm m.in. spośród sędziów, apolitycznego organu, który ma kontrolować operacje tajnych służb". To "apolityczne ciało" miałoby prawo wglądu w czynności operacyjno-rozpoznawcze służb specjalnych, na wniosek najwyższych organów państwa.

Gdy rozmawiałem jakiś czas temu z wysokim oficerem polskich służb specjalnych o reformie służb, polecił mi:

Niech Pan uważnie śledzi sprawę kontroli nad służbami. Tu zmiany mogą być najbardziej niepokojące i najpoważniejsze.

I rzeczywiście propozycja Tuska i Sienkiewicza dotycząca kontroli niepokoi. Bowiem rodzi podejrzenie, że zespół, o którym mowa, będzie miał w przyszłości zastąpić sejmową komisję ds. służb specjalnych. Tymczasem to właśnie kontrola parlamentarna jest najskuteczniejszym sposobem kontroli służb specjalnych. Budowa nowego zespołu złożonego z "apolitycznych sędziów" jest bezsensu. Po pierwsze bowiem nikt nie zagwarantuje apolityczności tego ciała - widząc sposób rozumienia tego hasła przez PO można mieć poważne obawy, jak taki zespół może wyglądać przy obecnej władzy. I druga sprawa - zespół złożony z apolitycznych sędziów będzie miał znacznie mniejsze możliwości skutecznego działania niż posłowie z komisji sejmowej. Oni dysponują mandatem posła na Sejm, oni mają prawo składania interpelacji itd. Oni zgodnie z tradycyjną rolą komisji mają prawo zadawać pytania i oczekiwać odpowiedzi. Obecnie jednak rząd walczy z prawidłową działalnością komisji ds. służb, paraliżując jej normalne działanie. To świadczy o tym, że na prawdziwej kontroli nad służbami rządzącym nie zależy. Sytuacja na rynku medialnym wskazuje, że w ogóle im nie zależy na kontroli władzy.

Rząd nie tylko nie chce umocnić pozycji komisji sejmowej, czyli kontroli parlamentarnej, ale ją dodatkowo ogranicza i utrudnia jej działalność. Rodzi się zatem pytanie, po co budować nowy zespół, który może mniej i ma mniejsze oparcie w strukturze demokratycznej?

Tę sprawę minister Sienkiewicz tłumaczył tak:

Uważamy, że ten organ jest w stanie zapobiec tej patologii, z którą mieliśmy do tej pory do czynienia, np. którą mogliśmy obserwować w ostatnich wyrokach sądowych dotyczących operacji CBA za czasów Mariusza Kamińskiego.

A zatem podejrzenia, że chodzi o możliwość prowadzenia służb tak, by władzy się bały, są coraz bardziej zasadne. Bowiem istotą różnicy między modelem służb z czasów Mariusza Kamińskiego, a tych obecnych - kierowanych choćby przez Pawła Wojtunika - jest ich podatność na naciski polityczne oraz kierowanie się politycznymi kalkulacjami, a nie walką z przestępczością. Kamiński jest tak znienawidzony w kręgach PO właśnie dlatego, że chciał walczyć z przestępcami bez względu na to, z jakiej byli partii. Skoro zatem Sienkiewicz zaznacza, że "rewolucja" ma pozwolić uniknąć sytuacji, która była w służbach za czasów Kamińskiego, to sprawa jest jasna - ma być tak jak jest, tylko bardziej.

Tę opinię uwiarygadnia zbieżność czasowa propozycji służb oraz tego, co dzieje się w komisji ds. służb specjalnych. Przewodniczący Marek Opioła z PiS został w ostatnich dniach mocno zaatakowany za to, że chciał przyjrzeć się działaniom SWW i SKW ws. zabezpieczenia rządowego Tupolewa lecącego do Smoleńska 10/04. W reakcji został skrytykowany, a jego pozycję w komisji postanowiono zneutralizować, rozszerzając prezydium komisji. Tyle dla PO jest warta kontrola "tajnych operacji" służb...

Pakiet zmian przedstawionych przez Tuska i Sienkiewicza wydaje się zbiorem mydlin, które mają zasłonić opinii publicznej oczy i pozwolić wprowadzić kolejne zmiany umożliwiający władzy na sterowanie służbami i wykorzystywanie ich do celów politycznych. Tusk i jego rząd od sześciu lat działa dokładnie w odwrotną stronę niż mówi - służby stają się coraz bardziej patologiczne, skupiając się nie na zabezpieczaniu Polski, ale na zabezpieczaniu władzy przez Polakami. I ta władza chce utrzymać kurs.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych