Żydzi dostają kolejne pieniądze od Niemców, a Polacy od Tuska puste frazesy o "świetnych relacjach"

www.kprm.gov.pl
www.kprm.gov.pl

Żydowskie ofiary holokaustu wyprosiły od państwa niemieckiego kolejne miliony euro odszkodowania. Niemcy będą wypłacać renty dla tych Żydów, którzy nie byli nawet w niemieckich obozach zamkniętych, ale po prostu mieli zakaz przemieszczania się po większym terenie. 56 tysiącom osób Niemcy zgodzili się wypłacić 800 mln euro.

O sprawie napisał tygodnik „der Spiegel”. Napisał to oczywiście w tonie zrozumienia. W Niemczech nikt nie waży się mieć wątpliwości, że Żydom odszkodowania się należą. A ci i reprezentujące ich organizacje, jak np. Jewish Claims Conference nie marnują czasu i energii na poklepywanie się po plechach z niemieckimi politykami, ale ciężko pracują, aby wyciągnąć od prawnych następców Adolfa Hitlera pieniądze dla ludzi, którym szczęśliwie udało się przeżyć.

CZYTAJ W ORYGINALE TEKST W "DER SPIEGEL".

Sprawa wypłat odszkodowań dla żydowskich ofiar wojny doskonale pokazuje, dlaczego Niemcy tak dopieszczają politycznie Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. Obecna władza w Polsce daje Berlinowi gwarancję, że nie będzie się upominała w imieniu polskich weteranów wojny o jakiekolwiek odszkodowania. Polacy pokrzywdzeni przez Niemców sprawdzili to na własnej skórze, dosłownie.

W maju 2011 grupa niewidomych Polaków z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niewidomych Cywilnych Ofiar Wojny – ofiar niemieckiej okupacji – pojechała do Berlina, aby złożyć u kanclerz Niemiec petycję z żądaniem wypłat odszkodowań i rent. Zażądali... 80 tysięcy euro dla 190 osób, bo mniej więcej tyle jeszcze żyje osób, które straciły wzrok w wyniku działań Niemców na terenie okupowanej Polski.

Oczywiście polscy inwalidzi „pocałowali klamkę”, choć ich przemarsz ulicami Berlina wzbudził niemałe zainteresowanie przechodniów. Niemieckie władze w ogóle się nie przejęły petycją, która zapewne wylądowała w koszu. Oczywiście żadne z medium mainstreamowych zaprzyjaźnionych z Tuskiem i Komorowskim nie poinformowało o tym. Ale to norma.

Ciekawa jest też inna sprawa. Skąd taka nagła znieczulica u Niemców dla polskich ofiar nazistowskich Niemiec, skoro Niemcy chętnie nagłaśniają każde euro odszkodowania dla żydowskich ofiar wojny, traktując to oczywiście jako kolejną cegiełkę w budowli zwanej „przekreślenie niemieckich win”? Odpowiedź jest banalnie prosta. Grupa niewidomych Polaków nie miała żadnego wsparcia ze strony władz Polski. Co więcej - ambasada RP w Berlinie odmówiła nawet dostarczenia naszym rodakom napojów chłodzących.

Rok wcześniej szykująca się do wyjazdu do Berlina delegacja poprosiła o pomoc Władysława Bartoszewskiego, Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do Spraw Dialogu Międzynarodowego, który szczyci się świetnymi stosunkami z Niemcami. Oczywiście Bartoszewski odmówił.

Gdy jakikolwiek Polak-kombatant napisze gdzieś, czy powie, że Niemcy nie wypłacili tej czy innej grupie jego rodaków odszkodowania, to zawsze odezwie się „ekspert” lub po prostu pożyteczny idiota z jakiegoś stowarzyszenia „pojednania” polsko-niemieckiego (najczęściej opłacony już jakąś kwotą na szczytny cel; Niemcy nazywają to Schweigegeld – zapłata za milczenie), który opowiada wszem i wobec, że polskie ofiary wojny dostały już odszkodowania. Faktycznie, Niemcy zostali raz przymuszeni do zapłacenia odszkodowań robotnikom przymusowym. Stało się to możliwe dzięki wstawiennictwu i inicjatywie amerykańskich adwokatów.

W tym czasie żydowskie ofiary wojny rozpętanej przez Niemców w nosie mają to, że już wielokrotnie zapłacili oni za zbrodnie swych przodków i zwyczajnie żądają kolejnych kwot. Co roku do żyjących na całym świecie osób żydowskiego pochodzenia trafia 100 mln euro. A co kilka lat wytargowują coś „ekstra”, jak właśnie te dodatkowe 800 mln euro, o których napisał „der Spiegel”.

Właśnie w takich sytuacjach widać, dlaczego Niemcom tak zależy na tym, aby władzę w Polsce mieli tacy politycy jak Donald Tusk czy Bronisław Komorowski. Są dla Berlina bezpieczni. Kosztem polskich ofiar wojny będą się uśmiechać do kamer zaprzyjaźnionych telewizji i powiedzą każdą bzdurę o tzw. pojednaniu polsko-niemieckim ku zachwytowi Berlina.

Gdy kilka lat temu ówczesny premier Jarosław Kaczyński powiedział o polskiej karcie przetargowej w relacjach z Niemcami, jaką jest ich "złe sumienie", jak na komendę pojawili się na ekranach telewizorów przyjaciele Niemców, którzy darli szaty nad "niegodziwością" dzisiejszego lidera opozycji. W sukurs swej partii w Polsce przyszedł oczywiście Berlin. Z ust Gesine Schwan - ówczesnej pełnomocniczki niemieckiego MSZ ds. współpracy z Polską - Kaczyński dowiedział się, że jego słowa to "forma moralnego szantażu wobec Niemców". Niech ktoś wskaże niemieckiego polityka, który odważy się powiedzieć o "moralnym szantażu Izraela" wobec Niemiec.

Polskich ofiar wojny z roku na rok naturalnie ubywa. Mają coraz mniej szans, aby należnymi im za cierpienia wojenne pieniędzmi opłacić studia wnukom czy kupić im mieszkanie. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że dla Niemców rządy Tuska i Komorowskiego to po prostu policzalny zysk, a dla Polaków - ofiar wojny - strata. Nieodwracalna.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...