12 sędziów PKW przynajmniej dwukrotnie latało do Rosji na specjalne szkolenia. O tym czego można się nauczyć od Rosjan w kwestii przeprowadzania wyborów mówi portalowi wPolityce.pl, publicysta tygodnika "Sieci" i dziennikarz Marek Król.

CZYTAJ WIĘCEJ: Będziemy mieli wybory jak w Rosji? Członkowie Państwowej Komisji Wyborczej pojechali na szkolenia do... Moskwy

wPolityce.pl: Zaskoczyła pana wiadomość o tym, że 12 członków Państwowej Komisji Wyborczej, pojechało na szkolenia do Moskwy?

Marek Król: Pierwsze słyszę! Jeśli to prawda, to mamy po prostu do czynienia z wprowadzaniem lisa do kurnika, widocznie to jest dalszy etap tej słynnej współpracy polsko–rosyjskiej. Nie wiem, co powiedzieć, nie bardzo rozumiem kto ich tam wysłał i po co? Na podstawie jakich umów to było zorganizowane?

 

Znając złą sławę rosyjskich wyborów, możemy się obawiać tego, że i u nas najbliższe wybory nie będą do końca uczciwe?

Można się niepokoić. Bo czego oni niby mieliby się tam nauczyć? To jakieś wprowadzanie Putina. Międzynarodowi obserwatorzy krytykują przebieg wyborów w Rosji, tam ciągle pełno nieprawidłowości. Gdyby nasi członkowie PKW pojechali np. do USA, to rozumiem. Od Amerykanów możemy się uczyć chociażby technicznych rozwiązań, które mogłyby być z powodzeniem stosowane u nas. A jakich systemów PKW chce się uczyć od Rosjan? Nie wiem.

 

Podobno, członkowie PKW szkolili się w Moskwie już dwukrotnie. Ale informacja o zeszłorocznym wyjeździe jakoś nie trafiła do mediów? Dziwi to pana?

Rozumiem, że pewnie niedługo w ramach podobnej współpracy wyślemy Rzecznika Praw Obywatelskich do Chin, żeby tam się uczył egzekwowania praw człowieka. I tak dobrze, że się o tym dowiadujemy. Jest pewnie wiele podobnych spraw, które nie ujrzały i możliwe, że nigdy nie ujrzą światła dziennego.

 

Notował Mariusz Krzemiński